Marcin Szumowski: dzisiaj żadna polska firma nie wprowadzi nowego leku na rynek

Autor: Luiza Jakubiak • Źródło: Rynek Zdrowia21 stycznia 2023 13:00

Nie szedłbym ścieżką, że zaczynamy od cząsteczki w fazie badań in vitro i wprowadzamy lek na rynek. Dzisiaj żadna spółka w Polsce tego nie zrobi - mówi Marcin Szumowski ze spółki Molecure. Zachęca do rozwoju sektora biotechnologicznego.

Marcin Szumowski: dzisiaj żadna polska firma nie wprowadzi nowego leku na rynek
"W obszarze biotechnologii jesteśmy na etapie dostarczania komponentów" Fot. AdobeStock
  • Mimo że projekty w biotechnologię są długotrwałe, ryzykowne i wymagające dużych nakładów finansowych, to jeśli uda nam się zarejestrować choćby jeden oryginalny lek, to inwestycja w bardzo wiele innych projektów, dzięki globalnemu udostępnieniu tej technologii, zwróci nam się z nawiązką - mówi Marta Winiarska
  • Nie szedłbym ścieżką, że zaczynamy od cząsteczki w fazie badań in vitro i wprowadzamy lek na rynek. Dzisiaj żadna spółka w Polsce tego nie zrobi. To wieloetapowy proces, który rzeczywiście w którymś momencie może doprowadzić do tego, że lek wynaleziony w Polsce znajdzie się na rynku - mówi Marcin Szumowski
  • Zamiast tego proponuje rozwój sektora biotechnologicznego poprzez partnering, sprzedaż licencji i współpracę z większymi podmiotami na rynku

"BioNTech to wzór bardzo dobrej praktyki"

Wartość globalnego rynku leków biologicznych w 2021 roku wynosiła ok. 346 mld dolarów, zaś zgodnie z prognozowanym wzrostem do roku 2030 roku ma osiągnąć wartość niecałego biliona – ok. 975 mld dolarów. Największymi graczami w 2021 roku w tej branży były firmy amerykańskie: Gilead Science ze sprzedażą na poziomie ponad 24 mln euro i Amgen – 22,9 mln euro. Na trzecim miejscu znalazła się, dość nieoczekiwanie, niemiecka firma BioNTech, ze sprzedażą 19 mln euro.

Motyw tej niemieckiej spółki stale przewijał się w czasie spotkania senackiego Parlamentarnego Zespołu ds. Badań Naukowych i Innowacji w Ochronie Zdrowia na temat biotechnologii medycznej w Polsce (19 stycznia 2023 r.). Wyobraźnię uczestników rozbudzał przykład gigantycznego globalnego sukcesu i być może marzeń, by któregoś dnia takie "success story" stało się też udziałem Polski.

BioNTech to spółka, która stworzyła pierwszą na świecie dopuszczoną do użytku szczepionkę RNA w czasie pandemii COVID-19. Produkt został skomercjalizowany przez firmę Pfizer.

- Mimo że projekty w biotechnologię są długotrwałe, ryzykowne i wymagające dużych nakładów finansowych, to jeśli uda nam się zarejestrować choćby jeden oryginalny lek, to inwestycja w bardzo wiele innych projektów, dzięki globalnemu udostępnieniu tej technologii, zwróci nam się z nawiązką - mówiła Marta Winiarska, prezes Polskiego Związku Innowacyjnych Firm Biotechnologii Medycznej BioInMed.

- Świetnym przykładem jest spółka BioNTech. Zaczęła działalność w 2008 roku, dostała finansowanie zalążkowe w wysokości 150 mln euro. Później miała rundę finansowania, zapraszała inwestorów również prywatnych. Przez pierwsze 12 lat nie przynosiła zysków swoim akcjonariuszom, ale dzisiaj przyczynia się do wzrostu PKB Niemiec o około 0,5 procenta – dodała. 

- Firma powstała w 2008 roku jako mała spółka portfelowa, dedykowana do rozwoju technologii mRNA. W związku z tą zdobyczą wiedzy powstała szczepionka przeciwko COVID-19. Firma trafiła dzięki temu na trzecią pozycję największych firm biotechnologicznych na świecie. To wielki sukces. Trzeba tę firmę postawić za wzór jako przykład bardzo dobrej praktyki i rozwoju mocno ukierunkowanego, również dzięki środkom rządu niemieckiego – mówił biotechnolog dr Artur Studziński, adiunkt Wydziału Zarządzania UW.

Podkreślał gotowość technologiczną BioNTech: - Gdyby nie ta gotowość technologiczna oparta o technologię mRNA, nie byłoby tego przejścia po doinwestowaniu z projektów w immunoonkologii w rozwój szczepionki.

Niewątpliwie niemiecka firma miała szczęście i znalazła się w odpowiednim czasie z odpowiednim rozwiązaniem. Jednak jak zwracała uwagę przewodnicząca Zespołu, senator Agnieszka Gorgoń-Komor, mimo powtarzających się cyklicznie klęsk i pandemii, trudno jest robić projekt w oczekiwaniu, że będzie miał szansę wypłynąć przy okazji innych potrzeb zdrowotnych, jak szczepionka RNA w czasie pandemii.

Również Marcin Szumowski, prezes spółki Molecure (wcześniej OncoArendi), poddał w wątpliwość czy powinniśmy zwracać aż tak dużą uwagę na ten przykład i się na nim wzorować? Zwrócił uwagę na kilka elementów:

- To jest przykład 150 milionów euro finansowania zalążkowego, który doprowadza w ciągu 10 lat do połowy procenta PKB, czyli olbrzymiego wkładu w rozwój gospodarczy Niemiec. Ale ktoś te 150 milionów euro musiał wyłożyć na początku. Co więcej, BioNTech nie planował na początku robić szczepionek. Jest to firma immunoonkologiczna, która była skoncentrowana na terapiach przeciwnowotworowych z wykorzystaniem mRNA. Kiedy pojawił się COVID-19, to szybko dostosowali się do potrzeby rynkowej i na tym rzeczywiście wypłynęli. Ale nawet BioNTech, który jest olbrzymim globalnym sukcesem, nie sprzedaje swojego leku, tylko sprzedaje go Pfizer.

Jednorożce i tarpany

Spotkanie nawiązywało nieco do dyskusji o jednorożcach (spółkach, które przekroczą wartość miliarda dolarów) i tarpanach. Czy już dzisiaj mamy ambicje i planujemy odniesienie podobnego gigantycznego sukcesu, czy na razie jednak skoncentrujemy się na pracy u podstaw?

- Musimy stawiać na dywersyfikację: z jednej strony myśleć o dalekosiężnych rezultatach, czyli o jednorożcach, które są na końcu tej drogi. Z drugiej strony pamiętać o tarpanach, które ciągną ten wózek tu i teraz – mówił prezes Krajowych Producentów Leków, Krzysztof Kopeć, przypominając, że polskie firmy już produkują biorównoważne leki biologiczne.

Marcin Szumowski przedstawił swój punkt widzenia polskiej biotechnologii, wynikający z praktyki i doświadczenia, również międzynarodowego.

- W obszarze biotechnologii na razie jesteśmy na etapie dostarczania komponentów, czyli cząsteczek, leków biologicznych, RNA na pewnym etapie rozwoju, które ktoś z większym kapitałem kupuje, rozwija dalej i wprowadza na rynek – mówił podając przykład projektu Dolina Lotnicza, który pokazuje, że nie trzeba budować samolotów, żeby rozwinąć dochodowy przemysł, który dynamicznie się rozwija, dostarczając pewne elementy do samolotów czy rakiet.

- Nie szedłbym ścieżką, że zaczynamy od cząsteczki w fazie badań in vitro i wprowadzamy lek na rynek. Dzisiaj żadna spółka w Polsce tego nie zrobi. To wieloetapowy proces, który rzeczywiście w którymś momencie może doprowadzić do tego, że lek wynaleziony w Polsce znajdzie się na rynku. Ale bez rozwoju sektora biotechnologicznego, bez licencji, które też przynoszą duże dochody, tworzą miejsca pracy, zwiększają PKB, nasz eksport, nigdy do tego nie dojdziemy. Bo sektor biotechnologiczny, który co do zasady jest dochodowy, daje efekty poprzez partnering, sprzedaż licencji i współpracę z większymi podmiotami na rynku. Tak jak zrobił wspomniany BioNTech – sprzedał licencję firmie Pfizer - argumentował Szumowski.

Podał przykład kraju, który znalazł swoją biotechnologiczną niszę i dziś jest w niej gigantem: - Izrael jest genialnym przykładem państwa, który ma najwięcej spółek listowanych na amerykańskiej giełdzie NASDAQ, ale prawie żadna z nich nie produkuje leków. Cały gigantyczny sektor biotechnologiczny, który tam powstał, przede wszystkim generuje pomysły, które później stają się lekami.

Są pieniądze, ale przez absurdalne zasady nie można z nich skorzystać

W Polsce na razie spółki biotechnologiczne borykają się z problemami finansowymi i administracyjnymi.

- To, czego nam brakuje w tej chwili, to nie tyle jest ilość środków, co adekwatność ich wykorzystywania i adekwatność instrumentów, które wdrażamy, żeby finansować sektor. Sposób i reguły finansowania muszą być dostosowane do tego sektora, bo inaczej dochodzimy do absurdu, gdzie dostajemy pieniądze i nie możemy ich wykorzystać. Albo te zasady są na tyle sztywne, że rozwój praktycznie jest niemożliwy. Niezależnie od instytucji, czy to jest ABM czy FENG, czy są to środki krajowe czy zagraniczne, są po pierwsze nieadekwatne do celu. Po drugie, nie są elastyczne, po trzecie są bardzo mało merytoryczne, a nadmiernie formalne - wymieniał prezes Szumowski.

Dla przykładu podał USA: - Dostajemy granty w Stanach i tam jest dokładnie odwrotnie. Ocena jest bardzo merytoryczna, ale zasady są kompletnie elastyczne, to znaczy można je zmieniać dowolnie, ale trzeba je wydać głównie wydać. I jest to w zasadzie jedyne ograniczenie. Im bliżej środków krajowych, tym te ograniczenia są większe i to bardzo utrudnia korzystanie z nich.

Również Łukasz Kościjańczuk z firmy konsultingowej CRIDO, zwrócił uwagę na brak elastyczności w finansowaniu: - Problemem jest elastyczność szeroko rozumiana: na poziomie tworzonych instrumentów wsparcia, ale też instrumentów, z którymi jakiś czas już żyjemy, żeby odzwierciedlały zapisy regulaminowe i warunki konkursów, specyfikę branży, zarówno w zakresie doboru podwykonawców, limitów kosztowych i elastyczności zmian w tych projektach.

- Tak długo, jak administracyjnie będziemy podchodzić do tego typu projektów i oczekiwać, że będą jota w jotę realizowane zgodnie z założeniami, kiedy te projekty są rozpisywane na okresy 4, 5, 6. letnie, to długo nie uda się zrealizować sukcesu - dodał.

Drugim problemem jest możliwość rozwoju tego rynku. - Wydaje mi się, że bardzo ważnym elementem są inwestycje prywatne, bo ze środków publicznych możemy sfinansować pierwsze fazy, fazy początkowe, wczesny rozwój kliniczny. Natomiast nie dociągniemy na rynek żadnego leku bez środków prywatnych, a nawet trudno będzie go dociągnąć do etapu, kiedy może zostać sprzedany. Tu są potrzebne mechanizmy z udziałem Polskiego Funduszu Rozwoju bądź innych instytucji rządowych, zawierających lewar, który zachęci fundusze zagraniczne do wejścia w polskie spółki. Jedyny taki przykład to inwestycja BioNTechu w spółkę Ryvu. Z pozostałych spółek sektora żadna nie ma inwestora zagranicznego – mówił Marcin Szumowski.

Tymczasem większość spółek, które osiągają sukces komercyjny, łącznie ze wspomnianym BioNTech, znajduje się na NASDAQ. Żeby tam dojść, potrzebni są inwestorzy zagraniczni i wszystkie spółki, które rozwijają się do poziomu miliardów euro czy dolarów, przechodzą tę ścieżkę.

- Zatem fundusze zagraniczne to jest coś, czego w Polsce bardzo brakuje, bowiem nie posiadamy własnych funduszy, które specjalizują się w branży. Mamy OFE, TFI, ale są to fundusze zupełnie nie dostosowane do dynamiki rynku i do długo długofalowości tych inwestycji - dodał szef Molecure.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    Najnowsze