Gliwice: trzecia pacjentka otrzymała terapię CAR-T cells

Autor: IBX, NIO Gliwice/ Rynek Zdrowia • • 01 maja 2020 19:29

Lekarze z Kliniki Transplantacji Szpiku i Onkohematologii Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach już po raz trzeci zastosowali innowacyjną terapię CAR-T cells (ang. chimeric antygen receptor T cells). 29 kwietnia br. podali ją 40-letniej mieszkance Rybnika, chorującej na chłoniaka nieziarniczego.

40-letnia mieszkanka Rybnika jako trzecia pacjentka została poddana tej terapii Fot. NIO Gliwice



Choroba została u kobiety rozpoznana w 2018 roku. Była leczona wszystkimi dostępnymi obecnie standardowymi metodami - chemioterapią, immunoterapią oraz radioterapią, żadna z nich nie przyniosła jednak efektu. Nie pomogła również autotransplantacja komórek krwiotwórczych.

- W przypadku tej pacjentki wykorzystano wszystkie dostępne opcje terapeutyczne. Mimo to choroba nowotworowa przetrwała i była nadal aktywna. Pozostawała więc wyłącznie opcja stosowania leczenia paliatywnego, umożliwiającego jedynie łagodzenie objawów choroby - mówi dr hab. Tomasz Czerw z Kliniki Transplantacji Szpiku i Onkohematologii NIO w Gliwicach, który nadzorował cały proces przygotowania i podania tej chorej najbardziej zaawansowanej immunoterapii, jaką jest CAR-T cells.

Zanim ją podano, w gliwickiej klinice pobrano z krwi obwodowej pacjentki komórki układu odpornościowego - limfocyty T, które zostały następnie przeprogramowane genetycznie w laboratorium w USA. Po tej modyfikacji na ich powierzchni znalazły się receptory, dzięki którym limfocyty uzyskały zdolność do rozpoznawania i niszczenia komórek nowotworowych (w tym wypadku chłoniakowych). - Daje to potencjalnie możliwość wyleczenia choroby nowotoworowej, co bez zastosowania tej metody byłoby nieosiągalne - tłumaczy dr hab. Tomasz Czerw.

7 kwietnia br. terapii CAR-T cells poddano inną chorą, 38-latkę, u której lekarze również rozpoznali chłoniaka nieziarniczego opornego na leczenie. Jej historia jest podobna - chemioterapia, immunoterapia, radioterapia ani transplantacja komórek macierzystych nie przyniosły oczekiwanego efektu. Terapia CAR-T cells była dla niej jedyną szansą.

Jak podkreślają lekarze z Kliniki Transplantacji Szpiku i Onkohematologii, pacjentka zniosła ją bardzo dobrze. Mimo że liczyli się z wystąpieniem działań niepożądanych typowych dla tej metody leczenia (tzw. burza cytokinowa, objawiająca się uporczywymi gorączkami, zaburzenia układu nerwowego, mogące prowadzić do przejściowych zaburzeń mowy czy zachowania), u niej wystąpiły jedynie nawracające gorączki.

Pacjentka, której podano zmodyfikowane limfocyty T 29 kwietnia, jest dopiero na początku drogi. Najbliższe dwa tygodnie pokażą, jak jej organizm zareagował na zastosowaną terapię, a za 1-3 miesiące, po wykonaniu badań obrazowych, można będzie ocenić, jaki przyniosła ona efekt.

Pierwsza pacjentka, u której zastosowano w Gliwicach CAR-T cells w styczniu br., również pochodząca ze Śląska, czuje się dobrze. Jest pod kontrolą poradni Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach. Dotychczasowe badania kontrolne pokazały, że nie ma już objawów chłoniaka.

Lekarze podkreślają, że pojawiające się u pacjentów działania niepożądane wynikają z toczącej się w ich organizmie gwałtownej walki pomiędzy przeprogramowanymi limfocytami i komórkami nowotworu. W pierwszym tygodniu po zastosowaniu terapii może pojawić się wysoka temperatura, sięgająca nawet 40 stopni Celsjusza, zdarzają się wahania ciśnienia krwi, zaburzenia pracy serca, zaburzenia oddychania. W niektórych przypadkach te powikłania są tak ciężkie, że pacjenta trzeba przetransportować na kilka dni na oddział intensywnej terapii.

- Po siódmym dniu, a zazwyczaj około 10. dnia, może wystąpić neurotoksyczność, która w ciężkich postaciach może przyjąć nawet postać śpiączki czy drgawek. Te zaburzenia neurologiczne mogą zagrażać życiu - tłumaczy prof. dr hab. n. med. Sebastian Giebel, kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku i Onkohematologii NIO w Gliwicach. Jednocześnie dodaje, że ryzyko groźnych powikłań sięga niespełna 1 proc. W konfrontacji z 90-procentowym ryzykiem śmierci chorego, który bez tego leczenia nie ma najmniejszych szans, to jednak niewiele.

Dla gliwickich lekarzy pojawienie się działań niepożądanych nie jest niczym, co mogłoby ich zaskoczyć. - Mamy już większą wiedzę i wiemy, jak sobie z nimi radzić. Mamy do dyspozycji dwa rodzaje leków, których w każdej chwili możemy użyć - mówi dr hab. Tomasz Czerw.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum