Ratownk medyczny w pogotowiu - zawód nie dla kobiety?

Autor: Polska Dziennik Zachodni/Rynek Zdrowia • • 10 kwietnia 2009 16:51

Stacje pogotowia ratunkowe łamią prawo, informuje Polska Dziennik Zachodni. Ratowniczki medyczne dźwigają codziennie grubo ponad 20 kilogramów, czego zabrania Kodeks Pracy. Inspektorzy pracy zapowiadają kontrole, a dyrektorzy zwolnienia kobiet z pracy.

W Pogotowiu Ratunkowym w Sosnowcu pracuje 80 osób, z czego 38 pracowników to kobiety. Dyrektor pogotowia, Marek Jeremicz, nie chce zwalniać ratowniczek, ale nie chce również łamać prawa. W sosonowieckim pogotowiu zrezygnowali z zespołów dwuosobowych, chociaż ustawa gwarantuje taką możliwość. Zawsze jeżdżą minimum trzy osoby.

-  Wszyscy członkowie zespołu ratowniczego mają pisemną informację o tym, że w sytuacjach, kiedy waga pacjenta przekracza dopuszczalną normę mają prawo wezwać drugi zespół ratowniczy lub straż pożarną. Oczywiście jest to związane z podniesieniem kosztów w sytuacji kiedy wzywany jest drugi zespół, ale nie zdarza się to często. Ponadto zdrowie naszych pracowników jest równie ważne, jak zdrowie pacjentów - wypowiada się dla dziennika dyrektor Jeremicz.

Problemu nie widzą również szefowie Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach:

- Decydując się u nas na pracę kobiety wiedzą, na czym ona polega, w tym również, że będą musiały przenosić chorych pacjentów. Do dyrekcji WPR nie dotarły jednak żadne skargi, ani zażalenia, że ratowniczki dźwigają pacjentów ponad swoje siły, wbrew obowiązującym przepisom. Nie zdarza się bowiem, że w zespole ratowniczym są tylko panie. W karetce pogotowia są zespoły dwu, trzy lub czteroosobowe, zawsze mieszane - tłumaczy Jerzy Wiśniewski rzecznik prasowy, WPR.

Same ratowniczki mówią, że łamanie kodeksu pracy to codzienność.

- Niby na pomoc możemy wezwać inną załogę karetki, ale rzadko z tego korzystamy. Nie ma na to czasu. Efekt jest taki, że czasami po dyżurze nie czuje pleców - opowiada jedna z ratowniczek medycznych.

Kobiety się nie skarżą, bo boją się utraty pracy. Godzą się na takie warunki, choć inspektorzy pracy alarmują, że choroby kręgosłupa to jedne z najpoważniejszych schorzeń zawodowych wśród personelu medycznego. To efekt dźwigania ciężarów ponad normę.

Kodeks pracy pozwala kobietom na dźwiganie ciężarów tylko do 20 kilogramów. Do tego firma musi zapewnić odpowiedni sprzęt, w przypadku służby zdrowia to np. nosze i podnośniki do przenoszenia i podnoszenia pacjentów. Kontrole Państwowej Inspekcji Pracy nie pozostawiają złudzeń - ośrodki zdrowia nic sobie z tych obowiązków nie robią.

Dyrektor częstochowskiego pogotowia, Leszek Łyko nalotami inspektorów jest przerażony. Zapowiedział, że zwolni osiem ratowniczek zatrudnionych Pogotowiu Ratunkowym w Blachowni.

- Nie podważam ich kwalifikacji, ale nie mogę łamać prawa. Gdyby, którejś z ratowniczek coś stało się w pracy na skutek dźwigania odpowiedziałbym za to głową - tłumaczy Leszek Łyko.

Jacek Szarek, szef "Solidarności" ratowników, przyznaje, że w stacjach pogotowia nieprzestrzegane są "ciężarowe" normy. Twierdzi jednak, że prawo złamią też dyrektorzy, którzy będą chcieli wyrzucić z pracy ratowniczki.

- Kodeks pracy nie pozwala dyskryminować pracownika ze względu na płeć - mówi Jacek Szarek i  zapowiada interwencje w resortach pracy i zdrowia.

- Nie jestem przekonana czy dojdzie do dyskryminacji płci, bo jednak kodeks mówi jasno, że kobietom nie wolno dźwigać ponad normę - mówi Elżbieta Radziszewska, pełnomocnik rządu ds. równego traktowania kobiet i mężczyzn. Minister poprosiła o zajęcie stanowiska resort pracy. Ministerstwo Pracy umywa jednak ręce.

- Ministerstwo nie jest uprawnione do wydawania wykładni przepisów - podaje komunikat.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum