PAP/Rynek Zdrowia | 13-03-2019 15:38

W rzeźniach pobrano 400 próbek mięsa, w żadnej nie stwierdzono salmonelli

Kontrole ubojni nie wskazują, by mięso wołowe stanowiło zagrożenie dla zdrowia konsumentów - oświadczył minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski. Znaleziono uchybienia, ale w dokumentacji - przekonywał.

Pobrano ok. 400 próbek na obecność salmonelli, czyli tyle, ile wymagają unijne przepisy i w żadnej nie stwierdzono zakażenia mięsa. Fot. archiwum

Ardanowski przypomniał podczas środowej (13 marca) konferencji prasowej z udziałem producentów wołowiny, że kontrole ubojni są związane z zaleceniami, jakie dali Polsce unijni inspektorzy, którzy kontrolowali w Polsce na początku lutego system bezpieczeństwa żywności w związku z ujawnieniem nielegalnego uboju bydła w rzeźni na Mazowszu.

Minister podkreślił, że to wydarzenie negatywnie wpłynęło na postrzeganie polskiej żywności, w tym wołowiny. Jak mówił, "wołowina jest jednym z ważniejszych kierunków produkcji rolnej w Polsce", który pozwoli np. wykorzystać ok. 3 mln hektarów użytków rolnych. Resort rolnictwa będzie wspierał rozwój tego sektora.

- Wszystkie przypadki, które szkodzą wizerunkowi polskiej żywności, będziemy starali się wyjaśniać, tak by odzyskać zaufanie konsumentów własnych i międzynarodowych - zapewnił szef resortu rolnictwa.

W wielu ubojniach były problemy i nie można ich bagatelizować, trzeba ustalić, kto zezwala na takie niedociągnięcia - mówił Ardanowski. Podkreślał, że znalezione uchybienia są głównie związane z dokumentacją, m.in. z wycofywaniem z rejestru zwierząt ubitych lub padłych.

Ardanowski poinformował, że w zakładach przetwórczych i rozbioru mięsa pobrano ok. 400 próbek na obecność salmonelli, czyli tyle, ile wymagają unijne przepisy i w żadnej nie stwierdzono zakażenia mięsa.

- Te wyniki nie wskazują, by gdziekolwiek było zagrożenie dla zdrowia i bezpieczeństwa obywateli, by to mięso było niebezpieczne dla zdrowia - oświadczył Ardanowski. - Mięso z polskich ubojni i zakładów rozbioru wychodzi bezpieczne - dodał.

Jak mówił minister, jest ostrożny w formułowaniu radykalnych wniosków.

- Jeśli obracamy milionami ton mięsa, to różne przypadki błędów zamierzonych lub nie mogą się pojawić - stwierdził, dodając, że chodzi o to, by je usuwać, informując przy tym konsumentów i partnerów handlowych, a nie "robić z tego element wojny handlowej".

Przypomniał, że polskie mięso zostało "ostro potraktowane" w Czechach i na Słowacji, a potem okazało się, że np. w Czechach wykryto ubojnię funkcjonują całkowicie poza jakimkolwiek systemem.

Główny Lekarz Weterynarii Paweł Niemczuk poinformował, że w ubojniach odbył się audyt. Od razu po audycie skontrolowano 366 ubojni, z czego dwie zostały zamknięte.

Na podstawie analizy ryzyka wytypowano ponadto ubojnie, które mogły być najbardziej problemowe. W 47 z nich stwierdzono pewnego rodzaju nieprawidłowości, które nie skutkowały jednak zamknięciem zakładu. Były to. np.: nieterminowe zgłaszanie przemieszczeń zwierząt, błędy w dokumentacji, brak procedur, nieuzasadnione przetrzymywanie bydła, transport krów nienadających się do przewożenia itp. Podjęto decyzje o nałożeniu kar.

Niemczuk zaznaczył, że od 25 kwietnia do 5 marca odbędzie się rozszerzony audyt unijnych kontrolerów i Inspekcja Weterynaryjna jest na taką wizytę przygotowana.

Ardanowski poinformował, że ministerstwo rolnictwa kończy prace nad zmianą ustawy o weterynarii, która ma uszczelnić system nadzoru nad bezpieczeństwem żywności. - W ciągu kilkunastu dni projekt ustawy powinien trafić na Komitet Stały Rady Ministrów - powiedział.

Chodzi o to, by nadzorem nad bezpieczeństwem żywności zajmowali się lekarze urzędowi, a nie wyznaczeni lekarze wolnej praktyki. A na taki system potrzebne są dodatkowe etaty. Dodał, że projekt jest na etapie wyliczania, ile więcej potrzeba etatowych lekarzy weterynarii i jakie będą koszty ustawy.

Minister poinformował, że w poniedziałek spotka się z unijnym komisarzem ds. rolnictwa, by przedstawić wdrażanie zaleceń sformułowanych przez inspektorów UE po kontroli zarządzonej "po nielegalnym uboju w jednej z ubojni". 

PAP - Anna Wysoczańska