Standardy okołoporodowe, czyli szpitalna porodówka, dom narodzin, a może poród w domu?

Autor: Katarzyna Rożko/Rynek Zdrowia • • 04 lutego 2010 06:40

Projekt rozporządzenia o standardach okołoporodowych, który jest obecnie w toku konsultacji społecznych, ma przynieść istotne zmiany, które przewrócą (być może) do góry nogami polski "rynek porodów".

Ciężarna otrzyma m.in. prawo decydowania, gdzie i w jaki sposób będzie rodzić. Przy prawidłowym przebiegu ciąży kobieta będzie mogła wybrać opcję porodu poza szpitalem. Wielu specjalistów nie ukrywa jednak, że - ich zdaniem - żadnej rewolucji nie będzie.

W domu można rodzić również obecnie, ale poród domowy nie jest refundowany. Z nieoficjalnych informacji uzyskanych w Ministerstwie Zdrowia wynika natomiast, że przygotowywany jest właśnie wniosek o włączenie do koszyka świadczeń gwarantowanych porodów domowych. Czy zwiększy to ich liczbę i przyczyni się do powstawania w Polsce domów narodzin?

Zmiany popiera Andrzej Furczyk, dyrektor Miejskiego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Lędzinach, gdzie pod koniec 2008 r. zamknięto ostatnią w Polsce izbę porodową.

– Nie pomogło ponad 50-letnie doświadczenie placówki, prośby matek, wsparcie mediów i Rzecznika Praw Obywatelskich. Izbę zamknięto, ponoć ze względu na bezpieczeństwo rodzących kobiet i ich dzieci. Padało wówczas wiele argumentów na temat ryzyka zgonów, komplikacji porodowych i okołoporodowych – przypomina dyrektor Furczyk.

I dziwi się, że w tak krótkim czasie po zamknięciu izby, powstaje projekt rozporządzenia, który dopuszcza poród poza szpitalem, w tym w domu, i o względach bezpieczeństwa nie ma mowy...

Za dużo medycyny

O nadmierniej medykalizacji porodu fizjologicznego mówi też Anna Otffinowska, prezes Fundacji „Rodzić po ludzku”, która  znalazła się w grupie ekspertów pracujących nad projektem rozporządzenia.

– Obecnie mamy zbyt dużą liczbę interwencji w trakcie porodu: przyspieszania, znieczulania, narzucania pozycji i cesarskich cięć. Przy prawidłowej ciąży, porodzie i połogu należy umożliwić współudział kobiety w podejmowaniu tych decyzji, a także respektować jej potrzeby – podkreśla Otffinowska.

Zwraca też uwagę, że jeszcze 40 lat temu połowa Polaków przychodziła na świat w domowych warunkach. A współczesne badania niezbicie dowodzą, ze poród w ciąży niskiego ryzyka jest równie bezpieczny w domu, jak w szpitalu, przy czym w szpitalu rodząca narażona jest na większe ryzyko intwerwencji w przebieg porodu.

– Porody domowe nie są w Polsce zabronione. To niektórzy lekarze robią im czarny PR. Tymczasem nie spotkałam się z udokumentowanym przypadkiem, w którym poród domowy wiązałby się z jakimś tragicznym wydarzeniem – mówi Otffinowska.

I dodaje, że ma nadzieję, iż w rozporządzeniu znajdą się także standardy określające zakres związany z przewożeniem do szpitala pacjentki rodzącej w domu.

– Taka sytuacja może się przecież wydarzyć, a postawa wielu lekarzy i pracujących w szpitalu położnych bywa wówczas tak wroga, że rodzącej kobiecie, która potrzebuje przecież wsparcia, trudno ją zaakceptować – mówi prezes Fundacji.

Szansa dla domów narodzin?

Katarzyna Grzybowska, położna, założycielka Domu Narodzin w Warszawie, a także pomysłodawczyni Warszawskiego Centrum Narodzin, które ma być współrealizowane przez Specjalistyczny Szpital św. Zofii, uważa, że standardy okołoporodowe to krok milowy. Jednak najważniejsza jest możliwość wyboru, która umożliwi zwiększenie liczby porodów domowych i da szansę domom narodzin.

Położna podkreśla jednocześnie, że świadczenia okołoporodowe to holistyczna opieka nad pacjentką od chwili zajścia w ciążę, do kilku miesięcy po porodzie: w domu narodzin kobieta powinna pojawić się nie na sam poród, ale na początku ciąży lub nawet wówczas, gdy ją dopiero planuje.

– Dom narodzin to także poszerzona edukacja okołoporodowa. Położną kobieta wybiera sobie sama. To właśnie ona, a nie ta, której akurat wypadł dyżur, będzie jej pomagała przy porodzie – zaznacza Katarzyna Grzybowska.

Założycielka Domu Narodzin w Warszawie ma również nadzieję, że standardy okołoporodowe zmienią nastawienie do porodów w warunkach pozaszpitalnych zarówno lekarzy, jak i samych ciężarnych. Jak podkreśla, np. w Holandii w warunkach domowych, w otoczeniu bliskich, rodzi się 80 proc. dzieci.

– W Warszawie w 2009 r. odbyło się 60 porodów domowych. To niewiele, ale chętnych było więcej. Póki co barierą mogły być też finanse: poród domowy kosztuje 2 tys. zł. Sytuacja zmieni się jednak z chwilą wprowadzenia refundacji – ocenia położna.

Rewolucji nie będzie?

Leokadia Jędrzejewska, konsultant krajowy w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologicznego i położniczego, nie sądzi natomiast, by rozporządzenie wpłynęło znacząco na rynek porodów.

– Wątpię, by położne ruszyły masowo, by zakładać domy narodzin. To zbyt duże przedsięwzięcie finansowo-organizacyjne, natomiast porody domowe to wciąż nikły procent całości – mówi Jędrzejewska.

I dodaje, że warto skupić się raczej na zmianie prowadzenia porodów na salach porodowych.

– Obecność partnera, łagodzenie bólu różnymi metodami, możliwość pozostawienia dziecka przy matce: nad tym trzeba pracować. Ciąża i poród mają być punktem wyjścia do kolejnych ciąż, a nie traumatycznym przeżyciem. To jest nie tylko kwestia procedur czy mentalności, ale nie oszukujmy się, także warunków finansowych – podkreśla konsultant.

Podobnie uważa prof. Krzysztof Sodowski, ordynator Klinicznego Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Szpitalu Miejskim w Rudzie Śląskiej.

– Należy stworzyć warunki bezpiecznego porodu, ale w szpitalu, w dobrze wyposażonych salach porodowych, przypominających ciepłe zacisze domowe, w gronie rodziny. Tworzenie „domów narodzin” wydaje się natomiast pozbawione sensu. Już sama nazwa budzi duże wątpliwości. Trzeba raczej unowocześnić sale porodowe, zadbać o przyjazną atmosferę, pomagać w walce z bólem różnymi konwencjonalnymi i niekonwencjonalnymi metodami, ale w bezpiecznych i komfortowych warunkach szpitalnych – podkreśla prof. Sodowski.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum