Jacek Wykowski/Rynek Zdrowia | 15-11-2018 05:52

Zaburzenia psychiczne dotykają co czwartego z nas. Ale i tak je stygmatyzujemy

Z pierwszego w naszym kraju badania zdrowia psychicznego Polaków (EZOP) wynika, że przynajmniej jedno zaburzenie można rozpoznać w ciągu życia u 23,4 proc. osób w wieku produkcyjnym. Mimo że problemy z psychiką okresowo dotykają sześciu milionów z nas, nadal są stygmatyzowane.

Jedno z zaburzeń psychicznych dotyka w ciągu życia prawie 24 proc. dorosłych Polaków w wieku 18-64 lat. Fot. Shutterstock

Badanie EZOP ("Epidemiologia zaburzeń psychiatrycznych i dostępność psychiatrycznej opieki zdrowotnej", rok 2012) było pierwszym w Polsce badaniem epidemiologicznym zaburzeń psychicznych przeprowadzonym zgodnie z metodologią Światowej Organizacji Zdrowia we współpracy z Konsorcjum World Mental Health.

To się zdarza, nawet często
Badano występowanie zaburzeń spośród 18 zdefiniowanych w klasyfikacjach ICD-10 i DSM-IV. Analizą objęto zaburzenia związane z używaniem substancji psychoaktywnych, zaburzenia nastroju, nerwicowe oraz zaburzenia kontroli impulsów i zachowań autodestrukcyjnych. Co się okazało?

Jedno z tych zaburzeń dotyka w ciągu życia prawie 24 proc. dorosłych Polaków w wieku 18-64 lat. Wśród nich co czwarta osoba doświadczyła więcej niż jednego z badanych zaburzeń, a co dwudziesta piąta - trzech i więcej.

Do najczęstszych należały zaburzenia związane z używaniem substancji (12,8 proc.), w tym nadużywanie i uzależnienie od alkoholu (11,9 proc.) oraz nadużywanie i uzależnienie od narkotyków (1,4 proc.). Kolejna grupa zaburzeń pod względem rozpowszechnienia to zaburzenia nerwicowe, wśród których najczęstsze to fobie specyficzne (4,3 proc.) i fobie społeczne (1,8 proc.). Ogółem wszystkie postacie zaburzeń nerwicowych dotyczyły ok. 10 proc. badanej populacji, czyli ok. 2,5 mln osób. Zaburzenia nastroju (depresja, dystymia i mania) rozpoznawano u 3,5 proc. respondentów, tyle samo wykazało impulsywne zaburzenia zachowania.

Stwierdzono ponadto, że aż 20-30 proc. populacji w wieku 18-64 lata uskarża się na takie problemy, jak stany obniżenia nastroju i aktywności, swoiste objawy unikania, przewlekły lęk, drażliwość. Również dość często (kilkanaście procent populacji) ujawniane są lęki napadowe i społeczne, napady złości.

Mimo że problemy z psychiką okresowo dotykają sześciu milionów z nas, nadal są stygmatyzowane. O problemie "piętna", zarówno w ujęciu indywidualnym, jak i instytucjonalnym, eksperci rozmawiali we wtorek (13 listopada) podczas konferencji PAP w Warszawie "Stygmatyzacja osób z zaburzeniami psychicznymi: tracą na niej także zdrowi!''.

"Najbardziej stygmatyzowane są osoby uzależnione"
- W przestrzeni społecznej choroby psychiczne to jeden z najbardziej stygmatyzowanych obszarów. Skutkiem tego piętna jest dyskryminacja osób chorych. W odniesieniu do nich pierwszymi myślami, które się z reguły pojawiają, to potrzeba ochrony lub unikania takich osób - mówiła ordynator Oddziału Zapobiegania Nawrotom Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, dr Joanna Krzyżanowska-Zbucka.

- Nawet wśród chorób psychicznych jest swoisty ranking. Wydaje się, że najbardziej stygmatyzowane są osoby uzależnione. Wiąże się to z tym, że obarcza się je winą za chorobę. Najgorzej mają uzależnieni od narkotyków, a zaraz potem od alkoholu - przekonywała.

Z kolei szef Biura ds. Pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego, dr Marek Balicki, zaznaczał, że należy przestać używać słów "chory psychicznie" czy "schizofrenik", a zamiast nich używać określeń typu "osoby z chorobami psychicznymi" lub "z problemami zdrowia psychicznego".

- Stygmatyzacja to po pierwsze brak wiedzy, czyli ignorancja, stereotypy - mówił.

Dr Krzyżanowska-Zbucka podkreślała, że "indywidualne koszty stygmatyzacji to gorsza jakość życia, obniżenie statutu ekonomicznego, ograniczenie dostępu do ważnych zasobów (zatrudnienie, edukacja, opieka medyczna etc.), aż w końcu zwiększenie ryzyka samobójstwa".

Specjalistka mówiła też o kosztach społecznych. Zwróciła uwagę, że dotyczą one nie tylko chorych, ale m.in. także ich bliskich.

- Osoby, u których pojawia się problem, później zgłaszają się po pomoc. Wydłuża się więc czas nieleczonej choroby, co pogarsza rokowanie. Bywa też, że w ogóle z leczenia rezygnują, ze strachu przed społecznym piętnem - podsumowała specjalistka.

Dyskryminują też instytucje, media, politycy
Dr Balicki zwrócił uwagę, że jednym z rodzajów stygmatyzacji jest stygmatyzacja strukturalna, czyli "to, co jest widoczne w polityce instytucji, państwa, organizacji społecznych".

- Przejawem tego jest - wydaje się - niskie finansowanie opieki psychiatrycznej i związane z tym utrwalenie modelu azylowego w leczeniu (w dużych szpitalach psychiatrycznych - red.). Tego rodzaju stygmatyzacja nie jest wynikiem poszczególnych przekonań, poglądów czy świadomej działalności konkretnych osób, ale pewnych długofalowych podejść - wyjaśniał.

Balicki podał także kilka przykładów tego rodzaju stygmatyzacji. Zwrócił uwagę, że w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym ciągle jest art. 12 & 1, który mówi, że nie może zawrzeć małżeństwa osoba dotknięta chorobą psychiczną.

- To jest najdalej idąca dyskryminacja czy wykluczenie osób, którym nadano etykietę "choroba psychiczna". Nie odniesienie się do konkretnych problemów, konkretnej sytuacji, tylko wykluczenie całej grupy - tłumaczył.

Podał też inny przykład.

- Artykuł 82 kodeksu cywilnego mówi, że nieważne jest oświadczenie woli złożone przez osobę, która jest w stanie wyłączającym świadome czy swobodne podjęcie decyzji. I też jest tu zdanie stygmatyzujące, że dotyczy to w szczególności choroby psychicznej - zauważał.

Z kolei Ewa Piskorska, edukatorka Fundacji eFkropka, tłumaczyła, że diagnozy psychiatryczne to często narzędzie walki z przeciwnikami politycznymi.

- W tej retoryce osoba lecząca się psychiatrycznie przestaje być wiarygodna, dyskredytuje ją i przekreśla. Całkiem niedawno padła przecież propozycja badań psychiatrycznych dla kandydatów na parlamentarzystów - mówiła.

Edukatorka podała też przykład facebook'owej strony o nazwie "W Tworkach znowu podłączyli internet", którą polubiło prawie 80 tys. osób, czy seriali, w których osoby z problemami psychicznymi określa się epitetami "psychol", "czubek", "świr".

- To uderza w osoby chorujące - ubolewała.

RPP zapowiada akcję, ale zmiany muszą być szersze
- Wydaje mi się, że pierwszym elementem, który stygmatyzuje psychiatrię - osoby z problemami i same placówki, których jest w Polsce ponad 300 - to swego rodzaju aura tajemniczości - zauważał Grzegorz Saj, dyrektor departamentu ds. zdrowia psychicznego w Biurze Rzecznika Praw Pacjenta.

Podkreślał, że w doniesieniach medialnych czy opiniach użytkowników portali społecznościowych z reguły przedstawia się tylko ciemne strony psychiatrii. O obiektywny obraz nikt nie dba.

- Jako przedstawiciel RPP chciałbym stanąć w obronie szpitali, chorych. W Biurze Rzecznika cały rok 2019 będzie poświęcony właśnie psychiatrii, zdrowiu psychicznemu, ochronie praw osób z zaburzeniami psychicznymi. Akcję nazwaliśmy "25 blasków psychiatrii". Za rok mamy 25. rocznicę uchwalenia ustawy o ochronie zdrowia psychicznego, stąd pomysł na taką akcję - zapowiedział. 

- W Polsce 70 proc. nakładów przeznaczanych na opiekę psychiatryczną idzie na leczenie szpitalne, a w ogóle na opiekę psychiatryczną przeznaczamy tylko 3,4 proc. środków na zdrowie. W Niemczech to aż 14 proc., a średnio w Europie - 7 proc. - zauważał dr Marek Balicki.

Przyznał jednak, że stopniowo będzie się to zmieniać, ponieważ w lipcu 2018 r. uruchomiono pilotażowy program utworzenia 28 tzw. centrów zdrowia psychicznego. Ma być w nich premiowane przede wszystkim leczenie środowiskowe.

Dr Krzyżanowska-Zbucka skonstatowała, że na skutek wykluczenia osób z problemami psychicznymi społeczeństwo traci wartościowe jednostki, które w różnych aspektach mogłyby wspierać jego rozwój.

- Społeczne koszty to także osłabienie siły i jakości więzi społecznych i inwalidyzacja, która generuje większe koszty pomocy społecznej - zaznaczała.

Podkreśliła, że najbardziej skuteczna "metoda antystygmatyzacyjna" to praca u podstaw w postaci edukacji połączonej z kontaktem z osobami mającymi obecnie lub w przeszłości problemy ze zdrowiem psychicznym.

W preambule ustawy o ochronie zdrowia psychicznego czytamy: "Zdrowie psychiczne jest fundamentalnym dobrem osobistym człowieka, a ochrona praw osób z zaburzeniami psychicznymi należy do obowiązków państwa”. Jak widać, wciąż nie odrobiliśmy lekcji, która miała miejsce już ćwierć wieku temu."