Rodziłam w pandemii, nigdy więcej nie urodzę. Uwierzcie, przeżyłam koszmar Kobiety rodzące w pandemii często wspominają poród jako traumatyczne przeżycie; FOTO: PTWP

Od początku pandemii minął rok, a w wielu szpitalach w Polsce nic się nie zmieniło. Nadal rodzi się tam "nie po ludzku" - mówią kobiety, którym system, nie los, zafundował traumatyczne przeżycia.

  • Wybuch pandemii Covid-19 z dnia na dzień pozbawił wiele ciężarnych kobiet opieki medycznej i dostępu do badań
  • Do dziś blisko połowa szpitali i oddziałów ginekologiczno-położniczych nie zdecydowała się na przywrócenie porodów rodzinnych
  • Wiele kobiet, które matkami zostały w czasie pandemii, z uwagi na traumatyczne przeżycia, świadomie rezygnuje z kolejnego dziecka

Chociaż od wybuchu pandemii w Polsce minął już ponad rok, porody rodzinne wznowiono jedynie w 53 proc. szpitali i oddziałów ginekologicznych (dane na dzień 9 marca, zebrane przez rodziców, których dzieci (u)rodzą się w czasie pandemii - "RodzimyRazem"). Najwięcej w województwach: małopolskim (78 proc.), łódzkim (71 proc.) i lubuskim (67 proc.), najmniej w lubelskim (27 proc.), podlaskim (29 proc.), świętokrzyskim i podkarpackim (po 33 proc.).

Tymczasem WHO od początku pandemii rekomenduje udział osoby towarzyszącej w porodzie. Badania naukowe napływające z całego świata mówią o znaczącej roli partnera w czasie narodzin a sami ojcowie, o chęci uczestnictwa w tej ważnej dla rodziny chwili. 

Brak porodów rodzinnych to jednak nie jedyny problem, z którym musiały mierzyć się kobiety. Wśród innych znalazły się: konieczność rodzenia w maseczkach, separacja z dzieckiem, braku kontaktu "skóra do skóry" czy brak wsparcia ze strony personelu medycznego.

Trauma zaczęła się już 4 marca

- To była pierwsza ciąża i pierwszy, wyczekiwany wspólnie z mężem poród. Termin miałam na początek maja. Wybuch pandemii wywrócił nasz świat. To, że nagle dowiedziałam się, że mąż nie będzie mógł uczestniczyć w porodzie, to jedno. Druga rzecz, równie istotna, to fakt, że wraz z wybuchem pandemii, z dnia na dzień straciłam dostęp do opieki medycznej - wspomina czas sprzed rok pani Aleksandra z Warszawy.

Lekarz, który prowadził jej ciążę, po wybuchu pandemii zrezygnował z pracy. - To były takie dwa miesiące, kiedy odmawiano mi podstawowych badań powołując się na pandemię. Nie miałam możliwości dowiedzenia się, czy ciąża przebiega prawidłowo, a była powikłana cukrzycą - wyznaje młoda mama.

Pani Ola dodaje: - Do pandemii radziłam sobie świetnie, wszystko kontrolowałam, potem zaczęłam potrzebować insuliny - cztery dawki na dobę. Przy tak trudnej ciąży nie mogłam znaleźć specjalisty, który by się mną zaopiekował.

- Dopiero trzeci lekarz, zgodziła się nas przyjąć i poprowadzić do końca ciąży. To była mała, prywatna przychodnia. Tej pani doktor jestem absolutnie wdzięczna - opowiada pani Ola.

Także pan Daniel, mąż pani Oli, przyznaje, że za sprawą pandemii, drugi okres ciąży był bardzo emocjonujący. - Pozbawiono nas możliwości wspólnego przeżycia ważnego wydarzenia jakim jest poród. Z naszej perspektywy przechodziliśmy to ciężko. Żona, zamiast spokojnie oczekiwać na rozwiązanie, zamartwiała się, że pozostanie sama. Nie było wiadomo, czego można się spodziewać a nikt nie umiał nam pomóc - wspomina.

Rodziłyśmy same, personel zapomniał, co to empatia

Potem, jak przyznają nasi rozmówcy, było już tylko gorzej. - Rodziłam w szczycie pandemii. Porody rodzinne były dostępne w pojedynczych szpitalach w Polsce, dlatego zdecydowaliśmy się na pobyt u rodziców i poród w szpitalu w lubuskim. Ordynator tamtejszego oddziału, na podstawie ilości przyjmowanej przeze mnie insuliny, bez wykonania badania stwierdził, że następnego dnia po lekkim śniadaniu, mam stawić się do szpitala na indukcję porodu. Byłam zaskoczona, jeszcze dwa dni wcześniej wszystko było w porządku a cukrzyca była pod pełną kontrolą. Następnego dnia rano po lekkim śniadaniu pojechaliśmy z mężem do szpitala, byłam w 38 tyg. ciąży - wspomina pani Ola.

Dodaje: - O godz.10-tej wykonano mi zapis KTG, wyszedł idealnie. Przed 13-tą przeprowadzono badanie USG potwierdzające, że wszystko jest w porządku. Podłączono mi KTG. Po kolejnych trzech godzinach dziecko zaczęło się bardzo intensywnie ruszać, a ja poczułam się bardzo słabo. Wiedziałam, że to spadające cukry, bo od 7 rano nie jadłam.

- Nie mogłam doprosić się jedzenia. Kiedy pojawił się lekarz, wykonał pomiar cukru, podał glukozę i zdecydował o nagłym CC, bo synkowi spada tętno. Dzisiaj mając przed sobą dokumentacje medyczną, wiem, że najniższe tętno syna wynosiło 110 i spadek miał miejsce przed podaniem glukozy. Po podaniu wszystko wróciło do normy. Nie to jednak było najgorsze… Koszmar dopiero miał się zacząć - podkreśla.

- Podano mi znieczulenie w kręgosłup. Podczas tzw. próby bólu powiedziałam lekarzowi, że wszystko czuję, chyba mi nie uwierzył. Kiedy rozcinał brzuch zaciskałam zęby, choć czułam że zemdleję z bólu, ale kiedy rozszerzał nacięcie nie wytrzymałam. Ból był nie do opisania. zaczęłam krzyczeć. Anestezjolog kazał im przestać. Podano mi coś dożylnie. Zasnęłam - opowiada.

Inne kobiety i ich mężowie też cierpieli

- Byłam w ciąży bliźniaczej, niestety doszło do ustania akcji serca jednego z dzieci w 21 tyg. ciąży. W 38 tyg. pojechałam do szpitala z powodu uchodzących, jak mi się wydawało, wód płodowych. Mąż musiał zostać przed izbą przyjęć. Zatrzymano mnie na patologii ciąży. Po upływie 2 dni stwierdzono przodowanie obumarłego płodu i wykonano natychmiastowe cięcie cesarskie z powodu zagrożenia życia drugiego dziecka - wspomina na facebooku rodząca z Bielsko-Białej.

Jak wyjaśnia, po porodzie była zdana sama na siebie. - Chciałam dokonać pochówku zmarłego dzieciątka, a z tym wiąże się lawina dokumentacji. Zaraz po porodzie przyszła doktor z dokumentem o pochówku z informacją, że mam go wypełnić już teraz. Dokumenty położyła na stoliku. Jak mogłam je wypełnić, skoro leżałam znieczulona od szyi w dół? Miałam sprawną tylko głowę i ręce. Jak miałam wstać po długopis czy dowód osobisty, który znajdował się w portfelu? Z pewnością zrobiłby to za mnie mój mąż, gdyby tylko mógł być tam ze mną - opowiada.

Pomimo trwającej już ponad rok epidemii, nadal w niektórych szpitalach niewiele się zmieniło.

Pani Beata z łódzkiego rodziła w drugiej połowie stycznia tego roku. Jej opowieść nie odbiega od tych sprzed roku.

- Wcześniej dzwoniłam do tego szpitala, żeby dowiedzieć się, czy jest kontakt skóra do skóry, pozycja wertykalna. Usłyszałam, że tak. Jednak już na miejscu było trochę inaczej. Miałam przygotowany plan porodu a nikt nawet na niego nie spojrzał. Mąż mnie przywiózł, ale nie mógł wejść. Przyjechałam, bo odeszły mi wody. Z tymi odchodzącymi wodami musiałam stać sama i czekać. Nikt nie podał mi krzesła, nie spytał, czy mam się czym zabezpieczyć przed sączącymi się wodami. Pobrano mi wymaz na Covid, nie tłumacząc, dlaczego. Byłam zdrowa, nie wskazałam na kontakt z osobą zakażoną. Pobranie wymazu zdecydowało jednak o dalszych lasach moich i dziecka - wyjaśnia.

- Po porodzie dziecko położono mi tylko na moment. Zaraz zabrała go pani neonatolog, krzycząc, że nie mogę go przytulać, bo mogę być zakażona. Sama była bez maseczki, w T-shircie, podobnie zresztą jak doktor, który odbierał poród. Najgorsze jednak było to, że do uzyskania wyniku nie mogłam zobaczyć synka. Trwało to półtorej doby - opowiada.

Rodziłam w maseczce

Kolejny problem, na który wskazują rodzące, to porodu w maseczkach. Od dawna wiadomo, że są one sprzeczne ze stanowiskiem Ministerstwa Zdrowia, z którego wynika, że przepisy nakładające obowiązek zakrywania ust i nosa nie dotyczy sali porodowej, bo dostęp do niej ma ograniczona grupa osób - rodząca i personel medyczny sprawujący nad nią opiekę.

Ministerstwo podkreślało wielokrotnie, że zgodnie z opinią konsultanta krajowego w dziedzinie położnictwa i ginekologii poród jest bardzo specyficzną sytuacją, w której noszenie maski w jego aktywnej fazie może stanowić znaczne utrudnienie, powodując trudności w oddychaniu.

"Niestety w wielu miejscach nakaz ten obowiązywał przez wiele miesięcy. - Bielsko - Biała, Szpital Wojewódzki, test na wejściu, rodzi się w maseczce aż do wyniku. Jeżeli wyjdzie pozytywny to zakładają drugą. Bielsko-Biała, Miejski im. Jana Pawła II - rodzi się w maseczce, jeśli akcja zacznie się bez wyniku"  napisała na stronie "RodzimyRazem" pani Patrycja Skrzypczak.

- Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Białej Podlaskiej. Trzeba rodzić w maseczce, a jak się nie ma lub zdejmie, to panie położne odmawiają pomocy. Rodziłam 5 godzin 35 minut w maseczce 28 lipca - podaje z kolei pacjentka z nikiem: Dominika Się.

Podobna sytuacja jeszcze w październiku była m.in. w Szpitalu Pirogowa w Łodzi czy w Szpitalu Wojewódzkim w Gorzowie Wielkopolskim.

Więcej nie urodzę, chociaż wcześniej chciałam

- Marzę o tym, aby za rok pierwsze urodziny syna świętować z radością a nie z traumą w sercu. Zawsze marzyłam o licznej rodzinie. Jednak po przeżyciach, które mnie i syna spotkały wiem, że będzie jedynakiem - pisze na forum "RodzimyRazem" kobieta rodząca w Szpitalu św. Rodziny w Poznaniu.

Dlaczego aż tak traumatycznie podchodzi do swojego porodu? Bo omal nie straciła dziecka. Jak wspomina, trafiła do szpitala w 37 tygodniu ciąży z powodu nadciśnienia indukowanego ciążą. Pomimo szybkiego ustabilizowania sytuacji i wstępnej oceny dwóch lekarzy, wskazujących na odesłanie do domu, ostatecznie podjęto decyzję o porodzie indukowanym.

Indukcja trwała cztery doby. Porodu nie wywołał ani dwukrotnie założony cewnik foleya, ani oksytocyna.

- O 7 rano, czwartego dnia, błagałam o zrobienie cięcia, ale położna mnie wyśmiała. Lekarka przebiła pęcherz twierdząc, że wtedy pewnie poród ruszy. No, ruszył... Nagle poczułam niesamowity ból. Podłączono mi Nalpain - zostałam nim wręcz naćpana. Traciłam świadomość. Wówczas do sali wszedł lekarz i stwierdził, że rodzimy. Ja nie czułam nic prócz bólu. Kazali przeć, mówiłam że nie wiem jak, krzyczeli na mnie „Nie tak! Źle pani prze!” Nagle słyszę: Uszykujcie vacuum. Vacuum się odessało. Podajcie kleszcze. Kleszczami również nie udało się urodzić. "Szykujcie sale, jedziemy na cięcie". Syn urodził się w ciężkiej zamartwicy, dostał tylko 3 pkt. apgar. Był wentylowany przez pierwsze 4 minuty - pisze.

Podobnymi wyznaniami dzielą się ze mną inne rozmówczynie. - Jak na razie, po tych wszystkich przeżyciach, powiedziałam, że żadnej kolejnej ciąży. Nie mam zamiaru przeżywać tego jeszcze raz - podkreśla Beata z woj. łódzkiego.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH

Drogi Użytkowniku!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. O celach tego przetwarzania zostaniesz odrębnie poinformowany w celu uzyskania na to Twojej zgody. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.