Spadek ilości pobrań narządów nie wiąże się z odmowami. Przyczyny są systemowe

Autor: JJ/Rynek Zdrowia • • 02 grudnia 2019 05:55

Systematycznie spada liczba przeszczepów organów od zmarłych dawców. W ubiegłym roku przeprowadzono 1390 przeszczepień, a narządy pobrano od 498 dawców. Do października tego roku przeprowadzono 1208 przeszczepień (od 411 dawców). Liczby nie świadczą jeszcze o drastycznym załamaniu się systemu, ale pokazują wyraźny trend - funkcjonuje on coraz mniej sprawnie.

Fot. Archiwum (zdjęcie ilustracyjne)

Potwierdza to w rozmowie z Rynkiem Zdrowia dr hab. Artur Kamiński, dyrektor Centrum Organizacyjno-Koordynacyjne do spraw Transplantacji Poltransplant. Twierdzi, że kiedy system opierał się na entuzjazmie i zapale jego pionierów, wszystko jakoś działało. Dzisiaj już jest jednak inaczej.

- Z czasem zachodzi potrzeba zastąpienia działań kampanijnych rozwiązaniami systemowymi. Taki moment nadszedł. Potrzebny jest nam sprawnie i efektywnie działający system koordynatorów ds. pobrań - podkreśla dyrektor Kamiński i dodaje, że ustawa transplantacyjna najważniejszym osobom w całym systemie - koordynatorom - poświęca zaledwie jedno zdanie. Nie określa też zakresu ich obowiązków i kompetencji - wskazuje Kamiński.

Wiele przyczyn
Jak tłumaczy dr Wojciech Saucha, prezes Polskiego Stowarzyszenia Koordynatorów Transplantacyjnych, powodów spadku przeszczepów oraz pobrań narządów od zmarłych dawców, bo są to naczynia połączone, jest co najmniej kilka.

- Problem finansowy jest tylko jednym z wielu. Inne to kwestie związane z koordynatorami i niedoborem kadry na oddziałach intensywnej terapii. Do tego dochodzą wszystkie problemy związane z końcem życia naszych pacjentów, a przypadku podejrzenia śmierci mózgowej przeprowadzenie wymaganej prawem procedury zakończonej stwierdzeniem zgonu. Niestety, procedury związane z opieką nad chorym umierającym nie są jeszcze dobrze ugruntowane - mówi dr Saucha.

Zauważa, że przyczyną spadku pobrań narządów od zmarłych dawców jest m.in. to, że dyrektorzy nie są zainteresowani wykonywaniem tych procedur, bo jeśli nie zachodzi potrzeba wykonania wielu badań, to koszty zaledwie się bilansują.

- Trzeba wziąć pod uwagę wszelkie niedogodności jakie towarzyszą pobraniom, np. załamanie planu operacyjnego. Często jest konieczne przeorganizowanie pracy sali operacyjnej, bo czasem pobranie trwa kilka godzin. Do tego trzeba wykonać wiele telefonów, aktualizować stan potencjalnego dawcy w systemie komputerowym, pozyskać potwierdzenia, współpracować z prokuraturą… - wylicza koordynator.

W przypadku koordynatorów (było ich w Polsce w 2018 roku 296 - red.), ich zatrudnienie w wielu miejscach przyniosło tylko krótkotrwały wzrost donacji, ale są miejsca, które w dalszym ciągu są donacyjną białą plamą, mimo zatrudnienia koordynatora.

System oparty na pasjonatach
Zdaniem dr Sauchy dzisiaj system transplantacyjny w Polsce - zgłaszania potencjalnych dawców - jest oparty na pasjonatach, którzy chcą to robić i robią to bardzo sprawnie, nie patrząc na finanse i godziny pracy.

- Mamy kilka takich szpitali w Polsce, które były bardzo aktywne, ale kiedy z nich jedna osoba odeszła, na przykład wyjechała do Wielkiej Brytanii, dawstwo całkowicie zamarło. Inną sprawą jest to, jak może 10 szpitali w Polsce zapewniać jedną trzecią wszystkich przeszczepów od zmarłych dawców, które przeprowadza się w kraju? - pyta retorycznie dr Saucha.

Bodziec finansowy, także w systemie transplantacyjnym, jest niezwykle ważny. Jego sprawność nie może się opierać wyłącznie na nielicznym gronie pasjonatów. Wielu ekspertów alarmuje, że procedury pobraniowe są bardzo kiepsko wyceniane przez NFZ. Część koordynatorów została też pozostawiona sama sobie. W szpitalach nie mają żadnego wsparcia. Często nie ma w nich miejsca, w którym mogliby porozmawiać dyskretnie z rodzinami zmarłych

Sprawnie i skutecznie działający system musi tworzyć piramidę koordynacyjną. Powinny być w nim osoby, które sprawdzają przyjęcia, a także lekarze, którzy wykonują pracę związaną z rozpoczęciem odpowiednich procedur. Na szczycie tej hierarchii powinien stać mentor, który weźmie na siebie odpowiedzialność za sprawne działanie zespołu koordynatorów. A przede wszystkim koordynatorom i dyrektorom szpitali powinno zależeć na wykorzystaniu wszystkich szans na pobranie.

Z perspektywy szpitala powiatowego
W Szpitalu Powiatowym w Złotowie (woj. wielkopolskie) po raz pierwszy dokonano pobrań narządów od zmarłego dawcy w 2008 roku, co pozwoliło wówczas uratować życie dwóm poznaniankom. Jak informuje dr Jacek Gęsicki, koordynator do spraw transplantologicznych placówki, w tym ani w poprzednim roku nie pobrano tu żadnych narządów. Jednak dwa lata temu przeprowadzono aż cztery pobrania. Na niewielki szpital powiatowy to bardzo dobry wynik i z pewnością placówka nie ma się czego wstydzić.

- Nie jest to od nas zależne. My nie kreujemy takich sytuacji, tylko dostosowujemy się do tego co się dzieje. Wykorzystujemy jedynie tzw. potencjał dawstwa. Ważne jest, jeżeli zaistnieje już taka sytuacja, żeby jej nie przegapić - wyjaśnia.

Jak przekonuje, nie można upraszczać i jednoznacznie stawiać tezy, że mniejsza ilość pobrań wiąże się jedynie z tym, że szpitalom się nie opłaca ich przeprowadzać. - To problem bardzo złożony. W niektórych, szczególnych sytuacjach, można to w ten sposób opisać, ale nie zawsze. Jest wiele placówek, które są na przykład w krytycznej sytuacji związanej z brakiem personelu. Trudno tam jest myśleć o ratowaniu pacjentów gdzieś w Polsce, kiedy ma się trudności z zaopiekowaniem się własnymi - stwierdza koordynator złotowskiego szpitala.

Śmierć mózgu orzekana rzadziej niż mogłaby być
Podstawowym pytaniem dotyczącym pobrań jest to, jak często jest orzekana w szpitalach śmierć mózgu? Jak mówi Artur Kamiński, dyrektor Centrum Organizacyjno-Koordynacyjne do spraw Transplantacji Poltransplant, z pewnością rzadziej niż mogłaby by być.

- W wielu placówkach są z tym problemy, bo nie ma specjalistów, którzy mogą to zrobić. Mamy znaczącą część szpitali, która nie jest pełnoprofilowa i trudno jest tam zwołać komisję. To dotyczy szczególnie małych jednostek. Ciągle też trwają dyskusje dotyczące zaprzestania uporczywej terapii i wielu innych kwestii, które się z tym wiążą - wyjaśnia.

Zgłaszanie potencjalnych dawców to także szereg problemów związanych z organizacją pracy szpitali. Niemal każdy z nich afiszuje się swoją misją, którą jest leczenie pacjentów. Dawstwo ma dla nich drugorzędne znaczenie. - To trzeba zmienić - uważa Kamiński i dodaje, że kolejnym problemem jest to, że dyrektor szpitala ma dylemat czy szpital ma wydać pieniądze z kontraktu na orzeczenie śmierci mózgu czy na leczenie kolejnego pacjenta.

- Dzisiaj szpital ma za zadanie realizować ryczałtowy kontrakt poprzez leczenie chorych. Z tych samych pieniędzy może też realizować pobrania. Gdyby udało się na procedury pobraniowe przeznaczyć dodatkową kwotę, która dyrektor mógłby zaliczyć do przychodów, jego spojrzenie na te procedury byłoby zupełnie inne. Tu jednak musiałyby zajść zmiany na poziomie systemowym, w MZ i NFZ - stwierdza dr Kamiński.

Miejsce koordynatora
Dyrektor Poltransplantu przyznaje, że koordynatorzy w szpitalach nie mają określonego miejsca w szpitalnej strukturze.

- W dobie cyfryzacji i bardzo rygorystycznych przepisów w zakresie ochrony danych osobowych, koordynator nie ma dostępu do bazy danych i nie jest w stanie sprawdzić wszystkiego. Musi zostać zmieniony zakres jego uprawnień, dostęp do różnych informacji. Poza tym w zakresie hierarchizacji i podległości dobrze by było, gdyby koordynator w szpitalu bezpośrednio podlegał dyrektorowi do spraw medycznych. Tak aby nie było na przykład podległości służbowej w stosunku do ordynatora anestezjologii, a tak niestety najczęściej jest - mówi dyrektor Kamiński.

- Nie zgodzę się natomiast z tezą, że spadek ilości pobrań wiąże się z odmowami. To nieprawda. Ilość sprzeciwów utrzymuje się i wynosi około 12 proc. pośród tych wszystkich, którzy są rozważani jako dawcy. To światowa średnia. To nie jest jednak najistotniejsze. Największym problemem pozostaje zgłaszalność dawców - twierdzi.

Są rozwiązania
Jak przekonuje dyrektor Poltransplantu, zmieniając system warto zastanowić się nad tym, żeby koordynator zajmował się działalnością transplantologiczna 24 godziny na dobę. Taka praca musi zostać uczciwie opłacona. Wskazuje również, że są szpitale, które bardzo dobrze rozwiązały kwestie organizacji pracy koordynatorów.

Przykładem jest Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku, gdzie funkcjonuje bezpośrednio podległa dyrektorowi komórka koordynatorska, w której pracują 3 osoby. Zawsze jest ktoś, kto jest w stanie zidentyfikować dawcę i zorganizować koordynację. Jest to możliwe jednak tylko w dużych ośrodkach klinicznych.

- W przypadku szpitali powiatowych rozwiązaniem mogłaby być opieka koordynatora nad 3-4 placówkami. Najistotniejsze jest jednak określenie praw koordynatora w szpitalu. Mamy szereg pomysłów i propozycji rozwiązań systemowych, które przynajmniej w projekcie nowelizacji ustawy transplantacyjnej uda nam się wprowadzić. Kiedy ten projekt powstanie? To już pytanie do ministra zdrowia - podsumowuje dyrektor Kamiński.

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum