IB/Rynek Zdrowia | 09-09-2020 13:03

Pacjenci hematoonkologiczni bez dostępu do leku w formie podskórnej. Jakie będą konsekwencje?

Od 1 września br. ok. 400 pacjentów hematoonkologicznych straciło możliwość terapii lekiem rytuksymab (MabThera) w formie podskórnej, którego zabrakło na nowej liście leków refundowanych. Poprzednia decyzja refundacyjna obowiązywała do 31 sierpnia. Co nowa sytuacja oznacza dla chorych na chłoniaki i dla systemu?

Prof. Krzysztof Giannopoulos Fot. PTWP

- Na pewno wydłuży się czas podania - podskórne umożliwia pacjentowi wyjście do domu zaraz po przyjęciu leku. Podanie dożylne zajmuje parę godzin, bo tyle trwa wlew, istnieje przy nim także większe ryzyko powikłań typu alergicznego - mówi prof. Wiesław Jędrzejczak z WUM, były konsultant krajowy w dziedzinie hematologii.

Jak zauważa ekspert, dłuższy czas podania leku wiąże się w okresie pandemii SARS-CoV-2 z dłuższym przebywaniem w szpitalu i możliwością dłuższego kontaktu z osobami zakażonymi. Zasada - im krócej w lecznicy, tym lepiej - nie znajduje tu zatem zastosowania.

- Jeśli chodzi o pacjentów, których hospitalizujemy stacjonarnie, są przedtem testowani w kierunku zakażenia koronawirusem. Pacjenci oddziału dziennego - nie. Staramy się zachowywać odstępy, ale oddziały dzienne są organizowane w taki sposób, że fotele dla chorych znajdują się w jednym pomieszczeniu. W naszej klinice może ich być najwyżej pięć, ale znam szpitale, w których jest ich kilkanaście. Jeśli pacjent ma objawy zakażenia SARS-CoV-2 nie trafi naturalnie na oddział dzienny, ale jeśli jest bezobjawowy, może się tak zdarzyć. A to oznacza ogromne ryzyko dla pozostałych - wskazuje prof. Jędrzejczak.

Także prof. Krzysztof Giannopoulos, kierownik Zakładu Hematoonkologii Doświadczalnej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie podkreśla, że leczenie podskórne, jeśli bierzemy pod uwagę czas przebywania na oddziale, jest leczeniem optymalnym, ponieważ przekłada się na bezpieczeństwo pacjenta w obecnej sytuacji epidemicznej.

- Ale konsekwencje systemowe tej decyzji będą jeszcze poważniejsze. Podanie podskórne leku zajmuje w sumie, wliczając w to kontrolę miejsca wkłucia, ok. pięciu pięć minut. Wcześniej pacjent musi otrzymać premedykację i jest ona wspólna dla formuły podskórnej i dożylnej. Jednak w przypadku formuły dożylnej musi być zapewniony dostęp żylny, co u pacjentów onkologicznych jest czasami problematyczne - wskazuje prof. Giannopoulos.

- Druga kwestia wiąże się z zapewnieniem bezpieczeństwa podawania dożylnego, które jest największym wyzwaniem. Co pół godziny personel pielęgniarski musi kontrolować parametry życiowe pacjenta i - w zależności od sytuacji - przepływ leku może być zwiększony lub podanie może zostać wstrzymane. W trakcie podania dożylnego niezbędne jest zatem podejmowanie decyzji przez zespół lekarski i pielęgniarski, co nie ma miejsca w przypadku podania podskórnego - wyjaśnia ekspert.

- Najważniejszy jest jednak czas podania dożylnego, który wynosi kilka godzin. Podchodząc systemowo do formuły immunochemioterapii dożylnej, na jednym łóżku w pobycie jednodniowym jesteśmy w stanie obsłużyć tylko jednego pacjenta, mocno angażując przy tym personel medyczny, którego na każdym poziomie dramatycznie brakuje - mówi specjalista.

- Należy dodatkowo przypomnieć, że liczba łóżek w oddziałach hematologicznych jest w Polsce niewystarczająca. Tymczasem na tym samym pojedynczym łóżku w oddziale dziennym można by przecież przyjąć w ciągu jednego dnia, stosując formułę podskórną, czterech, a może nawet pięciu chorych. Dlatego w odniesieniu do wydolności systemu opieki nad pacjentem hematologicznym decyzja o braku refundacji podskórnego rytuksymabu będzie brzemienna w skutki - przewiduje prof. Giannopoulos.