Rośnie liczba zakażeń boreliozą

Autor: Onet.pl/Rynek Zdrowia • • 07 lipca 2009 12:22

Mamy wakacje, a wraz z nimi wraca lęk o zarażenie boreliozą lub zapaleniem opon mózgowych - chorobami przenoszonymi przez kleszcze. Czy powinniśmy się bać? W 2008 roku zgłoszono ponad 8 tys. zachorowań na boreliozę. Na kleszczowe zapalenie mózgu w 2007 roku w całej Polsce zachorowało 200 osób.

Borelioza funkcjonuje jako jednostka chorobowa dopiero od lat 80. - Nadzór nad nią rozpoczęto w 1998 roku. W 1999 roku zgłoszono nam około 600 zachorowań, podczas gdy w zeszłym roku ta liczba wzrosła do ponad 8 tys. - mówi w rozmowie z Marcinem Wyrwałem z portalu onet.pl dr Paweł Stefanoff, kierownik Pracowni Epidemiologii Chorób Zwalczanych Drogą Szczepień w Zakładzie Epidemiologii Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego.

Przypuszcza jednak, że w Polsce zachorowalność na boreliozę jest znacznie większa, tylko jeszcze nie znamy jej skali. - Nie wiemy, czy wszyscy polscy lekarze zgłaszają nam przypadki zachorowań, ponieważ gdy w Holandii - kraju o ponad dwukrotnie mniejszej populacji niż polska i rzadko zalesionym - zapytano wszystkich lekarzy rodzinnych o liczbę zdiagnozowanych przez nich przypadków boreliozy, to uzyskano wynik ponad 20 tys. zachorowań w ciągu roku - wyjaśnia dr Stefanoff.

Do organizmu ludzkiego bakterie boreliozy dostają się, kiedy pasożyt wgryza się w skórę i wpuszcza do rany ślinę, w której znajdują się substancje znieczulające. Kolejne porcje bakterii kleszcz wstrzykuje wraz z śliną, karmiąc się krwią. - Jeżeli w miejscu po ukłuciu przez kleszcza pojawi się zmiana skórna, na przykład zaczerwienienie, jest to już powód, żeby iść do lekarza - podkreśla dr Paweł Stefanoff.

Epidemiolog przyznaje, że boreliozy boimy się trochę na wyrost: - Ponad 8 tys. przypadków, o których wspomniałem, to są przede wszystkim objawy zakażenia pierwotnego, przebiegające pod postacią rumienia wędrującego, czyli rozszerzających się zmian skórnych po ukłuciu kleszcza. W takich przypadkach antybiotyk skutecznie radzi sobie z tą chorobą - zapewnia.

W niektórych przypadkach po kilku miesiącach może np. dojść do neuroboreliozy, czyli do zajęcia przez chorobę opon mózgowo-rdzeniowych. Wtedy stan wymaga hospitalizacji i intensywnego leczenia, ale nie obserwuje się po nim zgonów.

Zdaniem rozmówcy Marcina Wyrwała, znacznie groźniejsze jest kleszczowe zapalenie mózgu, występujące głównie w województwach warmińsko-mazurskim i podlaskim. - W przeciwieństwie do boreliozy na zapalenie mózgu nie ma leku. Jest natomiast szczepionka, której z kolei nie ma na boreliozę. Więc jeżeli wysyłamy dziecko na kolonie, na przykład na Mazury, to dobrze jest je zaszczepić - radzi dr Stefanoff.

Na kleszczowe zapalenie mózgu w 2007 rok w całej Polsce zachorowało 200 osób. - Na tę liczbę zachorowań mogą umrzeć jedna, dwie osoby. Ale u 40-50 proc. występują trwałe następstwa, jak niedowłady, zaburzenia psychiczne czy męczliwość. Jakość życia tych ludzi po przechorowaniu zapalenia mózgu jest znacząco obniżona - przyznaje specjalista.

W przypadku znalezienia kleszcza w skórze, zdecydowanie odradza internetowe podpowiedzi, które mówią, by usuwać kleszcza „ruchem półobrotowym”. - Żadnym półobrotowym! – przestrzega dr Stefanoff. - Trzeba kleszcza złapać pęsetą za główkę, przy samej skórze, i jednym zdecydowanym ruchem wyciągnąć go. Chodzi o to, aby jak najmniej przy nim manipulować lub zgniatać. Bo jeżeli kleszcz się zestresuje to zacznie wypluwać treść swoich jelit do naszej rany, przez co przeniesie się do niej więcej patogenów.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum