Przychodzi pacjent do lekarza. Jak poznać, że symuluje?

Autor: IB/Rynek Zdrowia • • 15 września 2017 05:50

Zespół Münchhausena to zaburzenie psychiczne u osób, które celowo wywołują u siebie objawy chorobowe lub symulują je aby poddać się niepotrzebnemu leczeniu. Jest poważnym problemem nie tylko dla chorych kierowanych motywacją skupienia na sobie uwagi personelu medycznego, ale także dla lekarzy i całego systemu.

Przychodzi pacjent do lekarza. Jak poznać, że symuluje?
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Przypomnijmy, że nazwa zespół Münchhausena (Münchhausen syndrome - MS) została po raz pierwszy zastosowana w 1951 r. przez angielskiego lekarza Richarda Ashera. Skorzystał on z nazwiska barona Carla von Münchhausena, niemieckiego oficera służącego w XVIII w. na rosyjskim żołdzie, który zdobył rozgłos opowiadaniem swoich zmyślonych przygód.

Kilka tygodni temu media obiegła informacja o 24-latce z MS, która na podstawie sfałszowanej dokumentacji medycznej, wskazującej, że choruje na raka żołądka, została poddana resekcji zdrowego narządu.

Inny drastyczny przykład pochodzi sprzed kilku lat. Młoda, także 24-letnia wówczas kobieta studiująca ratownictwo medyczne, była wielokrotnie hospitalizowana w szpitalach w różnych miastach, nawet trzykrotnie w ciągu miesiąca, z powodu podejrzenia niedrożności jelit. Tylko w ciągu czterech tygodni przeszła pięć operacji zwiadowczych. W sumie było ich kilkanaście. W efekcie zrosty po licznych zabiegach doprowadziły do faktycznej niedrożności jelit.

Wędrujący pacjent
- Szacunkowo 5 do 10 proc. hospitalizacji jest spowodowanych zaburzeniami pozorowanymi, ale jednoznaczne określenie, że mamy do czynienia z MS, jest wyjątkowo trudne, ponieważ zespół ten jest rozpoznawany niezmiernie rzadko - mówi nam prof. Piotr Gałecki, kierownik Kliniki Psychiatrii Dorosłych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii dorosłych.

Dodaje, że specyfika problemu jest i taka, że jeśli osoba z tym zaburzeniem dostrzega, iż pracownik służby zdrowia nabiera podejrzeń co do jej wiarygodności, momentalnie zmienia placówkę.

Jak zauważa dr Joanna Mossakowska-Wójcik z Kliniki Psychiatrii Dorosłych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, właśnie dlatego mówimy o tzw. wędrującym pacjencie. W historii swojego leczenia zmienia on wielokrotnie placówki, nawet na położone w znacznej odległości od swojego miejsca zamieszkania, aby uniknąć zdemaskowania.

- Są to także pacjenci, którzy wypracowali już bagaż doświadczeń w przekonywaniu personelu medycznego, że chorują i potrafią wykorzystać to, czego "nauczyli się" wcześniej. Przy kontakcie z następnym lekarzem coraz skuteczniej przedstawiają objawy symulowanych dolegliwości. Przychodzi im to tym łatwiej, że wielu z nich jest lub było zawodowo związanych z ochroną zdrowia i ma przynajmniej podstawową wiedzę medyczną - wskazuje prof. Gałecki.

Konsultant zwraca uwagę, że w polskich warunkach, bez dostępności elektronicznej dokumentacji medycznej, lekarz często nie jest w stanie prześledzić dokładnie wcześniejszej drogi pacjenta, który właśnie do niego trafił. Mało tego, chory może sobie pozwolić na wybieranie wyników badań, które chce mu pokazać.

- Zdarza się też, że pacjent bywa u różnych specjalistów pozorując dolegliwości z różnych zakresów. Sam mam pacjentkę, która ma rozpoznanych 17 różnych chorób somatycznych i nie ma chyba działu medycyny, który nie obdarzyłby jej przynajmniej jedną jednostką chorobową - mówi prof. Gałecki.

Czy mój pacjent ma MS?
Specjalista przypomina, że sytuacje, w których lekarzowi każdej specjalności powinna zapalić się czerwona lampka ostrzegawcza, są dosyć dobrze zidentyfikowane.

- Choroby są zjawiskami biologicznymi, mają zwykle swoją etiopatogenezę, która jest w większości przypadków znana. Każda jednostka chorobowa ma też swoje charakterystyczne objawy i dynamikę. Pacjenci z MS mogą np. informować o samych objawach, z pominięciem dynamiki choroby (choć ci z wykształceniem medycznym mogą uwzględniać także i ten aspekt). Jeśli zdaniem lekarza relacja pacjenta jest mało prawdopodobna, należy zlecić dodatkowe badania - ocenia konsultant.

Zaznacza również, że lekarz powinien nabrać podejrzeń, gdy pacjent zgłasza objawy występujące wyłącznie w domu lub wyłącznie przy najbliższej rodzinie, co jest bardzo trudne do zweryfikowania.

Jak dodaje prof. Gałecki, każda choroba ma ponadto swój proces terapeutyczny, a u chorych z MS często występują objawy uboczne, których być w tym procesie leczenia nie powinno.

- Mówiąc najkrócej: uwagę lekarza powinien wzmóc dziwny, nietypowy przebieg choroby, z objawami, których nikt nie widział (zgłasza je jedynie pacjent) oraz odmienna odpowiedź na leczenie - podsumowuje psychiatra.

Dr Mossakowska-Wójcik zauważa ponadto, że jednym z momentów, które mogą zwrócić uwagę lekarza, jest również uporczywe naleganie ze strony pacjenta o przeprowadzenie dodatkowych badań diagnostycznych, także tych przykrych i bolesnych, nawet w sytuacji, gdy lekarz nie widzi takiej potrzeby.

- To samo dotyczy upominania się o przeprowadzenie zabiegów. Chodzi o to, że pacjent za wszelką cenę chce skupić na sobie uwagę i znaleźć się w centrum zainteresowania - wskazuje specjalistka.

Dodaje, że jeśli chodzi o zaburzenia pozorowane, pacjenci mogą podawać fikcyjne objawy, bądź podejmować działania, aby pożądane objawy wywołać. Osiągają swoje cele wstrzykując sobie toksyny, przyjmując leki, jątrząc rany, a w 7 proc. przypadków - fałszując dokumentację medyczną.

Co może zrobić lekarz?
Prof. Gałecki nie ukrywa, że lekarze podejrzewający zaburzenia pozorowane są zwykle bezradni.

- Jakiś czas temu zadzwoniła do nas lekarka z oddziału pediatrycznego szpitala w Katowicach, mówiąc o przypadku przeniesionego zespołu Münchhausena (Münchhausen syndrome by Proxy - MSBP): podejrzewali, że matka dostrzykuje swojemu dziecku insulinę. Ponieważ udowodnienie czegoś takiego jest bardzo trudne, lekarze mieli związane ręce i nie mogli podjąć żadnych kroków prawnych - podkreśla specjalista.

Dodatkowo, jak zauważa, w sytuacji, gdy lekarz podejrzewa zaburzenia pozorowane, ale nie ma co do tego pewności, obawia się odmówić leczenia m.in. ze względu na opinię publiczną.

- Do tej długiej listy dochodzi jeszcze jeden stopień trudności. Chodzi o fakt, iż pacjenci z MS wybierają lekarzy, którzy zagwarantują im osiągnięcie celu, jakim jest skupienie na sobie uwagi personelu medycznego. Jeśli lekarz stwierdzi, że nie widzi powodu do rozpoczęcia leczenia i zaleci wizytę za pół roku, pacjent z MS będzie go omijał szerokim łukiem - zaznacza prof. Gałecki.

Wyjaśnia, że taka osoba znajdzie lekarza, który będzie przyjmował ją co tydzień i zlecał jak najwięcej badań szukając wyjaśnienia zgłaszanego przez chorego problemu.

- Jednym słowem: pacjent dobiera sobie lekarza pod kątem własnych potrzeb. Nie będzie to raczej zapracowany specjalista, który nie jest w stanie poświęcić choremu zbyt wiele czasu - ocenia konsultant.

Złe rokowania
Jak podkreśla dr Mossakowska-Wójcik, w leczeniu tego typu zaburzeń stosowana jest psychoterapia, ale jej skuteczność jest niska.

- Nie można nikogo zmusić do leczenia, a w przypadku tych osób jest zazwyczaj tak, że po zdemaskowaniu rezygnują z usług danego szpitala czy poradni i przenoszą się gdzie indziej. Chorzy z MS nie poddają się po prostu leczeniu. Ponadto często mają narcystyczne lub psychopatyczne cechy osobowości, co dodatkowo źle rokuje, jeśli chodzi o skuteczność terapii - mówi specjalistka.

Prof. Gałecki zaznacza, że najlepszym sposobem postępowania z takim pacjentem jest dokładna diagnostyka oraz informowanie chorego, że objaw, który zgłasza, wydaje się nie mieć uzasadnienia w badaniach.

- Inna sprawa, że kategoryczne stwierdzenie, że pacjentowi nic nie jest, jest ryzykowne, bo za jakiś czas może się okazać, że był to jednak dziwny, zwiastunowy objaw jakiejś jednostki chorobowej. Sytuacja jest bardzo trudna i wymaga od lekarza czujności i dokładności w diagnostyce - podkreśla konsultant.

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    Najnowsze