• PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu

Cholesterol nie boli, ale prowadzi do chorób, które zabijają. "Walczmy z nim skuteczniej"

Autor: Wojciech Kuta • Źródło: Rynek Zdrowia20 stycznia 2022 17:30

Borykamy się z powszechną niechęcią do badań wartości cholesterolu. Może dlatego, że tzw. zły cholesterol (LDL) nie boli? Większość Polaków nie zdaje sobie sprawy, że nieleczona hipercholesterolemia prowadzi do miażdżycy i groźnych dla życia chorób sercowo-naczyniowych - mówi Rynkowi Zdrowia prof. Marlena Broncel.

Cholesterol nie boli, ale prowadzi do chorób, które zabijają. "Walczmy z nim skuteczniej"
Cholesterol LDL może prowadzić do miażdżycy, udaru mózgu, zawału serca Fot. PAP/Marcin Bielecki
  • Wysokie stężenie tzw. złego cholesterolu (LDL) jest odpowiedzialne za powstawanie miażdżycy, znacznie zwiększa ryzyko, m.in. zawału serca, choroby wieńcowej, udaru niedokrwiennego mózgu, choroby tętnic obwodowych
  • Szacuje się, że podwyższony LDL występuje aż u około 60 proc. Polaków. Z rejestrów wynika, że aż dwie trzecie osób nie osiąga w naszym kraju, zalecanego w wytycznych, stężenia cholesterolu LDL
  • Dla chorych z najwyższej grupy ryzyka Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne określiło tę wartość na poziomie poniżej 55 mg/dl
  • Zakładając, że w Polsce około dwie trzecie osób nie osiąga tego zalecanego w wytycznych poziomu LDL, przynajmniej 50 proc. z nich powinno stosować leczenie skojarzone. Tymczasem stosowane jest ono zaledwie u kilku procent chorych - mówi prof. Marlena Broncel

Cholesterol to prosta droga do miażdżycy. Zabija "na raty"

Wysokie wartości cholesterolu LDL (jedną z przyczyn jego zbyt dużych wartości w organizmie jest nadmierne spożycie tłuszczów nasyconych pochodzenia zwierzęcego) to jeden z najważniejszych modyfikowalnych czynników ryzyka chorób układu krążenia i jednocześnie - wśród pacjentów w Polsce - wciąż najgorzej kontrolowany. Tymczasem aż 75 proc. nawracających zdarzeń sercowo-naczyniowych można zapobiec przy lepszej kontroli stężenia cholesterolu LDL.

O tym, w jaki sposób można w Polsce skuteczniej kontrolować oraz redukować u pacjentów ten jeden z kluczowych czynników ryzyka sercowo-naczyniowego, rozmawiamy z prof. Marleną Broncel, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych i Farmakologii Klinicznej, Szpitala im. Wł Biegańskiego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Wojciech Kuta: - Większość pacjentów w Polsce nie osiąga docelowych stężeń cholesterolu LDL. Jest to szczególnie niepokojące w przypadku osób po incydencie sercowo-naczyniowym, pacjentów wysokiego i ekstremalnie wysokiego ryzyka. Dlaczego tak się dzieje?

Prof. Marlena Broncel: - Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele. Na pewno jedną z nich jest swoista inercja lekarzy, przepisujących leki, które zbyt słabo obniżają poziom cholesterolu LDL. Mimo że, zgodnie z zaleceniami - szczególnie u pacjentów bardzo wysokiego ryzyka - już na początku terapii powinny być stosowane wysokie dawki statyn, lekarze w naszym kraju generalnie nadal nie są do tego przyzwyczajeni.

Kolejnym problemem jest bardzo niski odsetek pacjentów, którym, w celu obniżenia poziomu LDL do właściwych wartości, podawane są wysokie dawki statyn w połączeniu z ezetymibem.

Niestety, w naszym kraju z tej skutecznej, skojarzonej terapii korzysta zaledwie kilka procent pacjentów wśród tych, którzy mają do niej wskazania. Zakładając, że w Polsce około dwie trzecie osób nie osiąga zalecanego w wytycznych poziomu LDL, przynajmniej 50 proc. z nich powinno stosować takie właśnie skojarzone leczenie.

Jeszcze kilka lat temu ezetymib, ze względu na barierę cenową, był w Polsce lekiem trudno dostępnym dla pacjentów. Ponadto dość długo czekaliśmy na wyniki badań ostatecznie potwierdzających, że ta terapia wpływa na redukcję ryzyka zdarzeń sercowo-naczyniowych. Silne zalecenia do stosowania ezetymibu - u pacjentów, którzy nie osiągają celu terapeutycznego mimo podawana im maksymalnie tolerowanych dawek statyny - wydano w roku 2019.

WK: - Są też jednak pacjenci z bardzo wysokim cholesterolem LDL, którzy - mimo terapii skojarzonej statynami z ezetymibem - nadal nie osiągają celu terapeutycznego.

MB: - To stosunkowo niewielka grupa chorych, jednak bardzo potrzebująca intensywnego leczenia. Są to zwykle osoby z zaawansowaną lub szybko rozwijającą się miażdżycą. Po pierwsze, dotyczy to w znacznym stopniu pacjentów z hipercholesterolemią rodzinną uwarunkowaną genetycznie. Jeżeli ktoś ma np. wartość LDL na poziomie 500 mg/dl, to terapia statyną połączoną z ezetymibem nie przyniesie oczekiwanych rezultatów.

Po drugie, celu terapeutycznego nie osiągnie grupa pacjentów, którzy nie mogą otrzymywać statyn, ponieważ całkowicie ich nie tolerują. Odsetek takich chorych nie przekracza 15 proc. wśród osób przyjmujących statyny.

Jest wreszcie trzecia grupa chorych, którą, wbrew pozorom, najmniej znamy, ponieważ nie jesteśmy przyzwyczajeni do stosowania wysokich dawek statyn. To pacjenci, którzy nie tolerują wysokich dawek statyn, ale tolerują dawki pośrednie lub niskie. Przy czym pamiętajmy, że siła działania statyny zależy od jej dawki. Im większa, tym silniejszy jest efekt w postaci obniżenia wartości LDL. Dlatego zmniejszenie tym pacjentom dawek statyn powoduje, że wprawdzie poczują się lepiej, ale szanse na osiągnięcie celu terapeutycznego będą niewielkie.

Prof. Marlena Broncel Fot. YouTube/newsrm.tv/Screen PTWP
Prof. Marlena Broncel Fot. YouTube/newsrm.tv/Screen PTWP

WK: - W ostatnim czasie pojawiły się nowe terapie, które bardzo pomagają tym właśnie pacjentom w utrzymywaniu prawidłowego poziomu LDL. Jak działają te leki?

MB: - Są to leki, które możemy podzielić na dwa rodzaje. Mają różne mechanizmy działania, ale przynoszą taki sam, oczekiwany przez lekarzy i pacjentów efekt. Działają na specjalne białko PCSK9. Pierwsza grupa leków to przeciwciała, wiążące i neutralizujące białko PCSK9, które mamy w naszym organizmie.

Natomiast jedynym przedstawicielem drugiego typu terapii jest inclisiran, czyli tzw. silent RNA. Nazywam go "wyciszaczem genowym", ponieważ jest to cząsteczka RNA doprowadzająca do wyciszenia genu odpowiedzialnego za syntezę białka PCSK9. Dzięki zahamowaniu tej syntezy będziemy mieli w organizmie więcej receptorów wychwytujących cholesterol LDL, co skutkuje pożądanym obniżeniem jego poziomu.

WK: - Jak wygląda dostępność tych terapii dla pacjentów w Polsce?

MB: - Jeżeli chodzi o przeciwciała (inhibitory PCSK9), od trzech lat funkcjonuje program lekowy dedykowany dwóm populacjom pacjentów. Jedną grupę stanowią osoby z hipercholesterolemią rodzinną, którzy włączani są do programu i mogą otrzymać przeciwciało niezależnie od tego, czy są po zawale serca, czy nie. Na początku program nie działał zbyt dobrze, ponieważ kryteria kwalifikacji były tak wyśrubowane, że wielu pacjentów, którzy powinni korzystać z tego programu, nie było do niego włączanych. Na szczęście te kryteria zostały złagodzone.

Drugą grupą stanowią osoby włączane do programu lekowego w ciagu roku od przejścia zawału serca. To zarazem pacjenci, którzy nie muszą mieć hipercholesterolemii rodzinnej, ale muszą spełniać szereg innych szczegółowych kryteriów, w tym stężenie LDL >100 mg/dl pomimo przyjmowania przez co najmniej 3 miesiące statyny w maksymalnie tolerowanej dawce w połączeniu z ezetymibem. Praktyka dowodzi jednak, że do tego programu włączani są w zdecydowanej większości chorzy z hipercholesterolemią rodzinną.

Wciąż bardzo istotną systemową barierą w dostępie do tego programu lekowego jest zapis, że kwalifikowani są do niego pacjenci do roku po zawale. Problem w tym, że osoby objęte programem KOS-Zawał mają oznaczane stężenie cholesterolu na końcowej wizycie, czyli - nawet jeśli ich LDL jest bardzo wysoki - nie wejdą do programu lekowego, bo minął rok od zawału. To jeden z ważniejszych powodów, dla których ten progam lekowy nie jest do końca realizowany.

Nadal mamy więc pacjentów z zaawansowaną miażdżycą, wysokim cholesterolem LDL, u których terapia skojarzona statynami z ezetymibem nie daje efektów, a którzy - z przyczyn formalnych - nie są włączani do programu lekowego.

WK: - A co z terapią z zastosowaniem inclisiranu w leczeniu wysokiego cholesterolu LDL?

MB: - Jeśli chodzi o dostęp do tej terapii problem jest jeszcze większy, gdyż inclisiran na razie nie został objęty żadnym programem lekowym. Bez refundacji ten lek praktycznie nie jest dostępny dla polskich pacjentów. Wiem, że podejmowane są próby włączenia inclisiranu do już funkcjonujących programów leków.

Pamiętajmy, że zarówno inhibitory PCSK9, jak i inclisiran są lekami podawanymi przez wstrzyknięcie podskórne. Przeciwciała podawane są do 2 tygodnie, natomiast inclisiran w terapii przewlekłej podaje się co pół roku. Kolejną ważną zaletą tego leku jest to, że można go stosować u pacjentów z niewydolnością nerek.

WK: - Wróćmy na koniec do przyczyn, dla których aż u około 60 proc. Polaków występuje podwyższony LDL. Pacjenci nie tylko powinni przyjmować przepisane leki, ale też zgłaszać się do lekarza i regularnie kontrolować poziom cholesterolu. To nie jest jednak powszechna praktyka. Możemy to zmienić?

MB: - Musimy. Oczywiście poza wspomnianą swoistą inercją lekarzy oraz systemowymi problemami w dostępie do optymalnych terapii, bardzo poważnym wyzwaniem jest podejście samych pacjentów do hipercholesterolemii. Trudno rozstrzygnąć, dlaczego tak się dzieje, ale jednymi z najbardziej nielubianych leków przez polskich pacjentów są statyny. Nazywam to zjawisko "statynofobią".

Z drugiej strony wciąż borykamy się z powszechną w Polsce niechęcią do badań wartości cholesterolu. Może dlatego, że LDL nie boli? Pewnie gdyby bolał, Polacy chętniej też sięgaliby po statyny.

Bardzo potrzebna jest więc skuteczna edukacja w tym zakresie. Niestety, większość rodaków naprawdę nie zdaje sobie sprawy, że nieleczona hipercholesterolemia prowadzi do miażdżycy.

Brakuje też powszechnej świadomości, że miażdżyca rozwija się latami, a nie - jak np. infekcja - w ciągu dwóch-trzech dni. Stąd tak ważne jest regularne badanie wartości LDL. Aby podjąć skuteczne leczenie powinniśmy wiedzieć, jak długo pacjent był narażony na ten czynnik ryzyka, w jakich wartościach? Wtedy możemy określić, między innymi, kiedy w naczyniu może pojawić się blaszka miażdżycowa oraz jakie postępowanie terapeutyczne należy wdrożyć.

Tzw. zły cholesterol, "hodowany" przez lata oraz niekontrolowany, to prosta droga nie tylko do miażdżycy, ale także szeregu równie groźnych dla zdrowia i życia innych chorób sercowo-naczyniowych, w tym zawału serca i udaru.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum