Uczestnicy Przystanku Woodstock krwi nie poskąpili i ubiegłoroczny rekord pobili

Autor: Katarzyna Rożko/Rynek Zdrowia • • 02 sierpnia 2009 22:01

Ekipy z regionalnych centrów krwiodawstwa przez cztery dni stacjonowały na wzgórzu królującym nad namiotowym miasteczkiem i sceną Przystanku Woodstock w Kostrzynie nad Odrą. Codziennie, w upale i kurzu wdrapywało się tam po kilkaset osób, które chciały oddać krew.

Uczestnicy Przystanku Woodstock krwi nie poskąpili i ubiegłoroczny rekord pobili
Czwartek, 30 lipca - jedni z pierwszych krwiodawców na tegorocznym Przystanku Woodstock

Po drodze mijali wielki namiot Akademii Sztuk Przepięknych, w którym gościli m.in. Lech Wałęsa, Stanisław Tym, Piotr Najsztub. Potem jeszcze kilka godzin w kolejce, w pełnym słońcu. Warto było! Od czwartku (30 lipca) do niedzieli (2 sierpnia), podczas jubileuszowej, 15. edycji imprezy, krew oddało 2376 "woodstkowiczów", czyli o tysiąc więcej niż w ubiegłym roku.

To najlepszy krwiodawczy wynik w historii Przystanku. Świadkiem tego rekordowego wyczynu (choć nie o bicie rekordu chodziło) była dziennikarka portalu rynekzdrowia.pl.

Już w ciągu dwóch pierwszych cztery regionalne centra krwiodawstwa (z Katowic, Zielonej Góry, Warszawy i Poznania) pobrały krew od ponad tysiąca osób, co – jak się okazało – było zwiastunem rekordowego wyniku.

Od godziny 9.00 pracę na Przystanku rozpoczynało 106 pracowników służby krwi – pielęgniarki, lekarze, kierowcy, wreszcie ludzie od promocji i marketingu. Największa ekipa przyjechała z Poznania (39 osób obsługiwało 19 stanowisk poboru krwi). Katowice wysłały na Woodstock 23 osoby (4 stanowiska), Podobnie Warszawa: 4 stanowiska i blisko 20 osób personelu. Zielona Góra przygotowała dla krwiodawców 10 stanowisk z 19 pracownikami.

„Krwiopijca” z 42-letnim doświadczeniem
Dla wszystkich ekip wyjazd na Woodstock to wielkie logistyczne wyzwanie. Byli tu już po raz czwarty, a każdy rok przynosi nowe problemy, ale i nowe rozwiązania. Zaczynali od 700 dawców. W drugim roku było ich już 1200, w kolejnym – 1400. Wreszcie w tym roku prawie 2,4 tysiąca (pobór trwał o jeden dzień dłużej niż w poprzednich latach).

Zbigniew Urbaniak, szef zielonogórskiego krwiodawstwa przyznaje, że kiedy pierwszy raz usłyszał o idei poboru krwi na Woodstock, był co najmniej zaniepokojony.

– Jestem „krwiopijcą” z 42-letnim doświadczeniem. Robiliśmy akcje w różnych nietypowych miejscach, ale w pierwszym momencie trudno mi było wyobrazić sobie pobór wśród takiej masy ludzi, o których dodatkowo mówiono, że chodzą pijani, biorą narkotyki, są zmęczeni i niedożywieni – wspomina Zbigniew Urbaniak w rozmowie z rynkiemzdrowia.pl.

– Już pierwszy woodstockowy pobór pokazał, że jest zupełnie inaczej. To było totalne zaskoczenie. Przychodzili do nas ludzie, którzy wiedzą, że chcą oddać krew. Wstrzymywali się od alkoholu, byli zdrowi. Wyniki krwi wcale nie są gorsze od tych z lokalnych akcji lub poboru w stacjach – dodaje Urbaniak.

Woodstock łączy krwiodawcze pokolenia
W podobnym tonie wypowiada się Marzena Przybysz, kierownik działu promocji, statystyki i szkoleń warszawskiego Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa (RCKiK): – Można powiedzieć, że mamy stałych klientów, którzy przyjeżdżają na Woodstock i wiedzą, że oddadzą krew właśnie u nas.

– Woodstock łączy pokolenia. 50-letnia pani doktor wita się z młodym chłopakiem. Pamięta go z poprzedniego roku, pyta, gdzie podziała się broda i chwali nowe dredy – uśmiecha się Marzena Przybysz. Przyznaje, że w pierwszym roku personel miał tremę i obawy, co zastanie na Woodstock, ale teraz, już na wiele tygodni przed festiwalem wielu pracowników zapisuje się specjalnie na ten wyjazd.

Nie inaczej jest w Poznaniu: – Gdyby kiedyś dziecko powiedziało mi, że chce jechać na Woodstock, to w pierwszym odruchu zamknąłbym je w piwnicy – żartuje Krzysztof Oborski, dyrektor poznańskiego RCKiK. – Teraz opowiadam wszystkim, jak świetna jest to impreza, personel upomina się o pracę na festiwalu, a wszystkim nam serce rośnie, gdy przyjeżdżam rano na plac boju, a tam już czeka kolejka krwiodawców! – opowiada Oborski.

W kolejce obok punkowych czubów stoją długowłosi metale, rodzice z dziećmi, dorośli, którzy mogli się już bawić na oryginalnym, amerykańskim Woodstock w 1969 roku i osiemnastolatki, które w ambulansach na polach w Kostrzynie nad Odrą przechodzą swój pierwszy krwiodawczy raz...

Co jest najważniejsze
– Woodstock niesie dla krwiodawstwa wiele korzyści. Jest wielką promocją oddawania krwi, ale dla służby krwi jest też testem na to, jak jesteśmy zorganizowani, jak sprawuje się sprzęt, łączność, logistyka. Bo przecież krew trzeba nie tylko bezpiecznie pobrać, ale i szybko przetransportować, a odpady zutylizować – wylicza Stanisław Dyląg, dyrektor RCKiK z Katowic.

– Ciężkiej próbie poddany jest również personel. Pracuje w upale, kurzu, przez wiele godzin niemal w warunkach polowych. Po takiej akcji możemy sobie powiedzieć – jesteśmy dobrzy, sprawdzilibyśmy się w każdym momencie, gdy potrzeba byłoby pobrać dużo krwi – zapewnia Dyląg.

Z woodstockowych wyników jest tym bardziej dumny, że ideę ambulansowego poboru krwi wprowadziły w życie właśnie Katowice. – Teraz w całym kraju krew pobiera się w kilkunastu ambulansach, które są w stanie dojechać wszędzie – dodaje dyrektor katowickiego RCKiK.

I wreszcie najważniejsze – krew. Dramatyczny spadek jej zasobów w okresie wakacyjnym to nie tylko problem Polski.

– Inni radzą sobie z tym problemem, np. odwołując w miesiącach letnich planowane operacje. A my nie. Pojechaliśmy tam, gdzie jest nasza młodzież. Woodstock to wielki pozytywny zastrzyk energii, ale i krwi dla nas, dla krwiodawców i dla tych, którzy czekają na ten bezcenny dar – podkreśla Zbigniew Urbaniak.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum