Zbyt zajęci, aby udzielić pierwszej pomocy?

Autor: JJ/Rynek Zdrowia • • 26 sierpnia 2010 06:31

Rodzina kobiety, która zmarła wskutek obrażeń głowy niedaleko Szpitala Św. Zofii w Warszawie, chce wyjaśnienia okoliczności jej śmierci. Nie jest to jedyny przypadek, kiedy prokuratura lub sąd muszą sprawdzić, czy lekarze mieli prawo odmówić udzielenia pomocy poza swoją placówką.

Do zdarzenia doszło 10 lipca. Barbara Buza wracała tramwajem do domu. Kiedy motorniczy energicznie zahamował, 74-letnia kobieta przewróciła się doznając obrażeń głowy. Poszkodowaną, z zakrwawioną głową, wyniesiono z tramwaju i położono na ławce przystanku tramwajowego.

Jeden ze świadków wypadku pobiegł do znajdującego się tuż obok Szpitala Św. Zofii szukając tam pomocy dla rannej. Szpital jednak odmówił. Pracownicy szpitalnej izby przyjęć kazali zadzwonić po pogotowie.

Prokuratura wyjaśnia

Zdaniem rodziny zmarłej, gdyby pomoc lekarska szybciej dotarła do poszkodowanej, miałaby szanse przeżyć.

– W sprawie prowadzone jest na wniosek rodziny postępowanie wyjaśniające – potwierdza w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl prokurator Katarzyna Wojcianowska z Prokuratury Rejonowej Warszawa Wola.– Na razie nic więcej nie możemy powiedzieć.

Zdaniem dyrekcji szpitala
lekarze zareagowali jak najbardziej prawidłowo. Są oni odpowiedzialni za życie pacjentów w szpitalu, którzy w tym czasie mogli również potrzebować pomocy. Nie ulega jednak wątpliwości, że bliżej było im do poszkodowanej, niż załodze karetki pogotowia. Postępowanie zapewne wyjaśni, czy wcześniejsza interwencja lekarska mogła zapobiec tragedii.

– Lekarzom nie wolno opuścić stanowiska swojej pracy – tak stanowi prawo – stwierdziła w rozmowie z dziennikarzem TVN Anna Komaszyńska, zastępca dyrektora Szpitala Św. Zofii.

Lekarz nie może odmówić pomocy
Pod koniec lipca, w podobnej sprawie, Sąd Okręgowy w Opolu skazał lekarza za nieudzielenie pomocy umierającej kobiecie na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata oraz 3,6 tys. zł grzywny.

Chodziło o zdarzenie z 2006 roku w Starych Siołkowicach. Prokuratura oskarżyła Aleksandra S. o to, że nie udzielił pomocy 80-letniej kobiecie, która spadła z roweru. Świadek zdarzenia pobiegł do pobliskiego ośrodka zdrowia i poprosił lekarza o pomoc dla rannej kobiety. Ten jednak odmówił, radząc zawiadomienie pogotowia.

W czasie rozprawy lekarz nie przyznawał się do winy, wyjaśniał, że w tym czasie przyjmował pacjentów w ośrodku i musiał się nimi zajmować, a poza tym bóle krzyża uniemożliwiają mu udzielanie pierwszej pomocy.

Sąd uznał jednak, że na lekarzu ciąży zawodowy i etyczny obowiązek udzielenia pomocy poszkodowanej. Zaznaczył także, że choć  – zdaniem biegłych – nawet szybko udzielona pomoc nie gwarantowała powodzenia, to nie ma to wpływu na ocenę prawidłowości decyzji lekarza. W momencie jej podejmowania nie miał bowiem wiedzy dotyczącej znikomych szans na uratowanie życia pacjentki.

Zbyt dużo pacjentów
I kolejny przykład – tym razem z Maszewa w Zachodniopomorskim (powiat goleniowski). Idący ulicą 59-letni mężczyzna nagle upadł, a jeden z przechodniów starał się mu udzielić pierwszej pomocy. Zauważył to patrol policji, który powiadomił pogotowie.

Jeden z policjantów rozpoczął akcję reanimacyjną, a drugi pobiegł po pomoc do odległego o 500 metrów ośrodka zdrowia. Lekarka, którą tam spotkał, odmówiła udzielenia pomocy mężczyźnie, twierdząc, że ma dużo pacjentów.

Karetka do poszkodowanego dojechała w kilkanaście minut (miała do pokonania 20 km), ale mimo podjętej akcji reanimacyjnej próba ratowania życia mężczyzny nie powiodła się.

Każda sytuacja jest inna
– Wypadek w Warszawie nie jest odosobniony. Wcześniej już podobne sytuacje się zdarzały. Nie znam szczegółów tego wydarzenia i z pewnością wymaga ono szczegółowego zbadania, ale jeśli miało miejsce poza terenem szpitala, to jego lekarz dyżurny nie może opuścić swoich pacjentów – mówi dr Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej.

– Oczywiście, każda sytuacja jest inna i wymaga innej, podejmowanej na gorąco decyzji. Z całą pewnością nie można jednak doprowadzić do sytuacji zagrożenia życia pacjentów będących pod formalną opieką lekarza dyżurnego szpitala – stwierdza dr Hamankiewicz.

Prezes Hamankiewicz podkreśla, że sieć ratownictwa medycznego na terenie Warszawy jest dobrze rozwinięta i skuteczna, a karetka ze specjalistycznym zespołem ratowników może w rozsądnym czasie dotrzeć do pacjenta i udzielić mu niezbędnej pomocy.

– Trzeba także pamiętać, że udzielający pomocy, aby była ona skuteczna, musi być wyposażony w odpowiedni sprzęt. Pomoc samego lekarza, który wybiegłby ze szpitala, byłaby identyczną pomocą, jaką jest z mocy prawa zobowiązany udzielić poszkodowanemu w wypadku każdy inny obywatel – tłumaczy prezes Hamankiewicz.

– Nie chciałbym jednak w żaden sposób oceniać całej tej sytuacji, która wydarzyła się niedaleko Szpitala Św. Zofii, bo mam zbyt małą wiedzę na ten temat. Uczynią to zapewne odpowiednie instytucje oraz biegli – dodaje szef lekarskiego samorządu.

Procedury i życie
Każdy ma obowiązek, co podkreśla doktor Hamankiewicz, udzielenia pierwszej pomocy człowiekowi znajdującemu się w sytuacji, która grozi mu bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Lekarz jednak ma obowiązek udzielić takiemu poszkodowanemu profesjonalnej pomocy lekarskiej, zgodnie z posiadaną wiedzą medyczną. To wynika z ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty.

Prawdą jest, że lekarz jest obowiązany do pomocy pacjentom na terenie szpitala, natomiast do udzielania takiej pomocy na zewnątrz, są służby ratownicze. Tyle procedury. Czy jednak wszystko można skodyfikować i umieścić w przewidywalnych, ścisłych ramach przepisów?

Kodeks etyki lekarskiej stanowi, że lekarz nie może odmówić pomocy w przypadkach niecierpiących zwłoki, jeśli pacjent nie ma możliwości uzyskania jej ze strony instytucji powołanych do jej udzielenia. Pozostaje więc pytanie, czy w Warszawie lekarz szpitala nie powinien sprawdzić, czy stan pacjentki nie pogorszy czasie oczekiwania na przybycie pogotowia?
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum