Z cytologii korzysta mało kobiet, choć wiedzą, czym jest rak szyjki macicy

Autor: Katarzyna Lisowska/Rynek Zdrowia • • 03 maja 2019 05:56

Profilaktyka raka szyjki macicy opiera się na badaniach cytologicznych, na które zgłasza się niewiele ponad 20 proc. uprawnionych kobiet. Ponad 3 mln Polek wcale lub rzadziej niż raz w roku bada się u ginekologa. Największy odsetek niebadających się regularnie to kobiety po 55 r. ż., czyli najbardziej narażone na ten nowotwór.

Z cytologii korzysta mało kobiet, choć wiedzą, czym jest rak szyjki macicy
Jedna z akcji promujących badania cytologiczne. Fot. materiały prasowe, ŚCO.

Każdego roku 3,5 tys. Polek dowiaduje się, że ma raka szyjki macicy. Co druga przegrywa walkę z chorobą. Pod tym względem Polska znajduje się w czołówce krajów z największym wskaźnikiem umieralności na raka szyjki macicy - ok. 8 przypadków na 100 tys. mieszkańców. Tymczasem średni standaryzowany wskaźnik śmiertelności w krajach starej Unii Europejskiej wynosi 1,6.

- Z cytologii umożliwiającej wczesne wykrycie nowotworu korzysta niewiele kobiet - przyznaje prof. Jan Kotarski, prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej. Jak wyjaśnia, wcale nie jest to spowodowane brakiem świadomości ryzyka wystąpienia choroby.

- Z tym jest coraz lepiej. Polki wiedzą, że z wiekiem rośnie ryzyko zachorowania na raka szyjki macicy, że badanie cytologiczne pozwala na wczesne wykrycie nowotworu. Nie mają jednak nawyku regularnego badania się. Z wiekiem droga do ginekologa jest dla nich coraz trudniejsza - komentuje.

Profesor przyznaje, że wizyta u ginekologa jest dla pacjentek krępująca i stresująca. - Dlatego panie wciąż ją przekładają i tłumaczą, że mają ważniejsze rzeczy na głowie. Bo muszą np. zaopiekować się rodziną, bo dzieci są chore, bo mają remont, bo nie muszą się badać, gdyż nie uprawiają już seksu - kontynuuje prof. Kotarski i dodaje, że część kobiet boi się też, że może dowiedzieć się o chorobie lub otrzymać negatywny wynik badania. - Dlatego też unika wizyty u specjalisty - zaznacza.

Co mówią statystyki

Z przeprowadzonego przez Gedeon Richter w marcu 2019 r. badania dotyczącego opieki ginekologicznej kobiet wynika, że Polki idą pierwszy raz do ginekologa najczęściej z powodu ciąży. Ponad 3 mln kobiet (24 proc. ankietowanych) chodzi do tego specjalisty rzadziej niż raz w roku, mimo że 9,5 mln Polek (72 proc.) zdaje sobie sprawę, iż regularne wizyty u ginekologa i badania pozwalają wykryć groźne choroby.

Regularnie, co roku chodzi do ginekologa i wykonuje badania 57 proc. respondentek. Najczęściej do specjalisty chodzą młodsze kobiety (26-30 lat), a ponad 20 proc. pań powyżej 55 roku życia rzadziej niż raz na dwa lata.

Na wsi najgorzej

Do tego dochodzi problem z dostępnością do takich świadczeń. Barbara Chylińska z Najwyższej Izby Kontroli zwraca uwagę, że z ustaleń Izby wynika, że szczególnie źle wygląda to w przypadku kobiet zamieszkałych na wsi. W wielu gminach wiejskich w ogóle nie ma poradni ginekologiczno-położniczych. Realia są takie, że na prowincji specjalista ginekolog pojawia się rzadko, zatem większość kobiet nie ma praktycznie szans na wykonanie nawet podstawowego badania. Na wizytę u ginekologa, która wymaga dłuższej podróży, decydują się zazwyczaj pacjentki, które odczuwają już dolegliwości.

- W 2017 r. w województwach podlaskim i lubelskim na jedną poradnię ginekologiczną na wsi przypadało nawet 27 tys. kobiet, które w skrajnych przypadkach do poradni miały 50 km. Z naszych ustaleń wynika, że pomimo zaleceń NIK sytuacja pod tym względem wcale się do tamtej pory nie poprawiła - informuje Chylińska.

Z ustaleń Izby wynika, że problem z dostępnością przekłada się na realizację programów profilaktycznych. I tak z badań cytologicznych zakontraktowanych przez NFZ w 2016 r. cytologię wykonało w woj. podkarpackim i w woj. wielkopolskim od 5,4% do 13,8% wszystkich mieszkanek tych województw w wieku od 25 do 59 lat. Najniższy odsetek cytologii wykonanych mieszkankom gmin wiejskich stwierdzono w woj. opolskim (0,4%).

Chylińska przyznaje, że sytuację w tym zakresie mogłyby poprawić położne podstawowej opieki zdrowotnej, które od 2014 r. mogą samodzielnie wykonywać cytologię. - Szczególne znaczenie miałoby to właśnie w przypadku małych gminnych lecznic, gdzie brakuje ginekologa, ale nie pielęgniarki. Pobranie wymazu do badania przez pielęgniarkę znaną pacjentkom byłoby dla wielu kobiet mniej krępujące i być może zachęciłoby je także do częstszego wykonywania cytologii - komentuje ekspertka.

Nasza rozmówczyni zwraca uwagę, że tym, co może jeszcze zniechęcać kobiety do regularnych wizyt, a co ma miejsce w znaczącej części poradni ginekologicznych w kraju, jest brak warunków zapewniających intymność podczas udzielania świadczeń medycznych.

- Miejsca udzielania świadczeń często nie są należycie zasłonięte przed osobami postronnymi. Wyeliminowanie takich przypadków nie wymaga często wielkiego nakładu, a dla komfortu pacjentek ma olbrzymie znaczenie - przekonuje Chylińska.

Najważniejsza jest świadomość

Jak wyjaśnia prof. Kotarski, nowotwór przedinwazyjny wymaga tylko niewielkiego zabiegu. - Na takim etapie kobieta ma olbrzymie szanse na całkowite wyleczenie. W niektórych przypadkach nowotwór nie przekreśla też nadziei pacjentki na macierzyństwo. Dlatego tak ważne jest regularne wykonywanie cytologii - apeluje.

I dodaje, że na świecie są już kraje, gdzie problem śmiertelności z powodu raka szyjki macicy jest znikomy. - Kobiety badają się regularnie, a nowotwory są diagnozowane w początkowej fazie - podkreśla. 

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum