Ustawowy czas na dotarcie karetki w mieście to fikcja. A będzie jeszcze się wydłużał

Autor: Wojciech Kuta • Źródło: Rynek Zdrowia11 października 2021 06:15

Ratownictwo medyczne. Szybko rosnąca liczba ludzi żyjących w miastach powoduje, że czas dojazdu karetki na miejsce zdarzenia będzie się wydłużał. Nie tylko w Polsce. Wyjściem są nowe technologie i ratownictwo obywatelskie.

Ratownictwo obywatelskie staje się w Polsce koniecznością FOT. www.safetechforum.com
  • Od chwili przyjęcia zgłoszenia przez dyspozytora medycznego średni czas dotarcia karetki nie powinien być większy niż 8 minut w mieście powyżej 10 tysięcy mieszkańców oraz 15 minut poza miastem powyżej 10 tysięcy mieszkańców
  • Dziś spełnienie tego ustawowego wymogu istnieje tylko na papierze. Zespoły ratownictwa medycznego wiedzą, że to fikcja - mówi dr Jacek Siewiera
  • Dodaje, że, między innymi wskutek wzrastającej liczby ludzi żyjących w miastach, czas dojazdu karetek będzie się wydłużał. Nie tylko w Polsce.
  • Dlatego trzeba sięgnięć po: nowe technologie, wyprowadzanie bardzo prostych czynności medycznych poza mury szpitala i rozwijanie ratownictwa obywatelskiego - wyliczają eksperci

***

Ratownicy medyczni: znajomość prostych czynności obniża liczbę zgonów

- Oprócz chorób onkologicznych czy sercowo-naczyniowych, jest pewna grupa zdarzeń - wypadków oraz szeroko rozumianych urazów - wymagająca prostych, w zasadzie niemedycznych czynności, które wpływają na zredukowanie o kilkadziesiąt procent liczby tzw. zgonów możliwych do uniknięcia (avoidable mortality) wśród osób do 50. rok życia. Właśnie w tej grupie wiekowej urazy stanowią główną przyczynę zgonów lub inwalidztwa - mówi kpt. dr n. med. Jacek Siewiera, założyciel i kierownik Oddziału Klinicznego Medycyny Hiperbarycznej Wojskowego Instytutu Medycznego oraz założyciel Centrum Ratownictwa.

Dodaje, że ekonomiczne skutki przedwczesnych zgonów (których można było uniknąć) oraz niepełnosprawności osób w wieku produkcyjnym są ogromne: to PKB, którego już nigdy nie wytworzą, wydatki związane z opieką, rentami czy odszkodowaniami.

Zaznacza, że wypadki oraz urazy stanowią ogromny obszar dla interwencji, m.in. w zakresie pierwszej pomocy, które nie są bezpośrednio związane ze świadczeniem medycznym.

Czytaj też: Ministerstwo bierze się za porządki w ratownictwie medycznym. Ale co to oznacza?

- Kluczowym warunkiem istotnego obniżenia liczby zgonów możliwych do uniknięcia jest czas i jakość udzielanych świadczeń. W przypadku działań ratowniczych w zakresie kwalifikowanej pierwszej pomocy, chodzi, np. o tak proste, w zasadzie pozamedyczne czynności, jak  stabilizacja odcinka szyjnego kręgosłupa tuż po urazie. To może zdecydować o życiu człowieka. A chodzi tylko o przytrzymanie głowy. Ale trzeba wiedzieć, w jaki sposób i kiedy je wykonać - zaznacza dr Siewiera, który jest także przedstawicielem Polski w NATO Science & Technology Organization.

Z czasem dojazdu karetek będzie coraz gorzej

Wskazuje, że obecnie same kursy już nie wystarczą i trzeba szukać nowych rozwiązań. Dlaczego? Ponieważ obecnie obowiązująca ustawa mówi, że od chwili przyjęcia zgłoszenia przez dyspozytora medycznego średni czas dotarcia karetki nie powinien być większy niż 8 minut w mieście powyżej 10 tysięcy mieszkańców oraz 15 minut poza miastem powyżej 10 tysięcy mieszkańców.

Natomiast maksymalny czas dotarcia zespołu ratownictwa medycznego do pacjenta nie może być dłuższy niż 15 minut w mieście powyżej 10 tysięcy mieszkańców i 20 minut poza takim miastem.

- Dziś spełnienie tego wymogu istnieje tylko na papierze. Zespoły ratownictwa medycznego wiedzą, że to fikcja - podkreślał ekspert podczas konferencji Safe Tech Forum (Podlesice, 6-7 października 2021 r.).

Zwraca uwagę, że z czasem dojazdu karetek, nie tylko w Polsce, będzie coraz gorzej. Przypomina, że dziś ok. 50 proc. ludności świata żyje w miastach, ale z prognoz Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oraz ONZ wynika, że w 2030 roku mieszkańcy miast będą stanowić już 60 proc. globalnej populacji.

Dr Jacek Siewiera zaznacza, że takie wskaźniki demograficzne nie tylko uniemożliwią skracanie czasu dotarcia zawodowych zespołów ratownictwa, m.in. do poszkodowanych w wypadkach, ale wręcz ten czas wydłużają.

Ratownictwo obywatelskie. Podążajmy w tym kierunku - apelują eksperci

- Zapomnijmy więc o tych ośmiu minutach. Zawodowego ratownika w takim czasie na miejscu zdarzenia coraz częściej nie będzie. Dlatego trzeba sięgnięć po nowe technologie, wyprowadzenie medycyny - w jej prostych czynnościach - poza mury szpitala i rozwijanie ratownictwa obywatelskiego. Najlepszym przykładem takiego myślenia jest szerokie wprowadzanie defibrylatorów automatycznych (AED - red.) - mówi dr Jacek Siewiera.

Dodaje, że te urządzenia są już dziś powszechne, a dzięki swojej prostocie może je obsłużyć każdy z nas. Eksperci zaznaczają jednak, że w Polsce, wzorem wielu innych państw, m.in. skandynawskich, wciąż potrzebna jest powszechna świadomość, a przede wszystkim edukacja z zakresu udzielania pierwszej pomocy.

Aleksandra Eljasińska, dyrektor zarządzająca Centrum Ratownictwa, które organizuje kursy kwalifikowanej pierwszej pomocy (KPP) dla osób indywidualnych i firm przyznaje, że zainteresowanie takimi szkoleniami, m.in. ze strony zakładów pracy jest już teraz spore i rośnie.

Odczarujmy w społeczeństwie medycynę i ratownictwo

- Na powszechnej znajomości chociażby podstawowych zasad udzielania pierwszej pomocy wygrywają wszystkie zainteresowane strony. Korzysta oczywiście osoba poszkodowana i jej najbliżsi, wsparcie otrzymuje system ratownictwa medycznego. Wygrywa też pracodawca, ponieważ dzięki uratowaniu zdrowia poszkodowanym w wypadku pracownikom redukowany jest czas ich absencji chorobowej - wylicza Aleksandra Eljasińska.

- Niezależnie do spoczywającego na pracodawcy - wynikającego z przepisów - obowiązku organizowania pierwszej obowiązku, zapraszamy naszych pracowników na szkolenia, aby aktywnie uczestniczyli w kreowaniu bezpieczeństwa pracy. Nie chcemy być bezradni, gdy ktoś obok nas będzie potrzebował pomocy - zaznacza Urszula Gawrysiak, dyrektor Biura BHP PPOŻ i Ochrony Środowiska PKP Energetyka.

- Zdarzały się już sytuacje, że nasi pracownicy ratowali komuś życie. Nagłaśniamy te przypadki w firmie. To bardzo ważne. Na szkolenia z pierwszej pomocy nigdy nie brakuje u nas chętnych - zapewnia dyrektor Gawrysiak.

- Oczywiście im więcej osób nauczy się udzielania pierwszej pomocy, tym lepiej. Aby jeszcze bardziej spopularyzować i uświadomić znaczenie posiadania chociażby elementarnej wiedzy i umięjętności z tego zakresu, musimy w naszym społeczeństwie odczarować medycynę oraz samo ratownictwo - uważa Tomasz Kutycki, dyrektor medyczny Centrum Ratownictwa.

- Naprawdę nie chodzi o to, żeby uczyć się jakichś skomplikowanych procedur medycznych. Czasami chodzi tylko o to, by ktoś od razu, w razie potrzeby, był gotowy pomóc znieść pacjenta w wyższego piętra - tłumaczy ratownik.

O sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia trzeba uczyć od najmłodszych lat

Jaki mamy dystans do nadrobienia wobec krajów, jeśli chodzi chodzi o efekty związane z upowszechnianiem wiedzy na temat udzielania pierwszej pomocy osobom poszkodowanym w wypadkach? Odpowiadając na to pytanie Michał Barski, prezes Polskiej Organizacji Ratowniczej zaznacza, że jest kilka wskaźników dotyczących określania przeżywalności osób, które, m.in. uległy wypadkom.

- Mówimy, między innymi o stanach zatrzymania krążenia, rozwinięciu się w krótkim czasie zatrzymania krążenia, utracie przytomności, czy hipoglikemii. Jeżeli chodzi o przeżywalność w warunkach pomocy przedszpitalnej jest ona różna w poszczególnych krajach Europy - zwraca uwagę ekspert.

- Według aktualnych danych z krajów skandynawskich przeżywalność w zakresie pomocy przedszpitalnej u pacjentów z nagłym zatrzymaniem krążenia wynosi tam 40 proc. W Europie Środkowo-Wschodniej średnio ten wskaźnik, niestety, sięga tylko 6 proc. - mówi szef Polskiej Organizacji Ratowniczej

- Głównym czynnikiem mającym wpływ na poprawę tego wyniku jest odpowiednia dostępność kogoś, która potrafi wyciągnąć poszkodowaną osobę ze stanu zagrożenia zdrowia i życia lub podtrzymać jej podstawowe funkcje życiowe do momentu wdrożenia procedur z zakresu medycznych czynności ratunkowych - zaznacza.

- Skandynawowie osiągają tak dobre wyniki w udzielaniu pomocy przedszpitalnej przede wszystkim dzięki uwrażliwianiu mieszkańców na ten problem od najmłodszych lat, już na etapie edukacji w przedszkolach. U nas impulsem do podjęcia takich działań nierzadko staje się dopiero sytuacja kryzysowa, awaryjna. Dochodzi to tragicznego zdarzenia i nagle ktoś uznaje, że potrzebne są szkolenia dotyczące zachowań i procedur w takich nadzwyczajnych okolicznościach - podsumowuje Michał Barski.

Wszystkie wypowiedzi zanotowano podczas konferencji Safe Tech Forum (Podlesice, 6-7 października 2021 r.).

Czytaj też:

Ile karetek nie wyjeżdża do pacjentów? Waldemar Kraska podaje swoje wyliczenia

Przed wejściem do karetki obowiązkowy test. Kraska: Wydałem zarządzenie

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum