Sezon na tragedie, czyli kiedy rozum i woda okazują się zbyt płytkie

Autor: Jacek Janik/Rynek Zdrowia • • 18 lipca 2009 10:50

W Polsce żyje około 20 tysięcy osób z uszkodzeniem rdzenia kręgowego. Jedną z przyczyn takich uszkodzeń są skoki do wody. Szacunki, bo nie prowadzi się dokładnej statystyki w tym zakresie i nie ma żadnej bazy danych, mówią o około 800 przypadkach urazów kręgosłupa w ciągu roku...

Sezon na tragedie, czyli kiedy rozum i woda okazują się zbyt płytkie
Wielu skoczków do płytkiej wody już nie opuści oddziału ortopedycznego o własnych siłach.

Zdaniem profesora Jerzego Kiwerskiego z Katedry i Kliniki Rehabilitacji Akademii Medycznej w Warszawie, z tej liczby około 100 przypadków związanych jest z poważnymi skutkami zaburzeń neurologicznych doprowadzających do pełnego, czterokończynowego porażenia. Nie pomagają prezentowane w telewizji, radiu i na bilbordach kampanie społeczne.

– Regularnie, co roku, latem powtarzają się te same ilości urazów kręgosłupa – mówi portalowi rynekzdrowia.pl dr Bogdan Koczy, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Chirurgii Urazowej w Piekarach Śląskich.

Mariusz Rokicki 10 lat temu, dzień po swoich 21. urodzinach, szukając ochłody w upalny dzień, skoczył na główkę do wody łamiąc kręgosłup w odcinku szyjnym. Od tego czasu spędza życie w wózku inwalidzkim. Swój skok i całą drogę, jaką przeszedł od tamtego dnia do dzisiaj opisuje w książce, która wydana została w kwietniu tego roku. Ma nadzieję, że jego przeżycia, lata cierpień, leczenia i rehabilitacji opisane w książce wstrząsną czytelnikiem i pozwolą mu się ustrzec przed błędem, jaki on sam popełnił.

Rajmund Zięba, mieszkaniec Tarnobrzegu od 26 lat żyje na wózku. Też ma uszkodzony kręgosłup w odcinku szyjnym na skutek skoku na głowę do wody. I on zaczął przestrzegać młodych ludzi przed konsekwencjami takich skoków. W tym roku, już po raz ósmy, w Tarnobrzegu jest organizatorem akcji społecznej „Bezpieczne wakacje – stop bezmyślnym skokom na głowę do wody”. Wsparają go Radio Leliva, Miejska Telewizja Tarnobrzeg, Echo Dnia oraz inne lokalne media.

– Żyję na wózku od 26 lat. Wiem, jak takie życie wygląda. Postanowiłem organizować tę akcję, co roku, żeby uświadomić młodym, że każdy skok do wody wymaga wielkiej rozwagi – tłumaczy.

Na główkę do dziecinnego basenu

Gdy pogoda sprzyja, zwłaszcza młodzi ludzie najchętniej spędzają wolny, wakacyjny czas nad wodą. Kiedy zawodzi instynkt samozachowawczy i wyobraźnia, niektórzy z nich trafiają na sale operacyjne, a później na wózki inwalidzkie.

– Regularnie, co roku, latem, powtarzają się te same ilości urazów kręgosłupa – mówi portalowi rynekzdrowia.pl dr Bogdan Koczy, dyrektor Samodzielnego Publicznego Wojewódzkiego Szpitala Chirurgii Urazowej w Piekarach Śląskich.

 – Szczególnie w weekendy, kiedy są upały, przywożą nam do szpitala 2-3 osoby ze złamanym kręgosłupem w wyniku skoku na głowę do wody o nieznanej głębokości. Zdarzają się nawet przypadki, że ludzie skaczą na głowę do baseników dziecięcych przy posesjach. To jest prawdziwa tragedia. Pomimo naszych zabiegów operacyjnych często te osoby są porażone do końca życia – dodaje Bogdan Koczy.

Kampanie społeczne mało skuteczne

Profesor Jerzy Kiwerski z Katedry i Kliniki Rehabilitacji Akademii Medycznej w Warszawie, były konsultant krajowy w dziedzinie rehabilitacji, twierdzi, że skuteczność kampanii społecznych przestrzegających młodzież przed skokami do wody w nieznanym miejscu jest bardzo ograniczona.

– Wszystkie te kampanie do młodzieży nie przemawiają. Młody człowiek uważa, że „jakiś frajer nieumiejętnie skoczył”, ale jemu się to nigdy nie przydarzy. Robimy takie akcje i kampanie od wielu lat z różnym nasileniem. Ich skuteczność jest niestety bardzo mierna. Nie można zauważyć po takiej akcji jakiejś znaczącej różnicy w liczbie pacjentów. To jednak nie znaczy, że nie należy takich akcji i kampanii społecznych robić – mówi profesor.

Podobnego zdania jest Rajmund Zięba, który dobrze wie, że słowa ostrzeżenia z jego akcji nie do wszystkich docierają i trzeba się z tym pogodzić.

 – Młody człowiek myśli innymi kategoriami. Zdaję sobie sprawę, że wielu z nich, mówiąc jezykiem młodzieżowym, po prostu mnie oleje. Ale jeżeli choć jeden z nich się przed skokiem zastanowi, sprawdzi wodę, do której chce skoczyć i dzięki temu nie skaże się na życie w wózku, to warto takie akcje przeprowadzać. I będę je robił dopóki wystarczy mi sił.

Granice ryzyka

Zdaniem doktora Bogdana Koczego, choć wydaje się to dziwne, sporty ekstremalne, które z gruntu zawierają w sobie element ryzyka, są mniej niebezpieczne niż skoki na głowę do wody. Ci, którzy uprawiają takie sporty są generalnie do nich przygotowani. Zabezpieczają się w odpowiedni sposób, bo w pełni świadomie wykonują ryzykowne czynności. Ich uprawianie nie generuje tylu urazów kręgosłupa, co niefrasobliwość ludzka i skakanie do wody na głowę.

Profesor Jerzy Kiwerski podkreśla, że nawet w sportach ekstremalnych, choć osoby je uprawiające ponoszą świadome ryzyko, to ryzyko jest i tak niedoceniane. 

– Nie wierzę na przykład, że ktoś, kto wyczynowo czy w celach zawodowych wspina się na wieżowce, bierze pod uwagę w tym momencie to, że może spaść. On uważa, że jest tak silny i wszechmocny, odpowiednio przygotowany i fizycznie i sprzętowo, że nic takiego zdarzyć się nie może. Niestety. Czasem się zdarza. Przy ryzykownych sportach czy pracach ryzyko po prostu wzrasta – mówi profesor Jerzy Kiwerski.

W Szwajcarii co roku przybywa 15 osób na milion mieszkańców, u których uraz kręgosłupa prowadzi do uszkodzenia rdzenia a w konsekwencji porażeń i niedowładów, w USA - 50 , w Polsce – jak oceniają specjaliści – 30 osób. Zmiany te dotyczą młodych ludzi (72 proc. przypadków to osoby, które nie ukończyły 40 roku życia), głównie mężczyzn, którzy według światowych statystyk ulegają urazom rdzenia w 87,4 porc. przypadków. Przy tym, według danych amerykańskich i australijskich od 40 do 50 proc. uszkodzeń kręgosłupa prowadzi do tetraplegii (porażenia czterokończynowego) i paraplegii (porażenia dwukończynowego). Jako jedną z przyczyn urazów kręgosłupa podaje się sporty rekreacyjne, w tym jazdę na rowerach górskich, nartach, skoki do wody i rolki.  

Za mało bezpiecznych kąpielisk

Urazy kręgosłupa, zwłaszcza w odcinku szyjnym, cechują się sezonowością. Największe ich nasilenie następuje od czerwca do połowy sierpnia. Najbardziej dramatycznym jest lipiec. Jest to czas, kiedy młodzież, która nie ma zbyt wielu obowiązków, przebywa na wakacjach, jest żądna wrażeń.

– Mimo, że nie mamy, tak jak wiele krajów europejskich, równie długiej linii brzegowej z nadmorskimi plażam, mimo, że nasze zbiorniki wodne nie są aż tak ciepłe jak te w krajach Europy południowej, to jednak wiedziemy prym na Starym Kontynencie w odsetku osób, które łamią kręgosłupy z powodu skoków do wody. Jest to wynikiem braku miejsc do bezpiecznego uprawiania działalności sportowo rekreacyjnej – twierdzi profesor Jerzy Kiwerski.

Tylko poprawienie tej sytuacji i stworzenie jak największej ilości bezpiecznych miejsc do wypoczynku może tę statystykę zmienić.

Długość życia się ciągle zwiększa. Także wśród osób z porażeniem na skutek uszkodzenia rdzenia kręgowego.

– Ratujemy osoby, które kiedyś miały o wiele mniejsze szanse na przeżycie. Nie są one jednak zdolne do samodzielnego życia. I na takie sytuacje nasz system opieki nad pacjentem też nie jest dostatecznie przygotowany – podsumowuje profesor Jerzy Kiwerski.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum