Światowy Dzień Wcześniaka. Prof. Helwich: przez RSV choruje trzy razy więcej dzieci

Autor: Iwona Bączek • Źródło: Rynek Zdrowia17 listopada 2021 06:00

Z powodu infekcji wirusem RSV choruje obecnie co najmniej trzy razy więcej dzieci niż normalnie. To niewątpliwie wpływ pandemii koronawirusa - mówi prof. Ewa Helwich.

Badanie wcześniaka Fot. AdobeStock
  • Wirus RSV jest bardzo niebezpieczny dla dzieci urodzonych przedwcześnie - mówi prof. Ewa Helwich
  • Szczepień przeciwko wirusowi RSV nadal nie ma, ale możemy stosować immunoprofilaktykę - wskazuje
  • O objęcie wcześniaków programem w tym zakresie neonatolodzy starali się przez lata - zaznacza
  • Nie składamy jednak broni, ponieważ chcielibyśmy ten program sukcesywnie poszerzać - dodaje

Prof. Ewa Helwich, konsultant krajowa w dziedzinie neonatologii przypomniała podczas konferencji prasowej z okazji przypadającego w środę, 17 listopada, Światowego Dnia Wcześniaka, że wirus RSV atakuje drogi oddechowe nie tylko wcześniaków, ale także starszych dzieci oraz osób dorosłych, ale u nich kończy się na katarze, ewentualnie kaszlu.

"Takie dzieci z reguły wymagają hospitalizacji"

- Jest on jednocześnie bardzo niebezpieczny dla dzieci urodzonych przedwcześnie, bardzo podatnych na wszelkie zakażenia. Nie otrzymały one od swoich matek tego, co dzieci urodzone we właściwym czasie - przeciwciał przeciwko chorobom, na które matki są zaszczepione lub same je przebyły - wyjaśnia ekspertka.

- Ponadto drogi oddechowe wcześniaka znajdują się w stadium wczesnego rozwoju. Są bardzo wąskie, a wszelkie zmiany infekcyjne powodujące odpowiedź zapalną jeszcze dodatkowo je zwężają. Dlatego infekcja RSV jest dla wcześniaków bardzo ciężką chorobą, kończącą się zapaleniem oskrzeli lub płuc - dodaje konsultant krajowa.

Jak mówi, takie dzieci wymagają z reguły hospitalizacji.

"Nie mamy szczepień, ale jest immunoprofilaktyka"

- Co możemy im zaproponować? Poza działaniem objawowym, tj. monitorowaniem i nawadnianiem, niewiele. Szczepień przeciwko wirusowi RSV nadal nie ma, choć trwają bardzo intensywne prace nad szczepionką, którą będzie można podawać matce w drugim lub trzecim trymestrze ciąży, ewentualnie też osobom z otoczenia dziecka, aby maluchy mogły od nich otrzymać gotowe już przeciwciała. W ocenie WHO taka szczepionka powinna być dostępna w ciągu najbliższych 5-10 lat - wskazuje prof. Helwich.

- Na razie dysponujemy możliwością zastosowania tzw. immunoprofilaktyki, tj. dostarczenia dzieciom gotowych przeciwciał, które pomogą im w walce z wirusem. Immunizacja ma spowodować, że dziecko, które zetknie się z RSV, nie zachoruje - zaznacza.

Jak wyjaśnia prof. Helwich, różnica pomiędzy szczepionką a immunoprofilaktyką polega na tym, że szczepionka zapewnia dziecku uodpornienie czynne. W sytuacji zetknięcia z patogenem - bakterią lub wirusem - organizm reaguje tworząc barierę dla jego inwazji.

Immunizacja prowadzona w przypadku wirusa RSV, to podawanie już gotowych przeciwciał, które mają określony czas trwania - podawane są raz w miesiącu od listopada do kwietnia - przez cały sezon podwyższonego ryzyka zachorowania.

"W tym roku sezon rozpoczął się wyjątkowo wcześnie"

- Inną sprawą jest, że w tym roku sezon rozpoczął się wyjątkowo wcześnie, bo pierwsze zachorowania pojawiły się już w sierpniu. Jest to niewątpliwie wynik pandemii. Izolacja, która trwa już drugi rok, spowodowała, że zakażenia wirusem RSV były zdecydowanie rzadsze, nie powstawała zatem świeża odporność - mówi konsultant krajowa.

- W normalnych warunkach 50 proc. dzieci urodzonych w danym roku styka się z tym wirusem już w pierwszym roku swojego życia, a do końca drugiego roku życia dotyczy to już 90 proc. dzieci. Ponieważ w ub.r. tych zachorowań było bardzo niewiele, w tym roku spotkały się dwa nieuodpornione roczniki. Dlatego choruje obecnie tak wiele dzieci i to z niepokojąco ciężkim przebiegiem choroby - podkreśla ekspertka.

- Obecnie w niektórych oddziałach szpitalnych wszystkie miejsca są już zajęte i można powiedzieć, że liczba zachorowań jest co najmniej trzykrotnie wyższa niż normalnie - ocenia Ewa Helwich.

"O ten program neonatolodzy starali się przez całe lata"

- Tym bardziej cieszymy się, że mamy refundację immunoprofilaktyki w ramach programu ochrony najmniej dojrzałych dzieci urodzonych przedwcześnie. O ten program neonatolodzy starali się przez całe lata - przypomina specjalistka.

- Cały cykl wynosi pięć dawek, minimum to trzy dawki. Do programu kwalifikujemy dzieci najmniejsze, urodzone przed ukończeniem 28. tygodnia ciąży, z masą ciała poniżej 1 kg. Takie dzieci są kwalifikowane do immunoprofilaktyki w październiku, aby już w listopadzie były chronione. Dzieci urodzone w danym roku później, także później włączane są do programu i otrzymują nie pięć, ale cztery lub trzy dawki - wyjaśnia prof. Helwich.

- Wcześniaki starsze, urodzone przed ukończeniem 33. tygodnia ciąży, także mają zapewnioną taką immunoprofilaktykę, ale tylko przez pół roku, w pierwszych, najtrudniejszych miesiącach życia. Trzecią grupą dzieci, które kwalifikują się do programu, są noworodki i małe niemowlęta, u których rozpoznajemy po urodzeniu tzw. dysplazję oskrzelowo-płucną. Takie dzieci rodzą się z niedojrzałymi płucami i również wymagają specjalnej ochrony - dodaje.

"Nie składamy broni. Program trzeba poszerzać"

- Nie składamy jednak broni, ponieważ chcielibyśmy ten program sukcesywnie poszerzać. Chodzi głównie o dzieci urodzone w 33. i 34. tygodniu ciąży. W ich przypadku immunizacja trwałaby przez pierwsze trzy miesiące życia. W grę wchodziłyby zatem trzy dawki, choć zobaczymy, czy uzyskamy na tyle zgodę Ministerstwa Zdrowia - zaznacza ekspertka.

- Rodzice często mają wątpliwości, czy immunizacja i szczepienia obowiązkowe nie kolidują ze sobą. Żadnej kolizji nie ma - można podawać dziecku immunoprofilaktykę i jednocześnie szczepić zgodnie z kalendarzem szczepień - przekonuje.

"Rodzice wcześniaków nie powinni być traktowani przez szpitale jak odwiedzający"

Prof. Helwich odniosła się także do sytuacji związanej z pandemią, dotyczącej izolowania dzieci od matek w szpitalach.

- Izolacja dziecka od matki po urodzeniu nie jest wskazana. Jeśli matka jest zakażona, należy po prostu stosować powszechnie znane metody ochrony: maseczki i mycie rąk. Jeśli na oddziale szpitalnym, na którym przebywa dziecko, nie ma przypadków zakażenia koronawirusem, tym bardziej nie ma wskazań do izolowania dziecka od rodziców. Zdecydowanie zachęcam ich jednak do szczepień i do przyjęcia trzeciej dawki - mówi konsultant krajowa.

Prof. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezes Fundacji „Koalicja dla wcześniaka” także przekonuje, że rodzice wcześniaków nie powinni być traktowani w szpitalu jak odwiedzający.

- Są niezbędni do stymulacji rozwoju dziecka, są częścią procesu terapeutycznego. Nic nie jest w stanie zastąpić ich dotyku, głosu, zapachu. Właśnie dlatego od pierwszych chwil, gdy ruszały szczepienia przeciwko Covid-19, staraliśmy się o umożliwienie im zaszczepiania się w grupie „0”, tej samej, co medycy. Starania bardzo szybko zakończyły się sukcesem, ale nadal niestety widzimy osoby, które nie chcą się zaszczepić. Tymczasem od rodziców wcześniaków zdecydowanie powinno się tego wymagać - podkreśla prof. Borszewska-Kornacka

"Rodzice również muszą zachowywać się odpowiedzialnie"

- Obecnie, gdy czwarta fala pandemii narasta, obawiamy się, że problemy z przebywaniem wraz z dzieckiem w szpitalu, jakie mieli rodzice w poprzednich falach, znowu powrócą - dodaje.

Jak mówi Elżbieta Brzozowska, wiceprezes Fundacji „Koalicja dla wcześniaka”, o tym, że nie należy izolować wcześniaków od rodziców powinny pamiętać szpitale, ale sami rodzice również muszą zachowywać się odpowiedzialnie.

- A trudno nazwać odpowiedzialnym zachowaniem sytuację, w której matka lub ojciec wchodzą z katarem lub z bólem gardła na OIT noworodkowy. Takie przypadki nie powinny mieć miejsca - argumentuje.

Czytaj też: Wirus RSV atakuje coraz mocniej. Najgroźniejszy dla dzieci do 2. roku życia

Czytaj też: Oddział zapełniają nam dzieci z RSV. Co to za wirus? Ekspert wyjaśnia

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum