Ratownicy medyczni o swoim proteście: wiemy już, co działa na rządzących

Autor: Katarzyna Gubała/Rynek Zdrowia • • 06 sierpnia 2018 05:56

Jak już informowaliśmy, 3 sierpnia Komitet Protestacyjny Ratowników Medycznych jednogłośnie zadecydował o odwieszeniu akcji protestacyjnej. Pytamy ratowników, dlaczego wznawiają protest i jakie może przybrać formy. - Zacznijmy od ponownego wyjścia na ulicę, aby poczuć dumę, że jesteśmy razem - mówi nam Adam Piechnik, ratownik medyczny z Warszawy.

Wiemy już, jak protestować skutecznie - zapewniają ratownicy medyczni; FOT. PTWP

Roman Badach-Rogowski z Komitetu Protestacyjnego Ratowników Medycznych przypomina, że 18 lipca 2017 r. ratownicy medyczny zawiesili akcję protestacyjną ze względu na obietnice resortu zdrowia. Obecnie w życie wchodzi ogłoszone 17 lipca br. rozporządzenie odnośnie dodatków dla ratowników medycznych.

- Dopiero teraz MZ spełnia obietnice poczynione ponad rok temu, ale to wyrównuje tylko temat dotyczący 2017 r. Natomiast od 1 stycznia 2019 r. nastąpi zupełnie inna sytuacja. Rozmawialiśmy o tym, że w II kwartale tego roku podejmiemy temat dalszych transz dodatków dla ratowników, żeby mieć jako grupa zawodowa sytuację analogiczną do pielęgniarek. Na razie dodatek dla ratowników wynosi 2 x 400 zł, natomiast dla pielęgniarek 4 x 400 zł - wyjaśnia Badach-Rogowski.

Wiemy już, jak postępować skutecznie
Dodaje, że Ministerstwo Zdrowia „przygotowało nowelizację ustawy o zmianie ustawy o działalności leczniczej, w której ujęty jest dodatek dla ratowników medycznych, ale w wysokości tylko 800 zł i tylko dla ratowników systemu, czyli pracujących w zespołach ratownictwa medycznego, w dyspozytorniach medycznych i w SOR-ach - z czym się nie zgadzamy”.

- A gdzie izby przyjęć, gdzie ratownicy medyczni pracujący tak samo ciężko jak na SOR? Oni też powinni dostać ten dodatek, a zostali pominięci - dodaje Badach-Rogowski. Wskazuje, że na razie ratownicy medyczni protestowali merytorycznie, spokojnie - co przekładało się jedynie na to, że byli zwodzeni i mamieni obietnicami.

"Powodem (odwieszenia protestu - red.) jest brak realizacji postulatów sprzed roku, tj. z 18 lipca 2017 r. Jeśli Ministerstwo Zdrowia nie zrealizuje wszystkich postulatów, nastąpi zaostrzenie protestu we wszystkich możliwych formach. Jednocześnie ze względu na determinację środowiska ratowników medycznych nie bierzemy odpowiedzialności za działania, które mogą doprowadzić do destabilizacji systemu Państwowego Ratownictwa Medyczne" - poinformowali 3 sierpnia protestujący ratownicy na portalu społecznościowym.

- Doświadczenie pokazuje, że pielęgniarki czy rezydenci dopiero, kiedy zaczęło ich brakować w miejscu pracy - osiągnęli swoje, czyli zadziałała kwestia absencji w miejscu pracy. Nie możemy tego użyć, ale… część ratowników, to pracownicy etatowi. Nikt nie zabroni pracownikowi etatowemu, wypalonemu do granic możliwości, żeby poszedł na zwolnienie lekarskie. Jeśli zrobimy to w określonym czasie, zabraknie nas - stwierdza Badach-Rogowski.

- Za nas mogliby pracować pracownicy kontraktowi, ale każdy ratownik ma kontrakt podpisany na minimalną liczbę dyżurów i nikt go nie może zmusić do tego, żeby pracował ponad jego wymiar. Może odmówić przyjęcia kolejnych dyżurów. Jeśli nawet połowa karetek nie wyjedzie, będzie to miało swój skutek - przekonuje.

Poprzemy ten protest
Z kolei Dr Jarosław Madowicz, prezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Ratowników Medycznych zwraca też uwagę na inną kwestię ważną dla środowiska - brak postępów w pracach nad ustawą o zawodzie ratownika medycznego i co za tym idzie - o samorządzie zawodowym.

- Brak takiego unormowania powoduje, że ratownicy medyczni nie mają ustawowej ścieżki kariery, nie mogą się rozwijać. Nie mają zaplecza merytorycznego, które pozwalałoby na wsparcie środowiska w sprawach pragmatycznych. Nie mają możliwości kształcenia w swoim zawodzie na studiach magisterskich - wylicza dr Jarosław Madowicz.

Czytaj także: Ustawa o zawodzie ratownika medycznego jest bardzo potrzebna

Uważa, że jeśli organizacje związkowe zaplanują zapowiadany protest skutecznie, to MZ odczuje, że brak ratowników medycznych może sparaliżować sprawne udzielanie pomocy przedszpitalnej.

- MZ powinno zauważyć, że ratownik medyczny jest pełnoprawnym zawodem medycznym i brak tej grupy zawodowej w systemie będzie dotkliwy. Nie chcę wypowiadać się na temat mechanizmu prowadzenia protestu, ponieważ jest to domena organizacji związkowych. Jednak widzę takie możliwości i opcje, które skutecznie mogą ograniczyć wydolność systemu ratownictwa. Z pewnością PTRM będzie popierało taką inicjatywę - zapewnia Madowicz.

Czas powiedzieć: sprawdzam
Natomiast Adam Piechnik, ratownik medyczny z Warszawy, zwraca się do swoich kolegów o to, by nie siedzieć i nie narzekać, ale zebrać się jako grupa zawodowa i wymusić na reprezentantach ratownictwa medycznego realizację obietnic rządowych. - Teraz jest moment, kiedy powinniśmy powiedzieć: sprawdzam. I przede wszystkim, by działać - mówi Piechnik. I zaprasza wszystkie grupy ratowników medycznych do Warszawy na wspólną manifestację.

- Sprawa jest znacznie ważniejsza niż animozje. Niech to działanie będzie pewnego rodzaju probierzem tego, czy jesteśmy w stanie wznieść się w pobliże tego, co zdziałali ratownicy medyczni w Chrzanowie, później w Człuchowie. Kluczem do tego, żebyśmy byli w stanie coś zdziałać jest nasza solidarność i odpowiedzialność za to, co będzie z ratownikami medycznymi - wskazuje Adam Piechnik.

Dodaje, że z ust ratowników medycznych padają pytania: po co mamy wychodzić na ulicę, co jest naszym celem? - Musimy rozważyć taką strategię, w której mamy szansę na wygraną. Może właściwsza jest nie tyle zmiana retoryki, co przesunięcie wektorów, tj wskazanie przeciętnemu Kowalskiemu, w jakim zakresie on będzie beneficjentem zmian, o które my występujemy. Musimy zadbać o to, by społeczeństwo nam sprzyjało, by było naszym sojusznikiem - podkreśla.

Partyzantka nie jest skazana na klęskę
W jego opinii przystąpienie do walki z wielokrotnie silniejszym przeciwnikiem oznacza, że ratownicy skazani na walkę partyzancką - ale to nie jest walka skazana na przegraną. - Partyzantka wielokrotnie kończyła się sukcesem, ale tylko wtedy, gdy wykorzystano dwa elementy: teren i ludność cywilną. Celem naszej manifestacji powinno być dotarcie do społeczeństwa, poprzez media, z tym, co jest korzyścią dla nich - wyjaśnia ratownik medyczny.

Uważa, że prawdopodobne jest to że rząd zmusi ratowników do eskalacji protestu oraz zaostrzenia jego formy. Dlatego istotne jest wyjście do „zwykłych ludzi”. Tym, co potencjalnie najbardziej przemówi do społeczeństwa i zapewni poparcie ratownikom medycznym jest zażądanie przez ratowników od rządzących stworzenia sytuacji, w której konkursy na świadczenia usług w zakresie ratownictwa medycznego przestaną być jednoznaczne z ''amoralną zachętą do dumpingowania cen, co ma miejsce obecnie''.

- To zachęta, żeby obniżyć jakość! Kupmy społeczeństwo wizją jakości. Zażądajmy od MZ, od rządu, żeby postawili na jakość ratownictwa medycznego - to zapewni nam poparcie społeczeństwa. Nagłośnijmy, że dążymy do tego, żeby oferent był oceniany w swojej propozycji pod kątem personelu - jego kwalifikacji, doświadczenia, kryteriów merytorycznych oraz sprzętu, a nie ceny. Niech stworzą mechanizmy, które z przetargów wyeliminują lub zmniejszą rolę czynnika ceny - przekonuje Piechnik.

Poczuć dumę, że jesteśmy razem
Jego zdaniem takie działanie pozwoli nie stracić z oczu tego, co jest korzystne dla społeczeństwa, a jednocześnie da ratownikom medycznym narzędzie do realnego wpływu na swój los.

- Będziemy w stanie położyć każdego oferenta, rezygnując z pracy u niego. Jeżeli nie będzie w stanie przedstawić listy doświadczonych pracowników, przegra i odpadnie. Ten element pozwoli nam wygrać wszystko i to niezależnie od formy zatrudnienia. Czy to etaty, czy tam, gdzie dominują kontrakty - pracownicy będą mieli na to wpływ, tak jak mieli go ratownicy w Chrzanowie. Będziemy mogli wziąć los w swoje ręce, w dodatku z korzyścią dla ''Kowalskiego'' - mówi ratownik medyczny.

Chciałby, żeby środowisko ratowników medycznych wzniosło się ponad podziały i wypracowało konsensus. - Zacznijmy od tego, żeby wyjść znowu na ulicę, żeby poczuć dumę, niedowierzanie, że jesteśmy w tym razem i próbujemy w realny sposób wpłynąć na rzeczywistość. Chciałbym zobaczyć was tam wszystkich, zorganizujemy to ze sporym rozmachem - zapowiada.

- Chcemy zrobić coś bardziej przykuwającego uwagę niż tylko skandowanie znanych już haseł. Mamy pomysły, by tak jak i rok temu ulica witała nas życzliwym uśmiechem. Szczególnie gorąco zachęcam koleżanki i kolegów pracujących poza systemem. Odrzućmy podziały, zacznijmy o sobie myśleć jako o solidarnej grupie. W detalach dotyczących tego, jaką mamy wizję PRM możemy się różnić, nie musimy się kochać, ale cele ogólne mamy wspólne - podsumowuje Adam Piechnik.

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum