Wrocław: nowe wątki w sprawie dyskusyjnych badań ginekologicznych

Autor: Gazeta Wyborcza, AK/Rynek Zdrowia • • 28 czerwca 2010 14:47

NFZ kontroluje, czy wrocławska klinika zarabiała na drogich, ale zbędnych badaniach ginekologicznych. Pojawiają się nowe wątki w tej sprawie.

– Fundusz nie zakończył jeszcze kontroli w Klinice Ginekologii, Położnictwa i Neonatologii Akademickiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. To poważna sprawa, potrzeba czasu, żeby ją wyjaśnić. Dodatkowo zajmuje się  nią Najwyższa Izba Kontroli – mówi portalowi rynekzdrowia.pl Joanna Mierzwińska, rzecznik prasowy Dolnośląskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ,

Przypomnijmy, że chodzi o zbadanie zarzutów, jakie wobec prof. Mariusza Zimmera, kierownika kliniki, sformułowali trzej wrocławscy ginekolodzy: prof. Jerzy Zalewski, dr Jerzy Heimrath oraz dr Marek Elias. Zarzucili oni swojemu przełożonemu, że placówka zarabia na masowo wykonywanych, często niepotrzebnych i ryzykownych badaniach macicy – histeroskopii.

Jednak jak podaje Gazeta Wyborcza, szef Katedry Patomorfologii prof. Jerzy Rabczyński ma poważne wątpliwości, czy dostarczany mu materiał pobierano podczas histeroskopii: – Wiele wycinków pochodziło bowiem nie z trzonu macicy, jak powinno, ale kanału szyjki macicy.

Takich przypadków mogło być nawet 30-40 proc. – Podejrzewam, że pobrano je metodą zwykłego łyżeczkowania. Histeroskopii w ogóle nie było – mówi prof. Rabczyński.

Za łyżeczkowanie NFZ płacił około 550 zł, za histeroskopię diagnostyczną – ponad 1000 zł.

Prof. Rabczyński kwestionuje też celowość badań. Twierdzi, że w 99,9 proc. materiału nie stwierdził niczego niepokojącego. – A skoro tak, to po co je zlecono? – pyta profesor.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum