Ratownicy medyczni apelują: jesteś świadkiem wypadku - reaguj, nie nagrywaj

Autor: Katarzyna Gubała/Rynek Zdrowia • • 05 września 2020 07:00

Byłeś świadkiem wypadku. Co wtedy zrobiłeś? Nagrywałeś czy pomagałeś? - pytają ratownicy medyczni. Relacje z wypadków i akcji ratunkowych trafiają do mediów społecznościowych. Często wprost ze zdarzenia, z wizerunkami poszkodowanych i osób je ratujących. - Każdy z nas - czy jest osobą, która udziela pomocy, czy jest poszkodowanym - nie chciałaby być nagrywany w tej sytuacji - wskazują.

Ratownicy medyczni apelują: jesteś świadkiem wypadku - reaguj, nie nagrywaj
- Przeszkolenie z pierwszej pomocy pomaga podjąć błyskawiczną decyzję o udzieleniu pomocy, zrobienia tego bez strachu - mówi Jakub Nelle, ratownik medyczny. Fot. PTWP/Centrum Dydaktyki i Symulacji Medycznej SUM (zdjęcie ilustracyjne)

Relacje z dramatycznych wydarzeń cieszą się wielką popularnością i szybko udostępniane dalej za pomocą mediów społecznościowych. Odsłony filmów liczyć można w dziesiątkach tysięcy. Bywa jednak, że postawa ich autorów jest ostro krytykowana. Tak było z osobą, która nagrywała pierwsze minuty po upadku autobusu miejskiego z wiaduktu w Warszawie w czerwcu tego roku.

Na filmie widać oszołomionych i rannych poszkodowanych, którym udało się opuścić wrak pojazdu oraz udzielanie pierwszej pomocy przez przechodniów, w tym resuscytację krążeniowo-oddechową. Potem nadjeżdżające pojazdy służb ratunkowych, pracę ratowników medycznych i strażaków, nadlatujący śmigłowiec LPR. ''Do momentu, w którym nie pojawiły się na miejscu służby ratunkowe to powinieneś pomagać poszkodowanym, a nie nagrywać i bezczynnie się przyglądać'' - komentowali internauci zachowanie autora filmu.

Prof. Robert Gałązkowski, dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego uważa, że nagrywanie zdarzenia, w którym ktoś potrzebuje pomocy zamiast udzielania tej pomocy jest postawą naganną.

- Tłum stojący bezradnie i czekający na służby ratownicze - to może się zdarzyć każdemu z nas na drodze, na kąpielisku. Trzeba mieć na względzie, że w zależności od miejsca, w którym doszło do wypadku czy innego zdarzenia zagrażającego zdrowiu, czas dotarcia służb ratowniczych może być dłuższy. Musimy mieć świadomość, że to właśnie w naszych rękach, w rękach świadków zdarzenia jest ta wspaniała możliwość rozpoczęcia ratowania człowieka. Może ona przynieść taki efekt, że kiedy przybędą służby ratunkowe - kontynuacja podjętej akcji spowoduje, że człowiek powróci do życia - mówi Rynkowi Zdrowia szef LPR.

Bierność może być zgodą na czyjąś śmierć
Przypomina, że nieodwracalne zmiany w mózgu po zatrzymaniu krążenia występują po około 5 minutach.

- To jest czas, w którym musimy przystąpić do działania, czyli do resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Działania służb ratunkowych mają tylko wtedy szansę powodzenia, kiedy od samego początku poszkodowanemu udzielana jest pierwsza pomoc. Z moralnego punktu widzenia, ktoś kto wybiera stanie z boku i nieetyczne nagrywanie, zamiast uczestniczenie w czymś, co powinno być powołaniem każdego człowieka, w ratowaniu … taka postawa to nic innego jak zgoda na to, żeby ten człowiek umarł - podkreśla prof. Gałązkowski.

Rzecznik prasowy Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego Joanna Sieradzka przyznaje, że KPR często spotyka się z takimi sytuacjami.

- Bardzo często pierwszą czynnością, jaką robią świadkowie zdarzenia jest wyjęcie telefonu – niestety, nie po to, aby wezwać pomoc, ale po to, aby robić zdjęcia czy nagrywać. Zdarzyło się już nam, że zdjęcia z wypadku były opublikowane w internecie jeszcze zanim służby zdążyły dojechać na miejsce - podaje Rynkowi Zdrowia 

Jakub Nelle, ratownik medyczny, autor i prowadzący profil ''Ratownictwo medyczne - łączy nas wspólna pasja'' zgadza się z przedmówcami, że nagrywanie czy robienie zdjęć zamiast pomagania jest karygodne.

- Każdy z nas - czy jest osobą, która udziela pomocy, czy jest osobą poszkodowaną - nie chciałaby być nagrywany w tej sytuacji. Osoba poszkodowana w wypadku często jest ranna, zakrwawiona, bywa że w negliżu. Udostępnianie jej wizerunku np. w mediach społecznościowych powinno być surowo karane - mówi Rynkowi Zdrowia Jakub Nelle.

Pytamy go też o przypadek filmowania miejsca wypadku autobusu miejskiego w Warszawie, który spadł z wiaduktu.

- Nie znam szczegółów akcji ratowniczej i tej relacji, ale warto zauważyć, że nie zawsze w przypadku takiego zdarzenia jest możliwość, by udzielać pomocy. Być może została już wydzielona strefa niebezpieczna, trwała akcja ratownicza i ta osoba nagrywała to z tylko sobie znanych powodów. Jeśli jednak było dużo poszkodowanych, znajdowały się poza pojazdem i należało udzielić im pierwszej pomocy, ludzkim odruchem byłoby zrobić to, zamiast nagrywać - uważa ratownik medyczny.

Korytarz życia - fajnie się jedzie za karetką
Jakub Nelle wskazuje, że większości przypadków w otoczeniu osoby poszkodowanej zawsze znajdą się osoby, które bez wahania pomogą; te, które będą przestraszone i będą jedynie obserwować - a niektórzy nagrywać - oraz te, którzy pozostaną obojętni na to zdarzenie i pójdą dalej.

- Przeszkolenie z pierwszej pomocy pomaga podjąć błyskawiczną decyzję o udzieleniu pomocy, zrobienia tego bez strachu. Jako ratownicy medyczni apelujemy, by w pierwszej kolejności nie sięgać po telefon i rejestrować zdarzenia, ale jak najszybciej udzielić pomocy osobie poszkodowanej - podkreśla.

Odnosi się również do ustawowo wymaganego korytarza życia. Przypomnijmy, że przepis dotyczący tworzenia korytarzy życia obowiązuje od grudnia 2019 r.

- Jedziemy pilnie do poszkodowanych udzielić pomocy, a za nami korytarzem życia jadą… kierowcy. Takie zachowanie stwarza niebezpieczeństwo w ruchu drogowym i powinno być surowo karane. Podobnie w sytuacjach, gdy w miejscu, gdzie wydarzył się wypadek np. na autostradzie znajduje się rozbite auto czy auta, są osoby poszkodowane, a kierowcy zatrzymują pojazdy lub zwalniają, by zrobić zdjęcie - mówi Jakub Nelle.

Wskazuje, że często na miejscu jest już zespół ratownictwa medycznego udziela pomocy, ale nie ma jeszcze innych służb np. straży pożarnej, na jezdni leży wrak samochodu, leżą części pojazdu i inne przedmioty – wtedy kierowcy-gapie zagrażają również bezpieczeństwu ratowników medycznych.

- Wszystkie te sytuacje, gdzie ciekawość wygrywa nad chęcią udzielenia pomocy i nad umożliwieniem pracy służbom ratowniczym powinny być karane - podsumowuje.

Ratownicy nagrywani również w mieszkaniach
Krzysztof Wiśniewski, kierownik Działu Usług Medycznych i Szkoleń w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy, ratownik medyczny - specjalista pielęgniarstwa ratunkowego, potwierdza, że podczas zdarzeń drogowych często można zobaczyć zwalniających kierowców, podjeżdżających tak blisko miejsca zdarzenia, aby zrobić jak najlepsze ujęcia, jak najbardziej dramatyczne i umieścić je czym prędzej na portalu społecznościowym.

- Po co? Żeby zdobyć dużą liczbę laików. Bo nie widzę innego celu. W Niemczech za filmowanie lub robienie zdjęć na miejscu wypadku drogowego kierowca może zapłacić aż 150 Euro. Filmowanie tam jest podciągane pod złamanie prywatności danej osoby. W Polsce możemy za tą samą czynność otrzymać od policjanta jedynie 200 zł mandatu i punkty karne - ale tylko dlatego, że używaliśmy telefonu podczas jazdy, a nie dlatego, że filmujemy poszkodowanych, miejsce zdarzenia czy ofiary - wskazuje Krzysztof Wiśniewski.

Dodaje, że często zespoły ratownictwa medycznego są nagrywane podczas prowadzenia medycznych czynności ratunkowych w miejscach publicznych, ale również w mieszkaniach. Cel osób nagrywających takie zdarzenia jest podobny - wrzucić szybko materiał na portale społecznościowe lub dzielić się nimi podczas imprez i spotkań towarzyskich.

- Często osoby nagrywające podchodzą blisko działań pogotowia ratunkowego (szczególnie gdy nie ma jeszcze policji) i dosłownie za plecami ratowników medycznych nagrywają całe zdarzenie nie martwiąc się, czy widać twarz poszkodowanych, czy też nie. Osoby takie reagują agresywnie na prośby członków pogotowia ratunkowego, żeby nie nagrywać i odsunąć się z miejsca. Ratownicy słyszą m.in. ''będę robić co będę chciał'', ''nie zabronisz mi'', ''zajmij się pracą'' - relacjonuje ratownik medyczny.

Zanim powiadomi ich policja
Podkreśla, że filmy z wypadków, czy innych zdarzeń są również transmitowane on-line do sieci. Często właśnie z tych filmów najbliższe osoby dowiadują się o wypadku swojego ojca, matki, dziecka. Widzą ich cierpienie czy śmierć. Dowiadują się nim powiadomi ich policja czy szpital.

- To przykre i przerażające. Nikt z nas nie chce, aby cierpienie czy śmierć naszych bliskich była transmitowana w internecie i to na żywo. A tak się dzieje! Pamiętajmy też, że w sieci nic nie ginie i zawsze zostaje ślad - nawet jak to usuniemy - przestrzega.

Krzysztof Wiśniewski podaje, że jako kierownik działu usług medycznych i szkoleń WSPR w Bydgoszczy systematycznie kontroluje sieć w kierunku takich właśnie zachowań.

- Często interweniuję u autorów i administratorów danego portalu o usunięcie filmu czy zdjęcia przedstawiającego poszkodowanych, ich twarze, cierpienie, ich samochody z numerem rejestracyjnym, przedstawiające ciała osób, które zginęły w wypadkach. Często na tych zdjęciach i filmach widać personel zespołów ratownictwa medycznego - mówi.

Zaznacza przy tym, że wizerunki ratowników medycznych nie są zastrzeżone.

- Medycy pogotowia ratunkowego są pracownikami publicznymi i prawo nie zabrania ich nagrywania. Ale i w tych przypadkach proszę o usuniecie takich filmów czy zdjęć. W większości udaje mi się osiągnąć zamierzony cel i filmy zostają usunięte. Pracownicy WSPR w Bydgoszczy sami zgłaszają mi takie incydenty widząc, że moje działania przynoszą zamierzony skutek - podsumowuje.

 

 

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum