To już działa: wszczepiony rozrusznik serca monitorowany na odległość

Autor: Wojciech Kuta/Rynek Zdrowia • • 03 października 2009 08:45

Rozwiązania telemedyczne pozwalają obecnie pacjentom ze wszczepionym kardiowerterem-defibrylatorem na znaczne ograniczenie liczby wizyt u specjalistów. Telemonitoring pracy tych urządzeń stosowany jest już z powodzeniem w wielu krajach. Coraz śmielej wkracza także do Polski.

Kardiowerter-defibrylator (ang. ICD, implantable cardioverter defibrillator), to niewielkie urządzenie elektroniczne, potocznie zwane rozrusznikiem, którego zadaniem jest rozpoznawanie groźnej dla życia arytmii serca i przerwanie jej poprzez wykonanie odpowiedniej interwencji elektrycznej.

Jeżeli ICD wykryje niebezpieczną arytmię, wysyła silny impuls elektryczny, przywracający normalny rytm pracy serca i w ten sposób zapobiega nagłej śmierci sercowej. Każdy, któremu wszczepiono takie urządzenie, musi pojawiać się na kontrolach nie tylko u kardiologa, ale także u elektrofizjologa.

Rozwiązania telemedyczne pozwalają obecnie na znaczne ograniczenie liczby wizyt u specjalistów. Telemonitoring pracy kardiowerterów-defibrylatorów stosowany jest już z powodzeniem w wielu krajach. Coraz śmielej wkracza także do Polski.

– Proste w obsłudze urządzenie do telemonitoringu pacjent otrzymuje wraz ze wszczepieniem defibrylatora-kardiowertera. W zależności od producenta – za pomocą sieci komórkowej lub po podłączeniu do stacjonarnej linii telefonicznej – wszelkie informacje o pracy wszczepionego urządzenia wędrują do serwera, do którego dostęp mają specjaliści z ośrodka medycznego – tłumaczy miesięcznikowi Rynek Zdrowia dr Oskar Kowalski, kierownik Pracowni Elektrofizjologii w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Czerwony alarm

– W bazie mamy na razie 86 pacjentów w systemie telemonitoringu. Po zalogowaniu się widzimy np., że trzy osoby będą miały niebawem rutynową, planową kontrolę – doktor Kowalski wskazuje na monitor komputera.

– Natomiast u jednego pacjenta pojawia się czerwony alarm, który zdefiniowaliśmy jako coś ważnego – to m.in. interwencja urządzenia lub zaburzenie jego funkcji. U kolejnych sześciu osób jest status żółty, czyli coś, co należy sprawdzić, ale nie jest to związane z zagrożeniem pacjenta – dodaje nasz rozmówca.

Okazuje się, że ów czerwony alarm oznaczał, że bateria zaczyna się wyczerpywać i w ciągu niespełna trzech miesięcy trzeba u tego pacjenta wymienić urządzenie. Można więc zawiadomić tę osobę, kiedy powinna zjawić się u nas w celu wykonania zabiegu.

Każdy pacjent z implantowanym kardiowerterem-defibrylatorem musi pojawiać się na kontrolach nie tylko u kardiologa, ale i elektrofizjologa, który ocenia, jak działa samo urządzenie. Powinno być tak wyregulowane, aby działało skutecznie, a także nadmiernie nie zużywało baterii.

Urządzenia mogą np. interweniować „nieadekwatnie”, czyli kiedy stan pacjenta jest prawidłowy – np. w trakcie przyspieszonej akcji serca związanej z wysiłkiem lub emocjami. Każda taka interwencja jest nieprzyjemna, często bolesna.

– Konieczne jest więc optymalne programowanie urządzenia, aby nie pominęło arytmii groźnej dla życia, ale też by nie dochodziło do interwencji niepotrzebnych. Mogą one być też wynikiem uszkodzenia elektrody, np. gdy jest pęknięta i powstaje szum elektryczny mogący imitować arytmię. Wtedy oczywiście należy urządzenie wymienić – tłumaczy Oskar Kowalski.

Odległość traci znaczenie
Z tych wszystkich względów pacjent musi być regularnie kontrolowany, zgodnie z zaleceniami, co 3-6 miesięcy. Do dużych centrów kardiologicznych, takich jak w Zabrzu, pacjenci dojeżdżają z kilku województw.

Oczywiście w wielu województwach są mniejsze ośrodki, które także implantują ICD. – Tyle że pacjent np. mieszka na wsi, skąd jadą dwa autobusy dziennie. Albo ma 80 lat lub zdarza się, że nie jest pewien, czy z jego sercem lub urządzeniem dzieje coś niedobrego. I zaczyna żyć jeżdżeniem do szpitala... – dr Kowalski wylicza sytuacje utrudniające prowadzenie właściwego leczenia. Telemonitoring pokazuje również parametry, mogące świadczyć o wydolności pacjenta, takie jak np. średnia akcja serca, zapis EKG.

W Polsce z takiego rozwiązania korzystają już m.in., poza Zabrzem, ośrodki kardiologiczne w Warszawie i Łodzi.

Pierwsze zalecenia europejskie
– Chcielibyśmy, jeśli tylko będzie to możliwe – m.in. dzięki negocjowaniu z dostawcami jak najkorzystniejszych cen – aby każdy nasz pacjent z wszczepionym defibrylatorem kardiowerterem, miał także urządzenie do telemonitoringu – mówi dr Oskar Kowalski. – Oznacza to nie tylko wygodę dla pacjenta, ale pozwala też skracać kolejki oczekujących na kontrole w poradniach.

– Są już zresztą pierwsze zalecenia Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego, mówiące o tym, że u pacjentów objętych telemonitoringiem, czas między wizytami w ośrodku w celu kontroli pracy urządzenia można wydłużyć z sześciu miesięcy do jednego roku.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum