Pulsoksymetry w walce z epidemią - pomogą zmniejszyć liczbę zbędnych hospitalizacji?

Autor: JJ/Rynek Zdrowia • • 05 listopada 2020 06:00

W aptekach i hurtowniach brakuje pulsoksymetrów. Zaczęło się 30 października, kiedy minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiedział wykorzystanie tych urządzeń w systemie domowego monitorowania pacjentów z dodatnim wynikiem testu na koronawirusa. 3 listopada, w trakcie ogłaszania nowej strategii walki z pandemią, szef resortu ujawnił kolejne szczegóły tego rozwiązania.

Pulsoksymetry w walce z epidemią - pomogą zmniejszyć liczbę zbędnych hospitalizacji?
FOT. pulsoksymetr1-pl.com; zdjęcie ilustracyjne

- Wskazani przez lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej pacjenci otrzymają pulsoksymetry i będą leczyć się w domach - mówił na konferencji prasowej minister Niedzielski. Poinformował, że system monitoringu zakażonych pacjentów zostanie najpierw przetestowany w Małopolsce, gdzie trafi 1500 takich urządzeń. Będą dystrybuowane przez Pocztę Polską.

Jak wskazał szef resortu zdrowia, rosnąca liczba zachorowań na COVID-19 wymaga rozbudowy szpitali, która jednak "dochodzi powoli do swoich granic". Dlatego trzeba zastanowić się nad odciążeniem lecznic. Jedną z metod ma być właśnie domowe monitorowanie, z wykorzystaniem pulsoksymetrów, tych zakażonych pacjentów, którzy nie wymagają opieki szpitalnej.

Pulsoksymetr to urządzenie elektroniczne służące do nieinwazyjnego pomiaru saturacji krwi. W tym celu wykorzystuje metodę pulsoksymetrii - mierzy stopień pochłaniania przez tkanki promieniowania o dwóch różnych długościach fal. Są ich dwa rodzaje - napalcowe i stacjonarne. Te pierwsze są zdecydowanie tańsze, łatwiejsze w użyciu i będą rozdawane pacjentom.

Ważny parametr
Prawidłowy poziom saturacji tlenem wskazywany przez dobrze skalibrowany pulsoksymetr powinien wahać się od 95 proc. do 99 proc. Alarm ostrzegający przed niedotlenieniem kształtuje się na poziomie 94 proc. (palacze ze zrozumiałych względów mają ten wskaźnik na nieco niższym poziomie). Dokładność pomiaru jest mniejsza w przypadku podwyższonych poziomów karboksyhemoglobiny, methemoglobiny lub bilirubiny.

Wysycenie krwi tlenem jest ważnym parametrem oceny stanu ogólnego pacjenta. Wynik z pulsoksymetru w dużej mierze ułatwia określenie ryzyka powikłań u pacjenta i stopień duszności.

- Trzeba pamiętać, że część pacjentów reaguje na objawy kataralne z dużymi emocjami. Niektórzy zgłaszają objawy nawet, jeżeli duszność subiektywnie odczuwają, choć obiektywnie jej nie mają. Także w przypadku weryfikowania takich objawów pulsoksymetr ma znaczenie - zaznacza Jacek Krajewski, lekarz rodzinny, prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

Jego zdaniem system monitorowania pacjentów z wykorzystaniem pulsoksymetrów ma sens, zwłaszcza u pacjentów z grup ryzyka. - Jako lekarze rodzinni znamy takich pacjentów. Jeżeli mają wynik dodatni na COVID-19 powinni być wyposażeni w pulsoksymetr i poprzez aplikację, w przypadku niepokojących sygnałów płynących z urządzenia, kwalifikowani do natychmiastowej pomocy - mówi doktor Krajewski.

Dodaje: - Monitorowanie zdalne za pomocą pulsoksymetru pacjentów szczególnie zagrożonych, mających wynik dodatni testu na koronawirusa, a przebywających w domu - może mieć bardzo duże znaczenie, jeśli taki system będzie połączony z zespołami ratownictwa medycznego -stwierdza prezes PZ.

System sprawdzono już w Łodzi
Pierwszy system monitorowania pacjentów zakażonych SARS-CoV-2 z wykorzystaniem pulsoksymetrów został opracowany przez łódzki start-up. To „Covitcher”. Jeszcze na początku października mówił o nim w Radiu Łódź, koordynujący test systemu lekarz Mateusz Siwak: - Połączone z aplikacją w telefonie urządzenie na bieżąco wysyła informacje o stanie zdrowia pacjenta do Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego - tłumaczył.

Wyjaśniał, że jeżeli u pacjenta uda się wychwycić dwa dni wcześniej niewydolność oddechową, jednak zanim przybierze ona ostry stan, można go wyprowadzić z zaostrzenia o wiele łatwiej i taniej, nie zajmując przy tym cennych łóżek na oddziale intensywnej terapii.

"Covitcher" monitorował z powodzeniem zdrowie kilkunastu zarażonych pacjentów z województwa łódzkiego, którzy w przypadku nagłego pogorszenia się stanu zdrowia, mogli liczyć na natychmiastową interwencję pogotowia.

Wyniki testów systemu okazały się na tyle interesujące, że „Covitcherem” zainteresowało si nimi Ministerstwo Zdrowia.

Inni też testują
Jak powiedział portalowi rynekzdrowia.pl Andrzej Zapaśnik, lekarz rodzinny, prezes przychodni BaltiMed w Gdańsku, jego placówka wprowadziła swój autorski program wykorzystania pulsoksymetrów. Zakupione z własnych środków dziesięć urządzeń zostało przekazanych pacjentom.

- Prowadzimy monitoring poprzez sprawozdawane przez pacjentów parametry - częstość oddechu, częstość akcji serca, temperaturę i saturację tlenu, z wykorzystaniem pulsoksymetru. Wykorzystujemy program w oparciu o algorytm, który wylicza ryzyko ciężkiego przebiegu choroby u pacjenta, który w przypadku sytuacji alarmowej wysyła odpowiedni sygnał do pogotowia ratunkowego. To bardzo wstępny test - informuje na Zapaśnik.

Algorytm wykorzystywany w tyn systemie analizuje nie tylko jednorazowe dane, porównuje je w dłuższym czasie zarówno z chorobami współistniejącymi, jak i czynnikami ryzyka. Wskazuje na trend rozwoju choroby. Kiedy pojawią się niepokojące sygnały, alert przesyłany jest do pogotowia ratunkowego. To oznacza, że pacjent być może wymaga hospitalizacji.

- W dużej skali taki system może zracjonalizować bardzo kosztochłonne hospitalizacje. Nie każdy bowiem pacjent odczuwający duszność powinien wzywać pogotowie czy kłaść się do szpitala. Wszystkie zbierane dane zobiektywizują stan pacjenta i wyznaczą ścieżkę dalszego postępowania. Przy dobrym funkcjonowaniu takiego modelu łatwiej byłoby też pacjentów wypisywać ze szpitali, aby monitorować ich stan w domach - podkreśla Andrzej Zapaśnik.

Obaw nie brakuje
Sam pomysł wykorzystania pulsoksymetrów do monitorowania chorych w miejscu ich zamieszkania - biorąc pod uwagę coraz mniejsze zasoby łóżek szpitalnych i respiratorów - jest bardzo dobry. Lekarze POZ zwracają jednak uwagę, że nie mają narzędzi, aby zaopiekować się takimi osobami.

- Możemy ich zidentyfikować, wskazać, ale musi być centrum, które poinformuje zespół ratownictwa medycznego, że ze względu na pogarszające się parametry, konieczny jest natychmiastowy transport do szpitala. Poziom saturacji tlenem to wskaźnik, który pacjentowi może uratować życie - podkreśla prezes Krajewski.

- Lekarze POZ mają wiedzę ilu potencjalnie pacjentów powinno zostać wyposażonych w pulsoksymetr, urządzenie, które robi w ostatnich dniach oszałamiającą karierę. Jak mówi prezes Federacji Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia -Porozumienie Zielonogórskie, na razie oficjalnie jednak żadnego zapytania w tej kwestii ministerstwo nie skierowało do lekarzy rodzinnych - podkreśla Jacek Krajewski.

Jak z kolei przekonuje doktor Andrzej Zapaśnik, aby cały system funkcjonował sprawnie w szerokiej skali, musi zostać dookreślona w nim rola POZ. Docelowo, gdyby w tym modelu wykorzystywano dane NFZ, mógłby zostać tak skonstruowany, aby pacjent sam siebie kwalifikował do grupy osób, które powinny skorzystać z monitoringu.

Powinny to być osoby z grupy ryzyka, chorujący przewlekle, z otyłością. Dodatkowym kryterium byłby wiek. Dane, które wpisałby pacjent oraz te pochodzące z bazy świadczeń NFZ, pozwoliłyby nawet ograniczyć rolę lekarza POZ w kwalifikowaniu pacjentów do takiego domowego monitoringu.

Andrzej Zapaśnik obawia się, czy lekarze POZ poradzą z tym obsługą tego systemu. Przy tak powszechnych już przypadkach koronawirusa i innych infekcji, są wprost oblegani przez pacjentów. Każda dodatkowa czynność, którą mieliby wykonać, może zadławić POZ. Inne obawy dotyczą starszych pacjentów, którzy mogą mieć kłopoty z poradzeniem sobie z systemem informatycznym.

- Obecna sytuacja zmusza nas jednak do wprowadzenia tego systemu bez odpowiedniego przygotowania i przetestowania. Trzeba jednak bardzo uważać, aby przy tej okazji nie „wylać dziecka z kąpielą” - zastrzega doktor Zapaśnik.

Najpierw pilotaż, a czasu coraz mniej
Jak zapowiedział minister Niedzielski, pilotaż monitorowana pacjentów z zastosowaniem pulsoksymetrów przeprowadzony zostanie w Małopolsce. Jednak czasu na dłuższe testowanie nie ma. Chodzi przecież o odciążenie tzw. łóżek covidowych, których do dyspozycji pacjentów jest coraz mniej, a sami lekarze podkreślają, że nie każdy pacjent z COVID-19 wymaga hospitalizacji.

- Przyspieszenie wprowadzenia takiego systemu pod względem medycznym jest bezdyskusyjne. Powinien być jednak wcześniej przetestowany, szczególnie od strony technicznej. Nie można rozbudzić nadziei u pacjentów, a później doprowadzić do sytuacji, kiedy system nie będzie działał, bo np. szwankuje przesyłanie informacji lub alarmy nie powodują odpowiedniej reakcji - podsumowuje mówi Jacek Krajewski.

MZ: system będzie stosowany w całym kraju
- Po zakończeniu pilotażu w Małopolsce takie rozwiązanie ma być zastosowane w całym kraju.
Lekarz podstawowej opieki zdrowotnej po otrzymaniu informacji, że u pacjenta zdiagnozowano COVID-19 na podstawie informacji o jego stanie zdrowia zebranych podczas wywiadu, będzie kwalifikował go do objęcia programem telemonitoringu - informuje nas Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska z Biura Komunikacji Ministerstwa Zdrowia.

I dodaje: - Wówczas pacjent otrzyma dane do logowania w systemie. Informacja o tym, że dana osoba potrzebuje sprzętu do telemonitoringu będzie automatycznie przekazywana do Poczty Polskiej, by listonosz znał adres do przekazania pusloksymetru.

- Wprowadzenie bieżącego nadzoru nad pacjentami pozostającymi w izolacji domowej jest konieczne ze względu na wysoki poziom stwierdzanych zakażeń. Taki nadzór będzie sprawowany przez całą dobę przez Infolinię Domowej opieki medycznej. W przypadku obniżenia się parametrów możliwa będzie zdalna konsultacja lekarska. Dodatkowo uruchomiona zostanie infolinia ze wsparciem psychologicznym dla pacjentów - wyjaśnia Ministerstwo Zdrowia.

Czytaj także: Pulsoksymetrów brakuje w aptekach, sklepach i hurtowniach

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum