Szkoły nie dbają o bezpieczeństwo dzieci narażonych na wstrząs anafilaktyczny. Bo nie muszą

Autor: Jacek Wykowski/Rynek Zdrowia • • 10 sierpnia 2018 06:00

Wstrząs anafilaktyczny może zdarzyć się także w szkole, szczególnie wśród dzieci z alergią pokarmową. Tymczasem w większości placówek brakuje zestawów przeciwwstrząsowych, nie wspominając o adrenalinie w formie ampułkostrzykawki. Nawet jeśli rodzic we własnym zakresie wyposaża dziecko w lek, nauczyciele nie wiedzą, jak i kiedy go podać.

Wśród populacji osób uczulonych na pokarmy, ok. 8-10 proc. reaguje wstrząsem anafilaktycznym. Jedynym lekiem, który zdecydowanie zwiększa szansę wyjścia ze wstrząsu jest adrenalina. Fot. Elizabeth Albert/Flickr (CC BY 2.0).jpg

Rodzice dzieci, które są zagrożone wystąpieniem wstrząsu anafilaktycznego, często sami wyposażają je w ampułkostrzykawki. Apelują jednak, by adrenalina w formie ampułkostrzykawek lub autowstrzykiwaczy była dostępna także w szkole. Chcą ponadto, by placówka zadbała o bezpieczeństwo dzieci, które same nie zaaplikują sobie adrenaliny lub u których wstrząs wystąpi po raz pierwszy.

Póki co w szkole dzieciom zwykle nie ma kto podać adrenaliny - nawet tej, którą noszą ze sobą. Pielęgniarka szkolna - jeśli w ogóle jest - pracuje w określonych godzinach, a nauczyciele nie są przeszkoleni zarówno w podawaniu leku, jak i w rozpoznawaniu objawów wstrząsu. 

- Wśród populacji osób uczulonych na pokarmy, ok. 8-10 proc. reaguje wstrząsem anafilaktycznym. Następuje on w ciągu kilku-kilkunastu minut i może skończyć się zgonem. Jedynym lekiem, który zdecydowanie zwiększa szansę wyjścia ze wstrząsu jest adrenalina, a w sytuacji, gdy o życiu decydują sekundy, dziecko musi ratować osoba, która jest bezpośrednim świadkiem zdarzenia - podkreśla prof. Zbigniew Bartuzi, prezydent Polskiego Towarzystwa Alergologicznego (PTA).

W szkołach nie ma adrenaliny, nawet w najprostszej formie
Adrenalina w szkołach powinna znajdować się w tzw. zestawach przeciwwstrząsowych, które wchodzą w skład wyposażenia gabinetów profilaktyki zdrowotnej i pomocy przedlekarskiej. Jeśli takiego gabinetu nie ma, nie ma też zestawu przeciwstrząsowego, a więc i adrenaliny. Według NIK jedynie 49,7 proc. szkół podstawowym ma wspomniane gabinety, a w przypadku gimnazjów - tylko 46 proc.

- W szkole, nawet na wyposażeniu gabinetu pielęgniarki, nie ma w standardzie zestawu przeciwwstrząsowego, dlatego w większości przypadków ich tam nie znajdziemy - tłumaczy Rynkowi Zdrowia Lidia Gądek, lekarz rodzinny i posłanka.

Innym problemem jest brak adrenaliny w wygodnej do zaaplikowania ampułkostrzykawce bądź autowstrzykiwaczu.

- To powinny być ampułkostrzykawki w dwóch dawkach, które można podać natychmiast, a nie zwykłe ampułki, z których trzeba odmierzać adrenalinę, naciągać ją i gdzieś biec ze strzykawką. To nieporozumienie. Nauczyciel też takiej adrenaliny nie poda - zaznacza prof. Bartuzi.

Nie poda, bo się z reguły boi. Boi się, bo nie jest przeszkolony.

- Nauczyciele mają oczywiście obligatoryjne szkolenia z zakresu pierwszej pomocy, ale to szkolenia dotyczące zwykle zatrzymania krążenia. Tymczasem nie jest prawdą, że adrenalinę musi podać osoba o zawodzie medycznym. Po to właśnie wymyślono ampułkostrzykawkę (trzeba zaaplikować bezpośrednio na skórze i wcisnąć tłoczek) i autowstrzykiwacz (można podać przez ubranie, wstrzyknięcie następuje automatycznie), by mogła to zrobić osoba, która jest zagrożona wstrząsem albo ta, która jest najbliżej - wyjaśnia szef Sekcji Resuscytacji i Medycyny Stanów Nagłych Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii, dr Wojciech Rychlik z Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach.

Prawo nie nakazuje, więc szkoła nie musi
15 maja br. ogłoszono rozporządzenie ministra zdrowia z dnia 25 kwietnia 2018 r. zmieniające rozporządzenie ws. wykazu produktów leczniczych, które mogą być doraźnie dostarczane w związku z udzielanym świadczeniem zdrowotnym, oraz wykazu produktów leczniczych wchodzących w skład zestawów przeciwwstrząsowych. Zmiana polegała m.in. na wskazaniu w załączniku nr 2 do rozporządzenia dodatkowych dwóch dawek roztworu adrenaliny do podawania domięśniowego - 150 µg i 1 mg (łącznie 4 różne dawki).

Nadal jednak nie wskazano jednoznacznie, w jakiej formie szkoły powinny zakupić lek. Jak odpowiedział nam dyplomatycznie resort zdrowia, minister "wprowadzając na wyposażenie zestawów przeciwwstrząsowych roztwór adrenaliny, nie określił, czy ma być ona w ampułkach czy ampułkostrzykawkach. Tym samym nie wykluczył użycia ampułkostrzykawek".

Zapewne do szkół będą kupowane zwykłe ampułki. Z prostego powodu - są wielokrotnie tańsze.

Resort zdrowia, ale też Ministerstwo Edukacji Narodowej, zapytaliśmy o to, czy zamierzają ''pochylić się'' nad problemem zapewnienia bezpieczeństwa dzieciom zagrożonych wstrząsem anafilaktycznym i rozwiązać kwestię ewentualnych szkoleń dla nauczycieli. Dotychczas, jak przyznaje prof. Bartuzi, MEN stało na stanowisku, że nie można obciążać nauczycieli obowiązkiem podania adrenaliny w przypadku anafilaksji - a o bezpieczeństwo uczniów powinno zadbać MZ.

- Tyle, że MZ nie jest w stanie zapewnić w każdej szkole obecności pielęgniarki. Są one dostępne tylko w jakimś procencie szkół i to jeszcze nie codziennie. W sytuacji, gdy o życiu decydują sekundy, dziecko musi ratować osoba, która jest bezpośrednim świadkiem zdarzenia. Jako Polskie Towarzystwo Alergologiczne deklarujemy współpracę/pomoc w ewentualnym przeszkoleniu nauczycieli w zakresie rozpoznawania i reagowania na anafilaksję - mówi prof. Bartuzi.

Resorty analizują problem
MZ informuje, że aktualnie procedowany projekt ustawy o opiece zdrowotnej nad uczniami umożliwi ogłoszenie przez ministra zdrowia, na drodze obwieszczenia, zaleceń postępowania dot. także uczniów ze schorzeniami alergologicznymi. Do określenia zaleceń ma zostać zaproszone PTA. 

''W projekcie ustawy określono również, że dyrektor szkoły zapewnia szkolenia dla pracowników szkoły dotyczące sposobu postępowania wobec uczniów przewlekle chorych lub niepełnosprawnych odpowiednio do potrzeb uczniów. Oznacza to, że w przypadku gdy do szkoły będzie uczęszczać uczeń przewlekle chory (np. z alergią), pracownicy szkoły podczas szkolenia uzyskają wiedzę o sposobie postępowania w przypadku wystąpienia powikłań wynikających z choroby (np. wstrząsu anafilaktycznego)'' - pisze MZ.

MEN jednak na pytanie o ewentualne szkolenia nauczycieli odpowiada z dużą dozą ostrożności.

''Brak przesłanek, zarówno merytorycznych, jak i praktycznych, aby kwalifikacje nauczyciela i pielęgniarki szkolnej były tożsame. Każdy z zawodów wymaga odmiennych, nie tylko działań, ale również predyspozycji psychicznych i osobowościowych. W związku z powyższym MEN nie wyrazi zgody na wprowadzenie obowiązku wykonywania przez nauczycieli czynności medycznych zarezerwowanych dla pielęgniarki, ratownika medycznego czy lekarza'' - zaznacza resort.

Dodaje jednak, że ''nie widzi przeszkód, by nauczyciele w ramach szkoleń z zakresu pierwszej pomocy medycznej zostali również przeszkoleni z czynności wymaganych w sytuacji ratowania życia''.

MEN informuje, że już rozmawia na ten temat z Ministerstwem Zdrowia. Gdy pytamy, czy szkolenia obejmą także podawanie adrenaliny w formie ampułkostrzykawek/autowstrzykiwaczy, resort odpowiada: ''Rozmawiamy. Po wypracowaniu szczegółowych rozwiązań będziemy mogli mówić o konkretach''.

- Zaczynamy zauważać, że atmosfera wokół tego problemu zaczyna być coraz bardziej przychylna. Potrzebna jest jednak dobra wola obu zainteresowanych resortów - podsumowuje szef PTA.

Zmiany są potrzebne, ale wdrażajmy je mądrze
Jak podkreśla dr Rychlik, ampułkostrzykawki czy autowstrzykiwacze są na pewno i łatwe w użyciu, i potrzebne, w sensie dostępności w szkołach, szczególnie w przypadku dużych populacji uczniów. Zaznacza jednak, że postulowane zmiany to także duży nakład finansowy, społeczny.

- Dlatego najpierw powinno się wykonać analizę: ile takich zdarzeń miało miejsce rocznie w ciągu ostatnich kilku lat w szkołach, w jakiej populacji etc. Po uzyskaniu danych określa się prawdopodobieństwo wystąpienia takiego zdarzenia. Dopiero potem się reaguje. Bo to, że anafilaksja może przytrafić w szkole, wiemy. Ale uczeń może się też zakrztusić czy ulec wielu innym wypadkom. Nie jesteśmy w stanie zabezpieczyć dziecka na ewentualność każdego zdarzenia - tłumaczy.

Jednak z określeniem skali problemu nie jest wcale tak łatwo.

- Ile osób umiera w Polsce z powodu wstrząsu anafilaktycznego, dokładnie nie wiemy. Szacuje się, że ok. 100 rocznie. Problem polega na tym, że wstrząs anafilaktyczny, który kończy się zgonem, bardzo często ma nagły przebieg i nie zawsze kojarzony jest z czynnikiem sprawczym, jakim jest alergia. Zdarza się, że rozpoznawana jest jedynie niewydolność krążeniowo-oddechowa, a udowodnienie, że np. dany pokarm czy inny alergen jest przyczyną sprawczą śmierci, jest niezwykle trudne, nawet w badaniu sekcyjnym - mówi prof. Bartuzi i dodaje, że istniejące ogólne szacunki mogą być zaniżone.

Dr Rychlik konstatuje, że przede wszystkim propagowanie adrenaliny w ciężkiej anafilaksji i wstrząsie jako leku pierwszego rzutu ma dużo większy sens niż podawanie sterydów, które zadziałają, ale później. Podkreśla, że szkolenie nauczycieli powinno szczególnie polegać na nabyciu umiejętności rozpoznania objawów wstrząsu.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum