Sportowcy też chorują przewlekle. Czy wtedy terapia może zamienić się w doping?

Autor: Jacek Janik/Rynek Zdrowia • • 17 marca 2010 06:07

We wtorek (16 marca) Polski Komitet Olimpijski poinformował, że badanie próbki B Kornelii Marek, narciarki biegowej i olimpijki z Vancouver, potwierdziło obecność EPO, silnego środka dopingującego. Konsekwencje dla zawodniczki będą bardzo bolesne. Mogą oznaczać koniec jej kariery sportowej, a na pewno dyskwalifikację na co najmniej dwa lata. Są jednak środki figurujące na liście zakazanych, które zawodnicy mogą stosować.

To swoiste kuriozum. Mówiła o tym w czasie igrzysk w Vancouver Justyna Kowalczyk, co wywołało prawdziwą burzę. Chodzi o sportowców z astmą. Jest ich wielu, mogą przyjmować legalnie leki a w nich substancje, które są niedozwolone.

Astma oskrzelowa jest przewlekłą chorobą zapalną dróg oddechowych, która dotyka część populacji. Sportowiec, jak każdy śmiertelnik, także może cierpieć na tę dolegliwość. Statystycznie jednak zapadalność na astmę u sportowców jest zaskakująco wysoka.

Choroba zawodowa?
W sportach wytrzymałościowych, zarówno letnich jak i zimowych – w lekkiej atletyce, pływaniu, w narciarstwie klasycznym ilość astmatyków sięga kilkudziesięciu procent. Obecność w tej grupie. 60 – 80 procent chorych jest zjawiskiem, co najmniej niepokojącym. Z pewnością astmę oskrzelową można uznać za ich chorobę zawodową. Jak każdą, należy ją leczyć.

Jedną z grupy leków używanych w astmie oskrzelowej są wziewne steroidowe leki przeciwzapalne, które rozszerzają oskrzela, wpływają na zdolność przenoszenia tlenu przez barierę płuco-krew.

W czasie medialnych dyskusji na temat astmy olimpijczyków powoływano się na wiele prac naukowych. Wiele z nich pochodzi sprzed kilku, a nawet kilkunastu lat. Według jednych poddawana jest w wątpliwość skuteczność poprawiania wydolności zawodników dzięki wziewnym, steroidowym lekom. Według innych – taka korelacja jednak istnieje.

Furtka w regulaminie

Jak przypomina profesor Jerzy Smorawiński, przewodniczący Komisji ds. Zwalczania Dopingu w Sporcie, kierownik Katedry Medycyny Sportu i Fizykoterapii Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu, zawodnicy cierpiący na astmę mogą używać ściśle określonych leków, w tym i tych z listy środków zakazanych przez Światową Agencję Antydopingową (WADA), w ściśle określony sposób i w odpowiednich dawkach.

– Te środki, w takich dawkach, jakie dopuszcza WADA, nie mają wpływu na wydolność organizmu. Oczywiście, po przekroczeniu pewnej dawki leki te zaczynają działać, jako substancje anabolizujące. Jestem głęboko przeświadczony, że decyzja WADA o wyłączeniach terapeutycznych, umożliwiających przyjmowanie określonych leków w określonych dawkach, została zbudowana na podstawie dokładnie przeprowadzonych badań fizjologicznych i wydolnościowych, które pokazały, że zażycie tych substancji w ilościach leczniczych u osób zdrowych nie ma wpływu na proces wysiłkowy – mówi portalowi rynek zdrowia.pl profesor Smorawiński.

Jest astma, jest leczenie
Podobnego zdania jest Marek L. Kowalski, profesor Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, alergolog, który prowadził badania nad astmą u sportowców.

– Astma jest chorobą, a choroba u wszystkich powinna być leczona. Jeśli nie jest, ludzie ci cierpią. Sportowcy powinni być tak samo traktowani jak inni, a nie gorzej, dlatego, że są sportowcami. To podstawowe założenie. Leki stosowane w dawkach leczniczych nie zwiększają zdolności do wyników sportowych, a w dawkach dużych zostają wykryte testami antydopingowymi – stwierdza profesor Kowalski.

Z kolei dr Stanisław Szymanik, lekarz Polskiego Związku Narciarskiego jest zdania, że dyskusja nad tym czy wziewne steroidowe leki przeciwko astmie zwiększają wydolność organizmu, czy tylko pomagają chorym sportowcom równać w szeregu do ludzi zdrowych, jest czysto akademicka.

– Czy te steroidy nie mają żadnego znaczenia? Gdyby nie pomagały, to z pewnością by ich nie stosowano – mówi doktor Szymanik.

Niedozwolone dozwolone
Rzeczywiście, dyskusja nad stosowaniem wziewnych leków steroidowych prowadzona nawet przez naukowców i autorytety wydaje się pewną zasłoną. Jest oczywiste, że każdy niedozwolony środek, między innymi leki z omawianej grupy steroidów przeciwko astmie, mogą zwiększać pewne parametry wydolnościowe, bo właśnie z tego powodu te leki znalazły się na liście niedozwolonych środków Światowej Agencji Antydopingowej.

Jak podkreśla Stanisław Szymanik, dyskusja przecież nie toczy się na temat leków stosowanych w leczeniu astmy, tylko o lekach z listy antydopingowej. Steroidowe leki mają działanie wyraźnie przeciwzapalne. Zdecydowanie wpływają na restytucję, długość okresu, w którym organizm po wysiłku fizycznym się regeneruje. Te leki z definicji rozszerzają drogi oskrzelowe, którymi powietrze transportowane jest do płuc, co z pewnością wpływa na poprawę wyników sportowych.

Zakazane, ale..
– Są co prawda prace, które twierdzą, że steroidy niekoniecznie zwiększają tę funkcję, ale są i takie, które dowodzą, że zwiększają ją w sposób znaczny. Na pewno ludziom chorym na astmę w dużo lepszy sposób pozwalają wentylować płuca w momencie skurczu oskrzela i to jest główna przyczyna tego, że te leki są stosowane w dyscyplinach typowo wydolnościowych. Nie mają one znaczenia na przykład w lekkiej atletyce na dystansach, gdzie biegnie sie na bezdechu – dodaje nasz rozmówca.

Inną sprawą jest to, że każdy sportowiec może zachorować na jakąkolwiek chorobę przewlekłą i to się zdarza. To też fakt, który trzeba brać pod uwagę. Wielu sportowców sięgnęło po medale chorując np. na cukrzycę. Trzeba umożliwić zawodnikom, którzy rzeczywiście chorują, stosowanie leków służących leczeniu czy ustabilizowaniu choroby przewlekłej, pomimo że znajdują się one na liście substancji zakazanych.

W czasie igrzysk w Vancouver, jak podały agencje, przeprowadzono ponad 2 tysiące różnych testów antydopingowych i przeznaczono na ten cel prawie 10 mln euro. Jednak wiadomo już, że kontrolowanie zawodników na imprezach sportowych nie zawsze ma sens, bo z organizmu można usunąć niedozwolone substancje na ten czas. Dzisiaj najlepsi zawodnicy kontrolowani są ustawicznie.

WADA jak agencja śledcza
Kilka lat temu powstał system monitorujący – Anti-Doping Administration & Management System (ADAMS).

– Wprowadzeni do niego zawodnicy są kontrolowani przez 365 dni w roku. Do igrzysk olimpijskich w Vancouver mieliśmy w PZN trójkę takich zawodników: Justyna Kowalczyk, Adam Małysz i Kamil Stoch. Przed igrzyskami PZN został zobligowany do wprowadzenia do systemu ADAMS wszystkich, którzy mieli wziąć udział w igrzyskach. I to był warunek wpuszczenia ich do wioski olimpijskiej – opowiada doktor Stanisław Szymanik.

Każdy zawodnik objęty systemem ADAMS musi wyznaczyć, bez względu na to gdzie się znajduje, 60-minutowy przedział czasowy, w którym jest dostępny dla kontrolerów międzynarodowych. Bez względu na to czy gra w tenisa na wakacjach w Sydney, czy jest na zawodach w Lahti czy w swoim domu w Pcimiu. Kontrolerzy muszą go tam znaleźć.

– Światowa Agencja Antydopingowa zamienia się w instytucję śledczą. Dochodzenia w niektórych krajach prowadzone są także na podstawie dowodów pośrednich, jak na przykład dowody zakupu różnych środków. Trudno podejrzewać, żeby ta organizacja przeoczyła tak podstawową sprawę jak umożliwienie oficjalnego dopingowania się przez zawodników niby-chorych na astmę – mówi z przekonaniem prof. Jerzy Smorawiński.

I co dalej?
Tak naprawdę działalność WADA, narodowych komisji do walki z dopingiem w sporcie, federacji sportowych, to prawdziwy wyścig, w którym te instytucje są krok za laboratoriami, producentami „środków wspomagających”.

Co dalej w sprawie astmy u sportowców, nagłośnionej dzięki Justynie Kowalczyk w Vancouver? Petra Majdić zaproponowała, aby wszyscy sportowcy, u których stwierdzono astmę przechodzili jednakowe badania w jednej klinice.

– Nie sądzę, aby były jakieś implikacje tego, co wydarzyło się w Vancouver. Nie przewiduję żadnych istotnych zmian w przepisach, bo problem astmy był już podnoszony parokrotnie, i nic się nie zmieniło. Podejrzewam, że problem nie zostanie w ogóle poruszony na sympozjum WADA, które ma się odbyć w kwietniu w Lozannie – mówi nam prof. Jerzy Smorawiński.

Innego zdania jest doktor Stanisław Szymanik, który twierdzi, że temat astmy pojawi się na najbliższym, czerwcowym kongresie FIS w Turcji i choć to bezpośrednio na razie nie będzie miało przełożenia na zmianę przepisów, to będzie jednak znaczącym sygnałem, aby coś w tej kwestii zrobić.

Czy pomogą naukowcy
Według tego lekarza PZN pewnym rozwiązaniem mogłaby być zwiększona weryfikowalność dokumentów w oparciu, o które wydawane są wyłączenia terapeutyczne, pozwalające na stosowanie wziewnych leków sterydowych na astmę.

Argumentem przeciwko badaniom wszystkich sportowców na astmę w jednym miejscu, czy weryfikowaniu dokumentacji medycznej, są kwestie finansowe. Doktor Stanisław Szymanik przypomina jednak czasy, kiedy wprowadzano testy na określenie płci, które na początku były niezwykle drogie i wykonywane jedynie przez zakłady genetyki klinicznej przy akademiach medycznych. Z czasem technologia tych badań okazała się tak prosta, że wykonuje się ją rutynowo przy kontroli antydopingowej przez wymaz z wewnętrznej strony policzka.

Technologia badań zmienia się niesamowitym tempie. Może przyjdzie w sukurs także sportowcom chorym na astmę?

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum