Warszawa: zoperowano dziecko bez oczu i nosa

Autor: Jacek Wykowski/Rynek Zdrowia • • 10 lipca 2018 20:09

W Szpitalu Dziecięcym im. prof. dr. med. Jana Bogdanowicza SPZOZ w Warszawie lekarze podjęli się zoperowania 9-letniego chłopca z wrodzonym brakiem oczu i nosa. Dziecko dotknęło zaburzenie zwane arhinią - takich przypadków opisano na świecie ok. 30, a sama operacja jest pierwszą w Polsce.

Fot. Materiały prasowe szpitala

Operacja trwała ponad 6 godzin i jest pierwszym etapem leczenia chłopca. O jej szczegóły zapytaliśmy ordynatora oddziału chirurgii, Piotra Pogorzelskiego. Lekarz przyznaje, że szpital przygotowywał się do tego wyzwania kilka miesięcy.

- Pacjent trafił do nas poprzez chirurgów plastyków, którzy poprosili o możliwość operacji. Oczywiście własnymi siłami nie bylibyśmy w stanie tego zrobić. Pierwsza operacja została wykonana przez dra Macieja Jagielaka, oczywiście z pomocą chirurgów dziecięcych z naszego szpitala - mówi Piotr Pogorzelski.

Wyjaśnia, że 9-latek ma wadę pod postacią arhinii, czyli braku nosa z niedorozwojem przedniej części twarzy. Nie ma gałek ocznych, więc jest niewidomy.

- Chłopiec jest dzieckiem uczącym się, uzdolnionym muzycznie, gra na pianinie - zdradza.

Ordynator tłumaczy, że wykonana operacja to dopiero pierwszy etap skomplikowanego leczenia. Polegała na zastosowaniu tzw. dystraktora, czyli zewnętrznej pętli, która za pomocą specjalnej płytki jest umocowana do szczęki, w całości tworząc wyciąg.

- Wyciąg stopniowo będzie powodował wysuwanie się szczęki do przodu i do dołu po to, by odtworzyć twarz do w miarę naturalnych rozmiarów. Ten etap będzie trwał minimum 6 tygodni - mówi Pogorzelski dodając, że później dystraktor zostanie usunięty.

Na tym jednak nie koniec. W kolejnej fazie zadaniem okulistów będzie odtworzenie dróg łzowych w nieczynnych oczodołach. Brak ich oczyszczania powoduje przewlekłe stany zapalne.

- Trzeba otworzyć komunikację oczodołów z jamą nosa, aby w kolejnym etapie można było oprotezować oczodoły w postaci wszczepu sztucznych gałek ocznych. W ten sposób umożliwimy prawidłowy rozwój tej okolicy czaszki - opowiada ordynator.

Wyjaśnia, że pozostaje jeszcze kwestia odtworzenia nosa i można to zrobić dwoma sposobami - albo wytworzyć nos z tkanek własnych poprzez techniki chirurgii plastycznej/rekonstrukcyjnej, albo zastosować tzw. ortezę, czyli nos wykonany ze sztucznych materiałów, który specjalnymi mocowaniami na stałe przyczepiony jest  do czaszki.

- Postaramy się, żeby te wszystkie etapy były przeprowadzone w naszym szpitalu. Ważne są też kwestie finansowe. O ile operację z zakresu chirurgii szczękowej może sfinansować NFZ, to trudno wskazać model finansowania w przypadku wykonania jedynie ortezy nosa - mówi Pogorzelski.

Zapytany, kiedy zakończy się leczenie pacjenta wraz z zabiegami rekonstrukcyjnymi, odpowiada, że na tym etapie trudno mówić o konkretnych terminach, bo jest wiele niewiadomych.

- Poruszamy się w rejonach bardzo rzadkiej wady, gdzie nie ma prostych rozwiązań. Trudno powiedzieć, czy cały proces zakończy za rok czy dwa. Może być rozciągnięty w czasie. Ale skoro pierwsi podjęliśmy wysiłek wykonania tej operacji, będziemy go kontynuować. Chcemy, by z efektu był zadowolony przede wszystkim mały pacjent - zaznacza.

Ordynator Pogorzelski konstatuje, że decyzja szpitala o operowaniu i dalszym leczeniu tak rzadkiego przypadku była przede wszystkim podyktowana „chęcią podjęcia ryzyka przez dra Macieja Jagielaka, który wykonał pierwszy etap”. Podkreśla, że dr Jagielak jest najlepszym specjalistą w Polsce od takich rodzajów wad i operacji chirurgii szczękowej.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum