Ubywa karetek pogotowia z lekarzami. Czy system ratownictwa zapewni nam bezpieczeństwo?

Autor: PW/Rynek Zdrowia • • 09 lipca 2018 05:50

Niemal z każdego regionu napływają informacje o zastępowaniu zespołów karetek "S" z lekarzem, zespołami "P", w których składzie są wyłącznie ratownicy medyczni. Liczba specjalistycznych zespołów wyjazdowych maleje z roku na rok. Już tylko co czwarta karetka ma na pokładzie lekarza.

Już tylko co czwarta karetka systemu PRM ma na pokładzie lekarza. Fot. PTWP/Piotr Waniorek

Według danych Ministerstwa Zdrowia w 2016 r. funkcjonowało w kraju 1517 zespołów ratownictwa medycznego - w tym 560 specjalistycznych "S" z lekarzem (36,91 proc.) i 957 podstawowych "P", składających się z ratowników medycznych lub pielęgniarek systemu. Teraz w kraju mamy więcej zespołów ratownictwa medycznego, bo już 1552. Jednak tych z lekarzem jest już o ponad 100 mniej niż 2 lata temu - 443 (czyli 28,54 proc.).

Jak przypomina prof. Juliusz Jakubaszko, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej, który wprowadzał w Polsce medycynę ratunkową i był pierwszym krajowym konsultantem w tej dziedzinie, po wejściu w życie pierwszej ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym (PRM) w 2001 roku nowa specjalizacja wzbudzała bardzo duże zainteresowanie wśród lekarzy.

- Wydawało się, że szybko osiągniemy poziom 2-2,5 tysiąca specjalistów, pracujących w systemie. Tylu potrzebujemy. Szpitalne oddziały ratunkowe i ratownictwo przedszpitalne okazały się jednak tymi miejscami, do których 24 godziny na dobę trafiają pacjenci niezaopiekowani przez system ochrony zdrowia. Specjaliści medycyny ratunkowej są przeciążeni pracą i to zjawisko dramatycznie postępuje. Dlatego spada zainteresowanie tą specjalizacją wśród młodych lekarzy - przyznaje profesor.

W grę wchodzą również kwestie finansowe - lekarz specjalista medycyny ratunkowej nie otworzy własnego gabinetu. Nie może też pracować na innym oddziale niż SOR. 

"Mamy pełną kontrolę"
Zdaniem prof. Juliusza Jakubaszko wymuszone brakiem lekarzy zastępowanie zespołów specjalistycznych pogotowia zespołami podstawowymi to zmiany w systemie, które "idą w złym kierunku" i mogą zagrozić bezpieczeństwu pacjentów. - Ratownicy są przygotowywani do wykonywania medycznych czynności ratunkowych i wspierania lekarza medycyny ratunkowej, a nie do zastępowania go - zaznacza, przekonując, że należy utrzymać zespoły wyjazdowe "S".

Tylko w województwie kujawsko-pomorskim, w lutym br., wojewoda (podlega mu system ratownictwa medycznego - red.) Mikołaj Bogdanowicz aktualizując wojewódzki planu działania systemu PRM przekwalifikował aż 12 zespołów specjalistycznych "S" na zespoły podstawowe "P”. - Mamy pełną kontrolę nad tym, co się dzieje w tej kwestii. Nie mamy jednak co się oszukiwać, w regionie brakuje bardzo dużej ilości lekarzy. Lepiej, jeżeli wyjeżdżają dwie karetki z ratownikami medycznymi, niż kiedy nie wyjeżdża jedna z lekarzem - mówił wojewoda.

Dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego Jakub Wawrzyniak dodawał, że w regionie pracuje ok. 50 specjalistów medycyny ratunkowej, a ich liczba od lat się nie zmienia. Co prawda w karetkach mogą jeździć do wezwań też lekarze kilku innych specjalności, ale - jak informował - z przeprowadzonych przez wojewodę kujawsko-pomorskiego kontroli wynika, że w ubiegłym roku (wrzesień-październik) u niektórych dysponentów brak lekarza dotyczył nawet kilkunastu dni w miesiącu i około kilkudziesięciu wyjazdów do zdarzeń.

Lekarz jak rodzynek
- Od 2 lat żaden z lekarzy w województwie kujawsko-pomorskim nie był zainteresowany rozpoczęciem specjalizacji z medycyny ratunkowej - mówi nam dr Przemysław Paciorek, kujawsko-pomorski konsultant wojewódzki w dz. medycyny ratunkowej.

Zgodnie z zapisami nowelizowanej ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym, tylko do 31 grudnia 2020 r. lekarzem systemu (pracuje w pogotowiu i SOR - red.) może być także lekarz posiadający specjalizację lub tytuł specjalisty, albo który ukończył co najmniej drugi rok specjalizacji w dziedzinie: anestezjologii i intensywnej terapii, chorób wewnętrznych, chirurgii ogólnej, chirurgii dziecięcej, ortopedii i traumatologii narządu ruchu, ortopedii i traumatologii lub pediatrii.

- Biorąc pod uwagę liczbę ambulansów ratunkowych zabezpieczających woj. kujawsko-pomorskie (od lipca tego roku 93, w tym 2 sezonowe i 1 motocykl w Bydgoszczy - red.) oraz liczbę 10 szpitalnych oddziałów ratunkowych w regionie musimy liczyć się nawet z tym, że na pokładzie ambulansów ratunkowych nie będzie od 2021 roku lekarzy - stwierdza dr Przemysław Paciorek.

Podobne problemy z obsadą lekarską ambulansów są w całym kraju. Do wezwań jeżdżą karetki z ratownikami medycznymi na pokładzie.

Już nie chodzi o założenie bandaża
Czy pacjenci w stanie zagrożenia życia mogą czuć się bezpiecznie? - Kompetencje ratowników medycznych są obecnie wystarczające. Ważne jest natomiast stwarzanie warunków do podnoszenia kwalifikacji przez tę grupę zawodową - odpowiada Jarosław Madowicz, prezes Polskiego Towarzystwa Ratowników Medycznych (PTRM).

Jego zdaniem nadszedł moment, by poważnie rozmawiać o przyszłości zawodu ratownika medycznego. Dzisiaj ratownik w karetce realizuje procedury kiedyś wykonywane przez lekarzy. - To nie jest pierwsza pomoc polegająca na założeniu bandaża. W grę wchodzą poważne interwencje - zaznacza prezes PTRM.

Stąd pojawiające się w środowisku postulaty, by ratowników kształcić na jednolitych studiach magisterskich oraz stworzyć dla nich ścieżkę kariery motywującą do rozwoju m.in. poprzez nabywanie nowych, bardziej wyspecjalizowanych umiejętności popartych certyfikatami.

Jarosław Madowicz podkreśla jednocześnie: - Nie chodzi o to, by robić z ratownika "małego lekarza", ale o to by dać mu większą wiedzę.

Zwraca uwagę na jeszcze jeden bardzo ważny aspekt pracy ratownika medycznego, jakim są szkolenia pogłębiające umiejętności i przypominające: - Kiedy rozmawiam z ratownikami, przyznają na przykład, że zdarza się im przez kilka miesięcy nie prowadzić resuscytacji - wspomina.

Czego potrzebują ratownicy?
Dr Przemysław Paciorek potwierdza, że dla jakości świadczeń w medycynie przedszpitalnej istotny jest dostęp ratowników do bazy szkoleniowej. Poważną barierą utrudniającą szkolenie podyplomowe ratowników medycznych są związane z tym koszty. Dlatego np. w Bydgoszczy w WSPR powołany został w 2013 r. dział szkoleń, który na miejscu organizuje wykłady, seminaria, warsztaty, zajęcia praktyczne i inne formy szkolenia zgodnie z sugestiami pracowników. Są one zazwyczaj bezpłatne lub non profit.

- Dało to doskonałe wyniki. Jeszcze kilka lat temu dysponowanie zespołów "S" na pomoc zespołowi "P" miewało charakter merytoryczny wynikający z problemów z udrożnieniem dróg oddechowych, uzyskaniem dostępu dożylnego, interpretacją parametrów życiowych pacjenta w sytuacjach nietypowych. Od ponad roku takiego powodu wezwania nie pamiętam. Przyjazd zespołu "S" był zazwyczaj spowodowany presją rodziny i żądaniem przyjazdu lekarza lub miał charakter formalny i polegał na przybiciu pieczątki pod dokumentacją medyczną, a tym samym zaakceptowaniu czynności diagnostycznych i terapeutycznych wykonanych przez zespół podstawowy - stwierdza konsultant.

Prof. Juliusz Jakubaszko pytany o to czy kompetencje ratowników medycznych są wystarczające, by mogli zastąpić lekarzy w zespołach wyjazdowych pogotowia odpowiada: - Ratownikom nie są potrzebne kolejne kompetencje, im są potrzebne nadzór specjalistyczny i wsparcie.

Uważa, że wobec trendu zastępowania w pogotowiu zespołów "S" zespołami "P" pilnie trzeba rozważyć zmiany organizacyjne w systemie pomocy przedszpitalnej: - Konieczne jest wprowadzenie na poziomie stacji pogotowia rzeczywistego nadzoru lekarza nad zespołami "P". Tu możemy wzorować się na rozwiązaniach przyjętych w systemach krajów zachodnich. W tym modelu, w bazie u dysponenta zespołów dyżurują lekarze, którzy pilotują ratownika w działaniach. Ratownik wyjeżdża do wezwania, ale wie, że ma możliwość kontaktu z lekarzem, który pomoże podjąć decyzję i będzie brał za nią odpowiedzialność.

Profesor stwierdza wprost: - U nas ratownik często nie ma do kogo zadzwonić z prośbą o konsultacje i wsparcie. Nie ma też obowiązku, żeby dzwonić.

Model paramedyczny
Dokąd zatem zmierza system ratownictwa medycznego ze stale zmniejszającą się liczbą karetek "S"?

Jak podkreśla dr Przemysław Paciorek niewiele krajów stać na dysponowanie w warunkach przedszpitalnych lekarzy, europejskie systemy są głównie oparte na paramedykach. Podaje przykład Niemiec, gdzie lekarze są obecni w SOR-ach, a w warunkach przedszpitalnych zazwyczaj w śmigłowcach HEMS lub dojeżdżają na żądanie ratownika medycznego. W Londynie, w pogotowiu ratunkowym jest jeden lekarz, pełni on dyżur na śmigłowcu HEMS. Podobna sytuacja jest w Sztokholmie.

- Zmierzamy do modelu paramedycznego, w którym w części przedszpitalnej ratownictwa medycznego dominują ratownicy medyczni, ale nie eliminujemy całkowicie lekarzy z systemu - uważa konsultant wojewódzki.

Czytaj też: Praca w systemie ratownictwa medycznego, to dzisiaj zajęcie dla pasjonatów

Według danych z rejestru lekarzy i lekarzy dentystów, prowadzonego przez Naczelną Izbę Lekarską, liczba lekarzy posiadających specjalizację z medycyny ratunkowej wynosi 1000, natomiast 993 z nich wykonuje zawód (stan na dzień 30.04.2018 r.). Zgodnie z rejestrem lekarzy odbywających szkolenie specjalizacyjne, prowadzonym przez Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego, w trakcie szkolenia specjalizacyjnego w dziedzinie medycyny ratunkowej jest obecnie 432 lekarzy (stan na dzień 6.06.2018 r.) - informuje Krzysztof Jakubiak, rzecznik prasowy, dyrektor biura prasy i promocji w Ministerstwie Zdrowia.

Może się zatem okazać, że wyliczenia sprzed lat zakładające, że w Państwowym Systemie Ratownictwa Medycznego potrzebujemy i zatrudnimy ok. 2 - 2,5 tysięcy lekarzy, niestety okażą się tylko teoretyczne. 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum