Żyjemy coraz dłużej. Nie ma pewności, że ten trend będzie dotyczył naszych dzieci

Autor: Katarzyna Lisowska/Rynek Zdrowia • • 23 marca 2018 05:50

Z pokolenia na pokolenie wydłuża się średni czas życia Polaków, a stan zdrowia społeczeństwa poprawia się - to głównie za sprawą postępu medycyny. Specjaliści jednak alarmują, że trend ten mogą zahamować młodzi Polacy, coraz częściej walczący z otyłością, próchnicą i problemami natury psychicznej.

Fot. Fotolia

Zdaniem specjalistów dziś głównym problemem zdrowia dzieci w kraju jest właśnie otyłość. Jak wynika z polskiej edycji badania European Childhood Obesity Surveillance (COSI), realizowanego przez Instytut Matki i Dziecka w Warszawie pod auspicjami WHO, 31,2 proc. ośmiolatków w Polsce ma nadmierną masę ciała. Z otyłością zmaga się 12,7 proc. z nich, a z nadwagą 18,5 proc. Nieprawidłową masę ciała ma także 1/3 niemowląt i małych dzieci.

Specjaliści zwracają uwagę, że u zdecydowanej większości dzieci, w około 95 proc. przypadków, nadwaga i otyłość jest wynikiem przekarmienia. I jak się okazuje, to nasze dzieci tyją najszybciej w Europie.

Prof. Andrzej Wojtczak z Katedry Zdrowia Publicznego Collegium Mazovia Innowacyjnej Szkoły Wyższej w Siedlcach, przyznaje, że to efekt niskiej świadomości jaki wpływ ma nasze zdrowie ma styl życia i dieta.

- Nawyki żywieniowe wykształcamy w dzieciństwie, a niestety edukacja zdrowotna najmłodszych kuleje. Dzieci nie wiedzą jaki wpływ na ich zdrowie ma nadmiar spożywania pokarmów wysokokalorycznych, a także zmniejszenie aktywności fizycznej. Smutne jest to, że ta narastająca fala otyłości dzieci dzieje się na naszych na oczach i za przyzwoleniem rodziców - komentuje profesor.

W opinii naszego rozmówcy, aby zmienić ten obraz, bezwzględnie należy wzmocnić działania edukacyjne, profilaktyczne oraz z zakresu promocji zdrowia.

A jeżeli się nie uda odwrócić trendu…
Prof. Grzegorz Dzida z Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego w Lublinie zaznacza, że konsekwencją nadwagi i otyłości są poważne następstwa w postaci nadciśnienia tętniczego i cukrzycy typu 2. Wiadomo, że 30 proc. chłopców z nadwagą ma podwyższone wartości ciśnienia tętniczego, a aż 5 proc. podwyższone stężenie glukozy na czczo.

Profesor wyjaśnia, że te 3 elementy: nadwaga, podwyższone ciśnienie tętnicze i podwyższone stężenie glukozy we krwi są składnikami zespołu metabolicznego, który sam w sobie nie jest chorobą jednak wskazuje na znaczne zwiększenie ryzyka wystąpienia "katastrof naczyniowych" (udaru mózgu, zawału serca czy nagłej śmierci sercowej).

- Jeżeli nie zatrzymamy tego trendu to choroby będące następstwem otyłości mogą sprawić, że dzisiejsi nastolatkowie będą wcześniej niż ich rodzice umierać z tego powodu - komentuje prof. Dzida. Dodaje, że na szczęście po stronie decydentów jest coraz większa świadomość istniejących zagrożeń i potrzeby profilaktyki zdrowotnej. W systemie wdrażane są już działania, które mają poprawić sytuację.

- Gorzej jednak wygląda kwestia świadomości rodziców. Badania ankietowe przeprowadzone wśród rodziców dzieci z nadwagą wskazują, że ci nie uważają nawyków żywieniowych swoich dzieci za złe, a także uważają, że ich aktywność fizyczna jest wystarczająca - wskazuje profesor.

Próchnica sprzyja innym kłopotom
Dodawanie cukru do jedzenia w pierwszych dwóch latach życia dziecka zwiększa ryzyko wystąpienia próchnicy dwuipółkrotnie. To kolejny poważny problem zdrowotny naszych dzieci. Jak alarmują eksperci problemy z zębami ma już ponad połowa trzylatków w kraju.

Odsetek ten narasta z czasem - w przypadku 18-latków próchnice ma już 90 proc. tej populacji, średnio siedem zębów z ubytkami próchnicowymi. Zapotrzebowanie na leczenie w tym obszarze jest olbrzymie. Jednak podejmowane do tej pory próby naprawy tej sytuacji w kraju nie przyniosły widocznych efektów.

I tak, zgodnie z Narodowym Programem Zdrowia na lata 2007 - 2015, oczekiwano:
- obniżenia do dwóch zębów średniej wartości wskaźnika intensywności próchnicy PUWZ u dzieci w wieku 12 lat;
- obniżenia do czterech wartości istotnego wskaźnika próchnicy, tzw. SiC Index u dzieci w wieku 12 lat z wysoką intensywnością próchnicy;
- zwiększenia odsetka młodzieży w wieku 18 lat z zachowanym pełnym uzębieniem.

Jak przyznała na łamach infoDENT24p prof. Dorota Olczak-Kowalczyk, konsultant krajowy w dziedzinie stomatologii dziecięcej, żaden z celów w przypadku dzieci w wieku 12 lat nie został osiągnięty. - Potrzeby w zakresie leczenia zachowawczego zębów mlecznych u dzieci trzyletnich są pokryte w 6 proc. - wskazywała profesor .

Konsultant przyznaje, że wartość świadczeń ogólnostomatologicznych udzielonych dzieciom w 2015 r. to 155,2 mln zł, przy 1,8 mld zł przeznaczonych na opiekę stomatologiczną ogółem.

Ekspertka podkreśla, że choroba próchnicowa jest odpowiedzialna nie tylko za trudności z jedzeniem, ból, rezygnację z niektórych produktów, ale ma także istotne konsekwencje ogólnoustrojowe.

Nieleczona choroba doprowadza do powstawania ognisk infekcyjnych wokół zębów. Te z kolei mogą uszkadzać zawiązki zębów stałych; bakterie mogą też przedostawać się do krwi i narządów powodując ich uszkodzenia.

Specjaliści zwracają uwagę, że choroby jamy ustnej sprzyjają innym kłopotom zdrowotnym, mogą powodować nawracające infekcje górnych dróg oddechowych, skutkować schorzeniami sercowo-naczyniowymi, doprowadzić do stanów zapalnych nerek, a nawet do zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych. Próchnica może mieć także negatywny wpływ na wzrost dziecka. Odrębną drażliwą kwestią jest fakt, że „niezdrowy uśmiech” psuje relacje interpersonalne i odbiera pewność siebie.

Słabsza konstrukcja psychiczna
Niestety młode pokolenia Polaków mają też coraz większe problemy ze sferą psychiczną. Sytuacja jest i tu bardzo niepokojąca. Z najnowszych danych policyjnych wynika, że w 2017 r.w kraju doszło do 115 samobójstw dzieci w wieku od 14 do 18 lat oraz 28 dzieci młodszych niż 14-letnie.

Jak komentowała te dane prof. Barbara Remberk, konsultant krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, blisko 20 proc. dzieci ma dolegliwości spełniające kryteria zaburzeń. Około 400 tys. dzieci może obecnie wymagać pomocy psychiatry.

Eksperci zwracają uwagę, że dziś w każdej rodzinie może być dziecko bądź nastolatek pilnie potrzebujący pomocy specjalistycznej z zakresu psychiatrii, bo ma kryzys, myśli lub próby samobójcze, depresję, dokonuje samouszkodzeń. Ten potrzebujący pilnej pomocy młody człowiek może jej nie otrzymać, bo nie będzie takiego miejsca, gdzie będzie ona dostępna.

- Mamy w tylko 400 psychiatrów dziecięcych, brakuje też wsparcia rodzin - podkreśla prof. Barbara Remberk.

Konsultantka przyznaje, że temat jest ważny i rozpoznany przez decydentów. W lutym Ministerstwo Zdrowia powołało zespół do spraw zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. Jego pracami kieruje wiceminister Zbigniew Król. Minister zdrowia Łukasz Szumowski w rozmowie z Rynkiem Zdrowia na początku marca zapowiadał istotne podniesienie wycen w psychiatrii jak i nowe podejście do opieki w tym obszarze nad dziećmi m.in poprzez zwiększenie aktywności placówek pedagogiczno-psychologicznych.

- Ruszamy z psychiatrią, która przede wszystkim jest zdecydowanie zbyt nisko wyceniona. Dziś mamy taką sytuację, że w różnych województwach opieka psychiatryczna jest finansowana na całkiem innym poziomie. Wszędzie wydaje się jednak procedury są niedoszacowane. Nowe wyceny powinny wejść w życie najpóźniej w lipcu - mówił nam minister Szumowski.

Przy dramatycznie dużym braku psychiatrów dziecięcych resort zamierza wzmocnić działalność poradni psychologiczno-pedagogicznych, które miałaby udzielać jako pierwsze wsparcia dzieciom w ich naturalnym środowisku.

- Tu nie tylko chodzi o to, że mamy za mało lekarzy psychiatrów, ale też często przekazanie dziecka z pewnymi zaburzeniami już na samym początku do ośrodka zamkniętego czy szpitala może być złym krokiem terapeutycznym. Często w takich wypadkach interwencja i praca w naturalnym środowisku jest kluczem do skutecznej pomocy - wyjaśniał minister.

Resort zamierza też wspierać kształcenie specjalistów psychiatrii dziecięcej, także dzięki środkom z programów unijnych.

To co ważne dla zdrowia
Specjaliści przypominają, że za stan naszego zdrowia odpowiada kilka czynników: biologia i genetyka, zachowania i styl życia, czynniki środowiskowe (do których zalicza się czynniki ekonomiczne, społeczne, kulturowe i fizyczne) i organizacja systemu ochrony zdrowia.

Zdecydowanie największy wpływ (53-proc.) na zdrowie człowieka ma styl życia, w tym aktywność fizyczna, sposób odżywiania się, czy umiejętności radzenia sobie ze stresem.

Profesor Wojtczak podkreśla, że myśląc o zdrowiu społecznym, decydenci skupili się na medycynie naprawczej. - Na nią wydajemy ok 100 miliardów zł przy ok 1 mld na profilaktykę - która jest bardzo ważna - ale samo leczenie nie pomoże nam być zdrowym społeczeństwem. Profilaktyka szczególnie ważną rolę ma do odegrania w przypadku dzieci. Jak widać tak bardzo jej dzisiaj potrzeba - podkreśla prof. Wojtczak.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum