SOR 2009: podliczamy szpitalne oddziały ratunkowe

Autor: Iwona Bączek/Rynek Zdrowia • • 19 stycznia 2009 06:54

Szpitalne oddziały ratunkowe, najczęściej deficytowe i generujące poważne straty finansowe szpitali, weszły wraz ze swymi macierzystymi lecznicami w nowy, 2009 rok. Postanowiliśmy przyjrzeć się ich kontraktom i porównać ubiegłoroczne stawki dobowe do tych, które obowiązują w tym roku.

Pierwsze wnioski już są: pieniędzy jest więcej, ale wciąż o wiele za mało. Konieczne jest finansowanie gotowości oddziału, na którym, niezależnie od tego, czy pacjent jest, czy go nie ma, musi czuwać wykwalifikowany personel.

Edyta Grabowska-Woźniak, rzecznik Centrali NFZ przyznaje, że najlepiej finansowane są SOR-y, które przyjmują nie tylko najwięcej, ale także najciężej chorych pacjentów.

- W 2008 r. stawka dobowa naszego SOR-u wynosiła 5,7 tys. zł, obecnie wzrosła do 6,5 tys. zł - mówi portalowi rynekzdrowia.pl Mariusz Jędrzejczak, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Zgierzu. - Oznacza to tylko tyle, że zamiast straty 2,4 mln zł w ciągu roku szpitalny oddział ratunkowy spowoduje stratę 2 mln zł. Realny koszt pracy tej jednostki wynosi bowiem w naszym przypadku 11,8 tys. zł na 24 godziny.

Gotowość i procedury

Zdaniem dyrektora Jędrzejczaka SOR-y pozostaną deficytowe tak długo, jak długo nie zmieni się struktura ich finansowania.

- Konieczne jest finansowanie gotowości oddziału, na którym, niezależnie od tego, czy pacjent jest, czy go nie ma, musi czuwać wykwalifikowany personel i dobry sprzęt, musi palić się światło, a grzejniki muszą emitować ciepło - ocenia dyrektor. - Niezależnie od gotowości powinny być natomiast finansowane wykonywane w SOR procedury medyczne.

Także niewiele, bo o 773 zł, wzrosła stawka dobowa SOR-u w Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie. Wynosi teraz 9,3 tys. zł.

- SOR działa u nas w powiązaniu z izbą przyjęć - wyjaśnia Małgorzata Przysada, zastępca dyrektora ds. medycznych. - Łącznie przez obie jednostki przewija się w ciągu doby około 200 pacjentów. Jeśli przyjrzymy się kwocie stawki dobowej i odliczymy ponad połowę na samo tylko wynagrodzenie dwóch dyżurujących lekarzy, a także pielęgniarek i personelu pomocniczego, to na pokrycie innych kosztów zostanie niewiele.

Dyrektor Przysada zwraca też uwagę, że SOR nie jest oddziałem ratunkowym z prawdziwego zdarzenia: nie prowadzi np. hospitalizacji obserwacyjnej i nie spełnia wszystkich wymagań określonych dla szpitalnego oddziału ratunkowego.

- Taką jednostkę zamierzamy dopiero wybudować - mówi wicedyrektor ds. medycznych. - Ale tam kwota 9,3 tys. zł na dobę będzie tylko kroplą w morzu potrzeb.

Stawki lekko w górę

Na Pomorzu zostało zakontraktowanych na 2009 r. 12 SOR-ów. To tyle samo, co w roku 2008. Stawki dobowe są bardzo różne: od 5 do 16 tys. zł. Tutaj  także widać, że nieco wzrosły.

- Najbardziej poprawiło się SOR-owi w Szpitalu Powiatowym w Kartuzach, który zamiast 3 tys. zł na dobę będzie miał 7 tys. zł  - informuje Mariusz Szymański, rzecznik Pomorskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ. - SOR w Szpitalu Specjalistycznym w Wejherowie dostał 11,7 tys. zł (miał 10, 5 tys.), w Szpitalu Miejskim w Gdyni otrzymał 11,6 tys zł (miał 9,2 tys.), a w Szpitalu Specjalistycznym św. Wojciecha „Na Zaspie”, rekordzista w województwie, jeśli chodzi o stawkę, zarobi na dobę 16 zamiast, jak dotychczas, 15 tys. zł.

Na Mazowszu NFZ zakontraktował w 2008 r. SOR-y na ogólną kwotę 62,3 mln zł. W pierwszym półroczu 2009 r. (kontrakty zostały tu podpisane tylko na sześć miesięcy) płatnik wyda na ten cel blisko 38 mln zł.

- Na przykład SOR SPZOZ w Mławie, który w drugim półroczu 2008 r. miał umowę w wysokości 1,3 mln zł, w pierwszym półroczu br. podpisał kontrakt na 2,7 mln zł - mówi Wanda Pawłowicz, rzecznik Mazowieckiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ. - Analogicznie wzrosły kontrakty SOR-ów w Grodzisku Mazowieckim (z 1,7 mln do 1,9 mln zł) lub w Makowie Mazowieckim (z 1,2 mln do 1,6 mln zł).

Jaki SOR taki kontrakt?

 
Edyta Grabowska-Woźniak, rzecznik Centrali NFZ, podkreśla, że najlepiej finansowane są SOR-y, które przyjmują nie tylko najwięcej, ale także najciężej chorych pacjentów.

- Wszelkie regulacje związane z algorytmem wyliczania ryczałtu dobowego, który wszedł w życie w połowie 2008 r. razem z JGP, znajdują się w zarządzeniu szpitalnym prezesa NFZ - dodaje rzecznik Centrali. - Stawka dobowa SOR zależy zatem od ICD-10 pacjentów przyjmowanych w poprzednim okresie rozliczeniowym, stopnia wyposażenia w ciężki sprzęt diagnostyczny oraz kwalifikacji personelu. Nie trzeba dodawać, że rozpiętości w wysokości stawek są spore.

Istotnie. Dobrze widać to nawet w samej tylko Warszawie. W drugim półroczu 2008 r. SOR Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA miał stawkę dobową w wysokości 8,5 tys. zł, podczas gdy np. SOR-y Szpitala Bielańskiego (12,7 tys. zł), Szpitala Bródnowskiego (13,2 tys. zł) lub Wojskowego Instytutu Medycznego (10,8 tys. zł) były finansowane na wyższym poziomie. Podobne środki na działanie otrzymywały natomiast SOR-y szpitali wojewódzkich w Olsztynie, Elblągu i Zielonej Górze (odpowiednio: 7,3 tys. zł., 7,7 tys. zł., i 8,4 tys. zł). Na poziomie ponad 9 tys. zł na dobę finansowane były SOR-y w Wadowicach i Gorlicach, a SOR w Nowym Sączu przekroczył pułap 12 tys. zł na 24 godziny (dane liczbowe pochodzą z Centrali NFZ).

- Wszystko zależy od indywidualnych warunków panujących w każdym szpitalu - zaznacza Edyta Grabowska-Woźniak. - Niemniej warto podkreślić, że finansowanie szpitalnego oddziału ratunkowego ma związek z wewnętrzną organizacją lecznicy. Jeśli SOR działa w trybie nagłym, tzn. zaopatrzony pacjent wędruje na inny oddział, do innej placówki lub do domu, to nie będzie miał strat. Jeśli natomiast działa jak przychodnia i zajmuje się przypadkami, które powinny pozostać w gestii POZ lub specjalistyki, musi liczyć się z deficytem.

Edyta Grabowska-Woźniak dodaje, że w minionych miesiącach pojawił się pomysł finansowania SOR-ów z dwóch źródeł: gotowości do pracy ze środków resortu zdrowia i wykonanych procedur ze środków NFZ, nie ma jednak zgody na zastosowanie takiego rozwiązania.

To za mało

Co na temat finansowania SOR-ów w 2009 r. sądzi prof. Juliusz Jakubaszko, konsultant krajowy w dziedzinie ratownictwa medycznego?

- Nasze oczekiwania są znacznie wyższe - ocenia. - Nie chodzi o to, aby stawki dobowe „trochę” wzrosły, ale aby zwiększyły się, lekko licząc, trzykrotnie, tj. tak, aby mogły pokryć realne koszty funkcjonowania szpitalnych oddziałów ratunkowych. Z mojej wiedzy wynika, że kontrakty dają środki na zaspokojenie 20-30 proc. rzeczywistych potrzeb. To główny powód, dla którego wiele SOR-ów generuje rocznie 2-3 -milionowe długi i jest dla szpitala  finansową kulą u nogi. W efekcie dyrektorzy lecznic dążą do ich zamykania. Chyba, że nie brakuje im determinacji, a przychody z innych oddziałów są w stanie wyrównać straty.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum