Testy na koronawirusa pomogą medykom, ale 7-dniowa kwarantanna nie do uniknięcia

Autor: PW/Rynek Zdrowia • • 27 marca 2020 06:00

Wprowadzenie szybszej ścieżki wykonywania testów w kierunku koronawirusa dla personelu medycznego poprawi nieco bezpieczeństwo profesjonalistów z I linii walki z koronawirusem. Kontakt z pacjentem zakażonym zawsze jednak prowadzi do wysłania personelu na 7-dniową kwarantannę. - Wynika to ze specyfiki testów molekularnych - wyjaśniają specjaliści.

Medycy w czasach epidemii są na wagę złota. Fot. Shutterstock

Przedstawiciele zawodów medycznych prowadzą w mediach społecznościowych kampanię "nie kłam medyka", która ma uzmysłowić wszystkim pacjentom, jak ważne jest teraz przekazywanie pełnych informacji o stanie zdrowia, w tym o przebywaniu na kwarantannie czy kontaktach z osobami, które zostały poddane kwarantannie, gdyż mogą być zakażone koronawirusem SARS-CoV-2.

Kontakt z pacjentem, który nie przekazał informacji, że znajduje się w grupie zagrożonej i u którego później potwierdzono zakażenie, prowadzi do przymusowej kwarantanny zespołu ratownictwa medycznego, osób z personelu szpitalnego czy przychodni. Lekarze, ratownicy, pielęgniarki bezcenni dla systemu w czasach epidemii są wyłączani z pracy na 7 dni i poddawani badaniom. 

Praktycznie nie można skrócić tej procedury. Wynika to ze specyfiki testów w kierunku wykrywania koronawirusa. - Dopiero po siedmiu dniach od kontaktu mamy szansę wykryć wirusa (w dostępnych testach molekularnych - red.), a po kilkunastu dniach mamy możliwość wykryć szybkimi testami (serologicznymi - red.) czy ktoś przechorował koronawirusa - tłumaczył we wtorek (24 marca) w TVN24  minister zdrowia Łukasz Szumowski

Medycy w czasach epidemii - na wagę złota
Z zatajaniem takich faktów przez pacjentów personel medyczny styka się w karetkach pogotowia, na SOR, w POZ. "Jeden z moich kolegów, lekarz rodzinny, został okłamany przez pacjenta, który nie przyznał się do tego, że ma kwarantannę z uwagi na podejrzenie zarażenia koronawirusem. Takie nieodpowiedzialne zachowanie może pozbawić setki osób dostępu do poradni POZ" - pisał kilka dni temu na Twitterze Jacek Krajewski, lekarz rodzinny, prezes Porozumienia Zielonogórskiego. NFZ uruchamia znacznik w systemie eWUŚ, który ma informować personel o przebywaniu na kwarantannie i zapobiegać takim, i podobnym sytuacjom. Nie można ich jednak wykluczyć.

Profesjonaliści medyczni domagali się, aby umożliwiono im szersze testowanie w kierunku wykrywania wirusa, by mogli uchronić siebie, rodziny i współpracujący personel oraz kolejnych pacjentów przed zarażeniem. O tym jak ważny jest dostęp do testów dla personelu medycznego przekonują doświadczenia innych krajów. Portugalska Izba Lekarska (Ordem Dos Medicos) podała, że personel medyczny stanowi aż 20 proc. wszystkich zarażonych. We Włoszech odsetek również jest wysoki i sięga ok. 8 proc. wszystkich wykrytych zakażeń.

- Nam bardzo zależało, by w czasach epidemii można było szybko ustalić czy lekarz, ratownik, pielęgniarka są zdrowi, czy nie. Trzeba brać pod uwagę, że bez względu na to czy ktoś pracuje w sektorze publicznym, czy prywatnym, to aktualnie wojewoda może go powołać do pomocy w innych szpitalach. Każda osoba o kwalifikacjach medycznych podczas epidemii jest na wagę złota - mówi nam Michał Bulsa, zasiadający w prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej.

Dodaje: - Zatem w razie potrzeby musimy wyraźnie wiedzieć czy możemy z wiedzy tej osoby skorzystać czy nie. Potrzebujemy bardzo krótkich algorytmów, które będą jasno podawały ilu mamy medyków zdolnych do walki z SARS-Cov-2 i jak najbardziej, w ramach rozsądnych algorytmów, skrócić ich przymusową bezczynność podczas kwarantanny w domach.

Sanepid - jak już pisaliśmy - jeszcze w miniony poniedziałek poszerzył definicję przypadku na potrzeby nadzoru nad zakażeniem ludzi nowym wirusem SARS-CoV-2.

Co oznaczają nowe kryteria testowania
Jak przekazał rzecznik prasowy Głównego Inspektora Sanitarnego Jan Bondar, najważniejsza zmiana dotyczyła medyków i umożliwienia szerszego wykonywania im testów na wykrycie patogenu wywołującego COVID-19. Obecnie test diagnostyczny może być wykonany zarówno u lekarza, jak i pielęgniarki, ratownika medycznego czy diagnosty, gdy mają oni określone objawy niewydolności oddechowej, ale nie do końca potrafią potwierdzić źródła zainfekowania. Wykonanie testu lekarz może też zlecić pacjentowi, u którego zaobserwował takie objawy.

W sytuacji potwierdzonego kontaktu z zakażonym, procedury są dla medyków, takie jak dotąd. W przypadku personelu medycznego bez objawów, który miał kontakt z potwierdzonym przypadkiem - stosowana jest kwarantanna.

Niestety, kwarantanny personelu medycznego krótszej niż 7 dni zazwyczaj nie da się uniknąć. Z pracy wypada kadra całych oddziałów. Taki okres kwarantanny podyktowany jest nie tylko oczekiwaniem na wyniki badania, ale przede wszystkim czasem po jakim możliwe jest wykrycie wirusa w organizmie zakażonego.

Jak tłumaczy nam prof. Waleria Hryniewicz z Narodowego Instytutu Leków, były konsultant krajowy w dz. mikrobiologii lekarskiej (do czerwca 2018r.), procedura wykonania testów genetycznych wykrywających RNA koronawirusa SARS-CoV-2 wymaga zwykle 6-8 godzin, choć może być krótsza lub dłuższa w zależności od metody i obciążenia pracą laboratorium. Zlecanie testu bezpośrednio po kontakcie z potwierdzonym lub podejrzanym przypadkiem COVID-19 i uzyskanie następnie ujemnego wyniku nie wyklucza zakażenia u osoby badanej.

Kiedy wykonywanie testu nie ma sensu
- Zatem bezpośrednio po kontakcie, czy w pierwszych dobach po kontakcie, wykonywanie takiego testu nie ma sensu - mówi profesor.

Czułość testu molekularnego wzrasta wraz z czasem namnażania się koronawirusa w organizmie pacjenta, a to zależy m.in. od dawki materiału zakaźnego jaki przyjęła osoba zakażona, od wrażliwości osobniczej na patogen.

- Przyjmuje się, że wykonanie testu powinno nastąpić po 5-7 dobach od kontaktu, co powoduje, że wynik staje się znacznie bardziej wiarygodny. Nawet u 30-40 proc. osób zakażonych w pierwszych dniach choroby COVID-19 wynik testu może być fałszywie ujemny - mówi prof. Waleria Hryniewicz. Dodaje: - W przypadku zapalenia płuc może być przydatne TK prezentujące zmiany dość charakterystyczne dla zakażenia wirusowego, choć oczywiście może to być grypa, a nie COVID-19.

Powyższe uwagi dotyczące czasu oczekiwania dotyczą oczywiście także zastosowania testu molekularnego u każdego pacjenta. Tzw. szybkie testy kasetkowe i paskowe, czyli serologiczne, dają wynik jeszcze później.

- W Polsce szybkimi testami kasetkowymi czy paskowymi byli testowani pacjenci, którzy mieli już postawione rozpoznanie. Niestety pomimo wcześniejszej diagnozy większość tych testów wyszła ujemna, dlatego że jeszcze pacjenci nie wytworzyli przeciwciał - wyjaśnił minister Łukasz Szumowski.

Jak mówił, zdecydowano się jednak na stosowanie w Polsce u pacjentów serologicznych testów przesiewowych. Będzie ich rozdysponowanych kilkadziesiąt tysięcy. Ważne jest jednak, aby stosować je zgodnie z instrukcją.

- Razem z testami będziemy rozsyłali instrukcję PZH, która mówi, kiedy te testy stosować. Na przykład jak ktoś przyjdzie na izbę przyjęć i jest chory od dwóch tygodni, u niego ten test może dać informację o zakażeniu - wyjaśniał minister Szumowski.

Jak zatem można sądzić z wypowiedzi ministra, testy kasetkowe czy paskowe ułatwią odnajdywanie pacjentów zakażonych, nie wydają się jednak przydatne dla personelu medycznego, który potrzebuje wiedzy o swoim stanie zdrowia "na już".

Jak podkreślała w środę (25 marca) w programie "Fakty po Faktach" w TVN24 dr Grażyna Cholewińska-Szymańska, mazowiecki konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych, testy szybkie nie służą postawieniu diagnozy - są przesiewowe, populacyjne, dzięki nim możemy stwierdzić jaki jest odsetek osób, które zetknęły się z koronawirusem, niekoniecznie chorując, ale muszą wobec takich osób zapaść decyzje co do ich dalszej izolacji.

Testy kasetkowe - obarczone dużą granicą błędu
- Nie dla każdego zakażonego ten typ testów jest przydatny. Są one obarczone dużą granicą błędu. Ich skuteczność wynosi ok. 40 proc., czułość też nie jest duża. Możemy się po nich więc spodziewać wyników fałszywie dodatnich jak i fałszywie ujemnych - zaznaczyła dr Cholewińska-Szymańska.

Jak mówi nam prof. Waleria Hryniewicz, zastosowanie technik serologicznych, w tym testów kasetkowych, będzie miało znaczenie, gdy zechcemy zdobyć wiedzę o samej epidemii po jej ustąpieniu, o jej rozmiarze, podatnych osobnikach, a także prognozowaniu kolejnych ataków wirusa (seroepidemiologia).

- Testy te będą ogromnie ważne i niezbędne w badaniach nad szczepionkami - podkreśla profesor, dodając, że szersze wprowadzenie testów przesiewowych do diagnostyki w COVID-19 nie jest rekomendowane przez specjalistów w dz. mikrobiologii, chorób zakaźnych i innych, ani przez ECDC i WHO.

- Według mojej oceny stosowanie takich testów może wręcz nasilać epidemię, bo ich wyniki nie są dowodem na wyzdrowienie i eliminację wirusa, a tak mogą być interpretowane. W diagnostyce zakaźnej musi być wykryta obecność patogenu, w tym przypadku materiału genetycznego wirusa, bowiem to jego obecność świadczy o chorobie i dalszej zakaźności. Stosujmy więc dotychczasową wiarygodną diagnostykę genetyczną zakażenia - mówi prof. Hryniewicz.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum