Rzecznik szpitala bródnowskiego: trzy osoby z wypadku autobusu w stanie stabilnym

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 25 czerwca 2020 21:08

Trzy osoby, w tym jedna kobieta w ciąży, z czwartkowego (25 czerwca) wypadku autobusu w Warszawie, które do nas trafiły, są w stanie stabilnym. Wszystko wskazuje na to, że ich stan się poprawia – poinformował dyrektor Śródmiejskiego Centrum Klinicznego i rzecznik prasowy szpitala bródnowskiego Piotr Gołaszewski.

Fot. archiwum (zdjęcie ilustracyjne)

W Warszawie w czwartek autobus miejski przebił barierki i spadł z wiaduktu na trasie S8. Zginęła 70-letnia kobieta, a 18 osób zostało poszkodowanych, w tym dwoje niepełnoletnich. 17-letnią dziewczynę do szpitala zabrał śmigłowiec LPR. W akcji ratunkowej uczestniczyło 17 zespołów ratownictwa medycznego i jeden śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Jak powiedział rzecznik, trzy osoby, które trafiły do szpitala bródnowskiego są w stanie stabilnym.

- Czysto fizycznie jest całkiem nieźle. Jedna osoba to kobieta, która spodziewa się dziecka. Tym bardziej jest to wyjątkowa sytuacja. Będziemy szczególnie o nią dbali, ale nie widzimy większego niepokoju - zapewnił. Przyznał jednak, że poszkodowani są "dramatycznie poobijani psychicznie".

- Myślę, że ten wypadek był bardzo wizualnie i emocjonalnie trudny. Ci ludzie bardzo dużo przeszli nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Fizycznie to głównie złamania. Nie ma nic takiego, co by nas wyraźnie niepokoiło - stwierdził i dodał, że wszystko wskazuje na to, że ich stan się poprawia, choć - jak zaznaczył dalej - zawsze trzeba zachować pewną wstrzemięźliwość w ocenie stanu zdrowia, bo ważne są też kolejne godziny po wypadku.

- Decydujące jest zazwyczaj 24-48 godzin po wypadku. Czasami w tym czasie mogą pojawić się takie rzeczy, których nie widać nawet na najlepszym rezonansie - stwierdził.

Jednocześnie odniósł się także do samego przebiegu akcji ratunkowej, która - jego zdaniem - była "na szóstkę z plusem".

- Nie zawsze jednak wszystko odbywa się tak sprawnie, jak dzisiaj - podkreślił. Podziękował za to ratownikom medycznym, którzy brali w niej udział.

- Dla pogotowia ratunkowego - czysto koleżeńsko - ukłony za akcję - powiedział. Wyjaśnił, że chodzi o to, że w masowych wypadkach do końca nie wiadomo, ilu jest faktycznie poszkodowanych i w jakim są stanie. - I to jest to wyzwanie. Trzeba tych ludzi rozwieźć. Czasami taka akcja bywa nieudana. Niekoniecznie pogotowie jest tutaj winne. Takie jest nasze doświadczenie. Ciężko robi się, gdy przyjeżdża więcej niż sześć osób w poważnym stanie, bo nie trzyma się tylu zespołów medycznych - powiedział Gołaszewski.

Wyjaśnił, że jeśli jednocześnie z wypadku przywożonych jest kilka osób i wszystkie potrzebują natychmiastowego zabiegu, to często jest to ogromny problem.

- A dzisiaj organizacja była rewelacyjna. Poszkodowani szybko zostali bardzo racjonalnie podzieleni i rozwiezieni do poszczególnych jednostek. W efekcie, do naszego szpitala trafiły trzy osoby. To pozwoliło tych ludzi momentalnie w pełni zdiagnozować  - przyznał.

Podkreślił, że istotne jest to, by placówka otrzymała wcześniej sygnał od ratowników, którzy udzielają pomocy na miejscu, ilu będzie poszkodowanych i w jakim są stanie.

- Jeśli szpital otrzymuje natychmiast sygnał z pogotowia, gdy ratownicy są jeszcze na miejscu o tym, że będą trzy do pięciu osób, które są w stanie średnim lub średniociężkim, to szykujemy salę operacyjną, zatrzymujemy cały zespół do dyspozycji, przygotowujemy rezonans. Właśnie tak dzisiaj czekaliśmy. Inne szpitale też mogły tak zrobić. Dlatego akcja przebiegła bardzo sprawnie. Dzięki temu możemy tym ludziom pomóc - podkreślił.

Klaudia Torchała (PAP)

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum