Przeprowadził ryzykowną operację. Inni neurochirurdzy się nie odważyli

Autor: IB/Rynek Zdrowia • • 28 lipca 2017 05:47

"Ten oponiak jest nieoperacyjny" - usłyszał pacjent spod Przemyśla. Chory sam rozpoczął poszukiwanie neurochirurga, który podejmie się usunięcia guza mózgu. Znalazł. Operacja zakończyła się powodzeniem, a drastyczne objawy ustąpiły. Mężczyzna pracuje w ogrodzie i prowadzi samochód.

Przeprowadził ryzykowną operację. Inni neurochirurdzy się nie odważyli
- Ostateczna decyzja o resekcji wynika również z osobistych doświadczeń chirurga - zauważa dr Rafał Górski. Fot. Archiwum

Zapewne zastanawia się również, jak wyglądałoby jego życie, gdyby stracił nadzieję i nie podjął żadnych działań.

- To był oponiak częściowo złośliwy, w fazie agresywnego wzrostu, należący do guzów ścielących się po podstawie czaszki. Guz obejmował (i w dalszym ciągu obejmuje) dość duże fragmenty środkowego dołu czaszki, a ponadto jego potężna masa wrosła do oczodołu wypychając na zewnątrz gałkę oczną - wyjaśnia dr Rafał Górski, kierownik Oddziału Neurochirurgii Szpitala Zachodniego w Grodzisku Mazowieckim, który zdecydował się na zoperowanie chorego.

Specjalista dodaje, że guzy podstawy czaszki są guzami operacyjnymi, nie ma zatem niczego nadzwyczajnego w kwalifikacji takiego pacjenta do zabiegu, ale przy tak dużych rozległościach operacje stanowią duże wyzwanie chirurgiczne. W przypadku tego pacjenta całkowite usunięcie guza byłoby skazane na porażkę, wiązałoby się bowiem z koniecznością usunięcia dużych fragmentów podstawy czaszki. Taka operacja nie byłaby możliwa ze względu na ekstremalnie duże ryzyko związane z okaleczeniem.

Chodziło o jakość życia
- Tymczasem dla tego konkretnego chorego największym problemem była masa guza, która wrosła do oczodołu, co spowodowało masywny zespół bólowy i wytrzeszcz gałki ocznej, która praktycznie wypadała na zewnątrz. Postępująca ślepota była chyba w tej sytuacji najmniej problematyczną kwestią. Celem operacji było zatem usunięcie guza z tego konkretnego miejsca, co powiodło się w stu procentach. Gałka oczna wróciła na miejsce - zaznacza dr Górski.

- Można powiedzieć, że była to operacja o charakterze paliatywnym, ale warto pamiętać, że oponiaki, nawet mające elementy złośliwości, są guzami wolno rosnącymi, co oznacza, że po takiej operacji chory ma szanse na wieloletnie przeżycie, a już na pewno na życie zupełnie innej jakości niż przed operacją - dodaje.

Dlaczego nie chciano go operować w innych ośrodkach?

- Decyzje związane z kwalifikacją do operacji są decyzjami bardzo indywidualnymi - przypomina neurochirurg. - Widocznie chirurdzy w szpitalach, do których trafił wcześniej pacjent uznali, że ryzyko związane z operacją jest zbyt duże, co nie oznacza jednak, że w ogóle nie zajęto się chorym. Wykonano mu np. arteriografię w celu sprawdzenia, jak unaczyniony jest guz (duże unaczynienie może być przyczyną krwotoku w trakcie operacji) - wyjaśnia.

Zaznacza, że gdy nie dostrzeżono szans na embolizację, tj. zmniejszenie unaczynienia guza, odstąpiono od leczenia operacyjnego. - Inna sprawa, że w trakcie operacji okazało się, iż guz nie był wcale mocno unaczyniony - dodaje dr Górski.

- Z drugiej strony należy przypomnieć, że nie każdy przypadek nowotworu mózgu może być zakwalifikowany do operacji. Niemniej oponiaki to guzy, które można operować i pewne ryzyko warto podjąć. Rozumiem jednak, że ostateczna decyzja o resekcji (bądź rezygnacji z niej) wynika również z osobistych doświadczeń chirurga, który być może przeprowadził wcześniej podobną operację, w trakcie której doszło do dramatu. W tej sytuacji trudno się dziwić, że gdy zobaczył drugi taki przypadek, uznał go za nieoperacyjny. Ale nawet wówczas lekarz powinien pomyśleć przede wszystkim o chorym i zamiast pozbawiać go nadziei - przekierować do innego ośrodka - ocenia specjalista.

Własne zdanie to nie wszystko
Podobnie ocenia sytuację prof. Tomasz Trojanowski, kierownik Katedry i Kliniki Neurochirurgii i Neurochirurgii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, konsultant krajowy w dziedzinie neurochirurgii.

- Neurochirurg nie powinien podejmować samodzielnie decyzji o tym, że dany przypadek jest nieoperacyjny. Nawet jeśli tak uważa, powinien poradzić pacjentowi wizytę u innego specjalisty lub w innym ośrodku. Powinien także pomóc choremu telefonując do wybranej placówki z prośbą o konsultację. To jest praktyka, którą uważam za słuszną - mówi profesor.

- W naszej klinice, w której pracuje duży zespół doskonałych neurochirurgów, nie musimy odsyłać pacjentów, ale jeśli trafia się wybitnie trudny przypadek, nie wahamy się korzystać z wiedzy innych lekarzy. Pewne ośrodki są szczególnie wyspecjalizowane w określonym obszarze, np. ośrodek w Otwocku, który od stu lat leczy zapalne choroby kręgosłupa i ma w tym zakresie największe doświadczenie. Zdarza się, że nasi pacjenci jadą tam na konsultacje, a niektórzy - jeśli szpital im to zaproponuje, a oni wyrażą zgodę - zostają na leczenie - wyjaśnia ekspert.

- Jeśli operacja jest bardzo trudna i obciążona dużym ryzykiem powikłań, a lekarz nie czuje się wystarczająco dobrze w tym zakresie operacyjnym, powinien wskazać choremu specjalistę, który może uzyskać lepszy wynik - radzi konsultant.

W jego ocenie, dyskwalifikacja pacjenta jest dla neurochirurga znacznie trudniejsza niż kwalifikacja do operacji. - Operowanie to bowiem domena, którą neurochirurg zajmuje się na co dzień. Stwierdzenie, że czegoś się nie podejmie, wynika z przekonania, że ktoś inny może mieć większe doświadczenie i ma szansę zrobić to lepiej. Takie postawienie sprawy jest najuczciwsze, ale wymaga pewnych cech charakteru - twierdzi konsultant.

Jednocześnie prof. Trojanowski przypomina, że są sytuacje, kiedy kryteria nieoperacyjności są dobrze zdefiniowane. W przypadku rozsianej choroby nowotworowej, która była już leczona, ale leczenie okazało się nieskuteczne, i dodatkowo przy ciężkim stanie pacjenta, jest mało prawdopodobne, że ktoś podejmie się operacji. Nieoperacyjny jest też m.in. nowotwór złośliwy rozwijający się w obrębie głębokich struktur mózgu, np. we wzgórzu. Ale każdy przypadek musi być rozpatrywany indywidualnie.

- Można o tym przeczytać w każdym podręczniku. Ale w przypadku łagodnego guza, jakim jest oponiak, zawsze istnieje możliwość jeśli już nie usunięcia go w całości, to przynajmniej zmniejszenia, co może przynieść pacjentowi korzyści w postaci przynajmniej czasowego ustąpienia objawów i wydłużenia życia - podkreśla profesor.

Te guzy można operować
Konsultant wskazuje, że większość oponiaków, biologicznie łagodnych nowotworów mózgu, jest stosunkowo podatna na leczenie operacyjne, ale wśród nich zdarzają się także guzy położone w trudno dostępnych częściach mózgu, których nie da się usunąć bez uszkodzenia struktur ważnych dla funkcjonowania człowieka.

Mówi, że w takich przypadkach zawsze powstają wątpliwości co do możliwości i celowości leczenia operacyjnego, ale można np. połączyć leczenie operacyjne z radioterapią - napromienianiem części guza, której nie da się poddać resekcji. Jeśli sytuacja tego wymaga i jest to możliwe, należy łączyć różne metody działania. Można to realizować przy dobrej współpracy lekarzy różnych specjalności.

Na problemy wynikające z lokalizacji oponiaków zwraca także uwagę prof. Zenon Mariak, kierownik Kliniki Neurochirurgii w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Białymstoku.

- Jeżeli oponiak znajduje się w podstawie czaszki, mamy kłopot. Guz ścielący się w tym miejscu nacieka opony, nie ma do niego dobrego dojścia. Bardzo często nie istnieje możliwość dokonania całkowitej resekcji nowotworu, wiązałaby się ona bowiem z zagrożeniem życia pacjenta lub ważnych funkcji - wskazuje specjalista.

Dodaje, że operacje w obrębie podstawy czaszki wykonywane są obecnie również metodą endoskopową, ale nie w każdym przypadku można ją zastosować.

- Jednym z bardziej spektakularnych przypadków dotyczących doszczętności usunięcia oponiaka, z którymi się zetknąłem, jest przypadek sprzed wielu lat. Chory mężczyzna uwierzył w zapewnienia amerykańskiej kliniki, która za kwotę 150 tys. dolarów zaoferowała mu całkowite usunięcie oponiaka. Po operacji dokonanej metodą tradycyjną, chirurgom udało się usunąć jedną dziesiątą guza. Do jego pozostałej części nie było dostępu. Pacjent wrócił do Polski i zmarł - wspomina profesor.

- Dlaczego w przypadku chorego operowanego w Grodzisku Mazowieckim inni lekarze uznali guz za nieoperacyjny? Mogę jedynie przypuszczać, że specjaliści, którzy widzieli go wcześniej, nie dostrzegli możliwości całkowitej resekcji i być może było to dla nich równoznaczne z nieoperacyjnością, ponieważ częściowo usunięty oponiak może odrosnąć. Nie postawili przed sobą takiego celu, jak odbarczenie oczodołu poprzez częściowe usunięcie oponiaka. Ale to jedynie moje domysły - zaznacza prof. Mariak.

 

 

 

 

 

 

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum