System nie wyręczy nas w dbaniu o swoje zdrowie

Autor: Marcin Walków/Rynek Zdrowia • • 27 stycznia 2010 20:48

Starzenie się społeczeństwa wiąże się m.in. ze zmianą profilu zachorowalności i umieralności. Według prognoz WHO w 2020 roku, to nie schorzenia kardiologiczne, a nowotworowe będą główną przyczyną zgonów na świecie - mówi w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl prof. Jan Kotarski z I Katedry i Kliniki Położnictwa i Ginekologii UM w Lublinie, były prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego. - W Polsce nowotworami najczęściej dotykającymi kobiety są rak piersi, rak szyjki macicy, endometrium i jajnika.

Prof. Jan Kotarski - I Katedra i Klinika Położnictwa i Ginekologii UM w Lublinie, były prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego

Portal rynekzdrowia.pl: – Czy wzrost zachorowalności na nowotwory wśród kobiet wiąże się ze zmianą stylu życia? Coraz więcej kobiet jest czynnych zawodowo. Czy tu leży przyczyna?
Prof. Jan Kotarski: – Jeżeli mówimy o nowotworach, to nasuwają się dwie sprawy. Pierwsza – zachorowalność. Ona jest w pewnym sensie niezależna od kobiety, ani kogokolwiek. Choć styl życia wpływa na nasze zdrowie to, czy zachorujemy z tego powodu, bywa dość trudne do zweryfikowania. Natomiast druga sprawa – umieralność, jest zależna od tego, w jakim stadium choroby nowotworowej pacjentka zgłosi się do lekarza. W Polsce głównym problemem jest to, że zbyt duża liczba kobiet zgłasza się do lekarza w sytuacji, gdy możliwości terapeutyczne są już dość mocno ograniczone.

– Dlaczego tak jest? Nie wiedzą, do kogo się zgłosić? Nie widzą problemu?
– Przyczyn jest bardzo wiele i są bardzo zróżnicowane. Najczęściej jednak kobiety, obciążone obowiązkami rodzinnymi  i zawodowymi, po prostu lekceważą pierwsze objawy choroby. Zgłaszają się dopiero wtedy, kiedy te objawy się nasilają i są nieznośne dla funkcjonowania i życia.

– Polki nie są świadome tego, że o zdrowie trzeba dbać?

– Każde uogólnienie niesie ze sobą pewien błąd. Duża liczba kobiet jest świadoma, dba o swoje zdrowie Obserwuje się, że coraz mniej kobiet pali papierosy, odsetek pań otyłych również spada. Natomiast wydaje mi się, że za mała część społeczeństwa ma tę świadomość, że największy wpływ na zdrowie kobiety ma ona sama – nie lekarz. Najlepiej i najskuteczniej można dbać o swoje zdrowie wtedy, kiedy to zdrowie jest. W momencie, gdy sięgamy już po medycynę naprawczą, wtedy nasze zdrowie nigdy nie będzie takie, jakie powinno być.

– Kłania się profilaktyka. Jak powinna wyglądać, by zasługiwać na miano skutecznej?
– To jest pytanie tak naprawdę o dobry system opieki zdrowotnej, a ten w Polsce nie funkcjonuje prawidłowo. Popatrzmy na Stany Zjednoczone. Wysokość składki ubezpieczenia zdrowotnego zależy tam od tego, czy kobieta bierze regularny udział w badaniach profilaktycznych, czy nie. Jeżeli zachoruje na raka szyjki macicy, to mimo tego, że jest ubezpieczona, a nie robiła badań cytologicznych – ponosi koszty leczenia.

W świadomości społecznej musi zagościć fakt, że zdrowie jest ogromnym kapitałem, a opieka zdrowotna jest czymś drogim, co powstaje dzięki pieniądzom i podatkom każdego z nas. Najprostszym sposobem dbania o zdrowie jest zapobieganie chorobom, a nie ich leczenie – ta zasada od czasów Galena nie straciła na aktualności.

– Spójrzmy teraz na polskie realia. Czy Populacyjny Program Profilaktyki i Wczesnego Wykrywania Raka Szyjki Macicy i wysyłanie zaproszeń na badania cytologiczne spełnia swoje zadanie?
– Program ten funkcjonuje od kilku lat. W krajach skandynawskich, system badań przesiewowych przeciwko rakowi szyjki macicy był organizowany przez 20 lat, nim osiągnięto to, na co i my teraz pracujemy. Program się rozwija – badań jest coraz więcej. Jednak w naszym kraju nie istnieje obowiązek sprawozdawczości badań cytologicznych wykonywanych poza programem. Postulujemy jego wprowadzenie. Wtedy będziemy wiedzieli, ile kobiet wykonuje takie badania poza programem, także prywatnie. Nawet w Skandynawii odsetek ten wynosi 60%.

Sądzę, że w Polsce jest podobnie. Spodziewamy się, że duża akcja promocyjna w ramach programu, zaowocowała również istotnym wzrostem liczby badań wykonywanych przez Polki we własnym zakresie.

– Jak ten program funkcjonuje na obszarach wiejskich, gdzie nierzadko nawet dostęp do lekarza pierwszego kontaktu bywa utrudniony?

– Jestem z Lubelszczyzny, czyli po pierwsze – najbiedniejszego regionu Unii Europejskiej, po drugie – typowo rolniczego. I rzeczywiście, takie problemy obserwujemy. Wynikają one również z niewłaściwej organizacji służby zdrowia.

Mimo sukcesów programu, z roku na rok fundusze są redukowane, co głównie odbija się na akcjach informacyjnych i promocyjnych. Na Lubelszczyźnie rozwiązaliśmy problem częściowo poprzez zakup przez Ministerstwo Zdrowia tzw. cytomammobusów. Tam, gdzie przeprowadzenie badań na miejscu mogłoby być trudne czy nieopłacalne, istnieje możliwość organizacji badań kampanijnych – w danej miejscowości w konkretnym dniu.

– W jakim stopniu – Pana zdaniem – kampanie społeczne podnoszą świadomość kobiet dotyczącą profilaktyki, a na ile służą celom marketingowym producentów leków?
– Zawsze będzie powiązanie między firmami farmaceutycznymi a promocją zdrowia. I tu jest rola dla towarzystw medycznych, profesorów – by nie ulegać presji firm na promocję produktów, a na informowanie i rozwiązywanie istotnych problemów. Jeśli firma farmaceutyczna, produkująca na przykład kwas foliowy, promuje wiedzę, że podawany na miesiąc przed ciążą zapobiega wadom cewy nerwowej u płodu, to oczywiście – można powiedzieć, że promuje swój produkt, bo ta właśnie firma wytwarza kwas foliowy.

Z drugiej strony, robi bardzo dobrą rzecz, uświadamiając kobiety co do roli kwasu foliowego i jego właściwości. Powiązania medycyny z przemysłem zawsze będą – nie da się ich uniknąć. Jednak wielokrotnie te zarzuty są demagogiczne – jak już się nie ma co powiedzieć merytorycznie, to mówi się o „nakręcaniu spraw” przez firmy farmaceutyczne. Taką łatkę można przypiąć każdej akcji. Owszem, jest to duży biznes i zdarzają się w nim nieprawidłowości. Jednak w większości przypadków jest to relacja poprawna i w mojej opinii akceptowalna.

– Pomówmy o bezpieczeństwie i wiarygodności wyników badań profilaktycznych. Niedawno głośno było o mammografii wykonywanej na przestarzałym i niesprawnym sprzęcie.
– I w takich sytuacjach wyniki są najgorsze! Zarówno diagnostycznie, jak i informacyjnie. Kobieta, która systematycznie robiła badania, nagle dowiaduje się, że jest w zaawansowanym stadium schorzenia nowotworowego. Od razu wszystkie jej koleżanki wiedzą, że takie badanie jest nic nie warte. Musimy dbać o jakość wykonywanych badań. Wiemy dobrze, że badanie cytologiczne jest obarczone sporym procentem błędów, ale powtarzanie badań eliminuje to ryzyko.

– Czy dożyjemy czasów, kiedy leki nie będą potrzebne i możliwy stanie się świat bez nowotworów?

– To pytanie z gatunku, czy możliwe jest osiągnięcie próżni idealnej. Dążymy do tego. Ale życie ma to do siebie, że nie ma stuprocentowych ideałów – nawet wśród kobiet...   Świat się zmienia. Dlaczego teraz mówimy o osteoporozie, a 50 lat temu się nie mówiło? Wtedy średnia wieku była inna. Kobiety dożywały 50 lat, a nie 80 jak teraz – umierały, to i problemu osteoporozy nie było. Właśnie w aspekcie wydłużenia życia działania profilaktyczne nabierają szczególnego znaczenia.

– Na zakończenie rozmowy, jakich pięciu rad udzieliłby Pan kobietom w tygodniu walki z rakiem szyjki macicy?

– Pięciu? Wystarczy jedna! Kobiety, dbajcie o swoje zdrowie! Opieka zdrowotna może w tym pomóc, ale nie zastąpi waszej aktywności w tej dziedzinie.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum