Skąd to oblężenie porodówek - za mało łóżek czy zła organizacja?

Autor: Iwona Bączek/Rynek Zdrowia • • 22 stycznia 2009 07:00

W 2008 r. przyszło na świat w stolicy 36 tys. dzieci, tj. o 10 tys. więcej, niż w roku 2006 i ponad 8 tys. więcej, niż w roku 2007. Warszawskie szpitale ginekologiczno-położnicze przyjęły rekordową liczbę porodów, ale w roku 2009 przygotowują się do skoku przez jeszcze wyżej ustawioną poprzeczkę. Oznacza to, że dostęp do opieki położniczej w stolicy nie jest dobry.

Pacjentki są odsyłane ze szpitala do szpitala lub rodzą w złych warunkach. Co jest przyczyną: zbyt mała liczba łóżek czy zła organizacja? Najpierw oddajmy głos liczbom, które znalazły się w raporcie Mazowieckiego Centrum Zdrowia Publicznego w 2007 r. Już wtedy MCZP prognozowało, że w skali roku zabraknie w stolicy miejsc do porodu dla około 1500 kobiet.

Raport dotyczył stanu opieki nad matką i dzieckiem na Mazowszu w latach 2004-2006, tj. okresu, w którym trendy prowadzące do „zakorkowania” warszawskich porodówek stawały się coraz lepiej widoczne.

W raporcie z 2007 r. prof. Mirosław Wielgoś, mazowiecki konsultant wojewódzki w zakresie ginekologii i położnictwa, napisał: „Liczba łóżek położniczych na terenie województwa jest wystarczająca, ale na terenie m. st. Warszawy nie zaspokaja potrzeb, zwłaszcza w zakresie łóżek wysokospecjalistycznych, III stopnia referencyjności”.

Co mówią liczby?

Wzrost liczby porodów był już wyraźny: w 2004 r. było ich w całym regionie 48662, podczas gdy w 2006 już 53112. Jednak o ile liczba porodów fizjologicznych wzrosła tylko o 6 proc. (z 35427 do 37537) to cięć cesarskich aż o 22 proc. ( z 12530 do 15362). Autorzy raportu podkreślają, że wynika to nie tylko z życzeń samych pacjentek, ale także z asekuracji lekarzy obawiających się roszczeń i oskarżeń o zaniedbania i błędy w sztuce. Większa liczba cesarek oznacza jednak dłuższy czas pobytu pacjentki w szpitalu.

A oto dane przygotowane dla portalu rynekzdrowia.pl przez Dział Statystyki i Analiz MCZP. W samej tylko Warszawie, która ma 706 miejsc na oddziałach położniczych w placówkach publicznych i 17 w niepublicznych, wykonano w 2007 r. 9082 cesarskie cięcia na 27534 porody, cesarki stanowiły zatem jedną trzecią wszystkich rozwiązań. Średni czas pobytu na oddziale wyniósł w tym roku dla stolicy 3,8 dnia.

Już w 2007 r. MCZP prognozowało, że w skali roku zabraknie w stolicy miejsc do porodu dla około 1500 kobiet, co oznacza, że każdego dnia kilka z nich może znaleźć się w sytuacji odsyłania ze szpitala do szpitala.

Są pewne granice

Tak przynajmniej uważa Mieczysław Koprowicz, lekarz naczelny Szpitala Ginekologiczno-Położniczego „Inflancka” w Warszawie. W lecznicy przyszło w 2008 r. na świat około 4 tys. dzieci.

- Na stronie internetowej umieściliśmy deklarację, że żadna pacjentka nie zostanie odesłana z naszej placówki - mówi doktor Koprowicz. - Robimy co w naszej mocy, aby sprostać temu wyzwaniu. Bo to jest prawdziwe wyzwanie. W ciągu jednego dnia mamy kilkanaście rodzących kobiet, z których część musimy umieścić np. na ginekologii. Rozwiązania awaryjne sprawdzają się, ale tylko do pewnego momentu. Tym bardziej, że taką sytuację mamy nie od wczoraj, ale co najmniej od roku.

Podobnie jest w Szpitalu Specjalistycznym św. Zofii, w którym w 2008 r. odebrano 4648 porodów. Tylko od stycznia do września było ich 3529, tj. o 240 więcej niż kiedykolwiek w ciągu trzech kwartałów. Zarząd lecznicy nie ukrywa, że nie do końca cieszy go ten rekord, na ilości cierpi bowiem jakość i komfort pobytu pacjentek. Zmiany w stołecznym położnictwie są, zdaniem dyrekcji szpitala św. Zofii, niezbędne.

Warszawskie placówki ginekologiczno-położnicze nie są w dodatku wolne od problemów kadrowych. Mimo iż stolica jest potężnych ośrodkiem akademickim, nasyconym szpitalami klinicznymi i instytutami, tu także widać tendencję spadkową w zatrudnianiu specjalistów w zakresie ginekologii i położnictwa. W 2006 r. ich liczba zmniejszyła się np. do 606, podczas gdy w 2005 r. wynosiła 690. Na Mazowszu zmniejsza się także liczba położnych. W latach 2004-2006 ubyło ich np. 108.

Miliony na rozbudowę

Marcin Krzysztof Zakrzewski, dyrektor Biura Polityki Zdrowotnej m. st. Warszawy, podkreśla, że do 2013 r. miasto wyda potężne środki na rozbudowę swoich placówek ginekologiczno-położniczych. Inwestycje mają związek z dostosowaniem do wymagań sanitarnych i technicznych określonych w rozporządzeniu ministra zdrowia, a zarazem z ochroną liczby istniejących łóżek położniczych, która - poprzez dostosowanie w obrębie starej infrastruktury - musiałaby ulec zmniejszeniu.

- Dzięki podjętym modernizacjom liczba łóżek nie zmniejszy się, ale zwiększy o około 100 miejsc - mówi szef BPZ. - Dla Szpitala Ginekologiczno-Położniczego im. Świętej Rodziny zabezpieczonych jest w Wieloletnim Planie Inwestycyjnym 93 mln zł, dla Szpitala św. Zofii 30 mln zł (tylko w tym przypadku rozbudowa przyniesie miastu 45 dodatkowych łóżek i 10 stanowisk intensywej terapii dla noworodków) i dla Szpitala „Inflancka” 32 mln zł. Warto jednak podkreślić, że w Warszawie są także szpitale kliniczne i resortowe. Wojskowy Instytut Medyczny miał np. swego czasu położnictwo, z którego jednak zrezygnowano. Szkoda, bo taki oddział bardzo by się teraz przydał. Trzeba również pamiętać, że około 40 proc. kobiet rodzących w stołecznych szpitalach pochodzi spoza Warszawy.

Działania podejmowane przez miasto pokrywają się z propozycjami autorów raportu MCZP o stanie opieki nad matką i dzieckiem na Mazowszu, którzy postulują rozbudowę szpitali ginekologiczno-położniczych w Warszawie i zwracają uwagę na potrzebę utworzenia oddziału położniczego przy istniejącej klinice ginekologii onkologicznej WIM. Inwestycje muszą jednak potrwać...

Więcej porodów, więcej dzieci

Warszawa nie jest przygotowana na baby boom nie tylko pod względem liczby łóżek na oddziałach położniczych, ale także łóżek pediatrycznych. W latach 1990-93 lekką ręką zlikwidowano 50-70 proc. miejsc szpitalnych dla dzieci ze względu na potężny niż demograficzny. O tym, że niż nie będzie trwał wiecznie, zapomniano. Podobnie nikt nie przewidział tak ogromnego napływu do stolicy młodych ludzi z całej Polski, przyjeżdżających tu w poszukiwaniu pracy. Przyjechali, zostali, mają dzieci.

Tymczasem w Warszawie brakuje minimum 50. łóżeczek niemowlęcych i 50. dla dzieci starszych o profilu ogólnopediatrycznym. Za mało jest także o co najmniej po 20 łóżek kardiologicznych, nefrologicznych, gastrologicznych oraz neurologii dziecięcej. Ale to już zupełnie inny problem...

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum