Prof. Sadowski: będę pierwszy, by poddać się walidacji

Autor: PW/Rynek Zdrowia • • 24 lipca 2017 05:42

- Zawsze byłem zwolennikiem jasno określonych standardów w medycynie i jasno określonych procedur. Wprowadzanie walidacji wymaga zobiektywizowanych kryteriów, natomiast wydaje mi się, ze nadchodzi czas, by rzeczywiście realnie o tym pomyśleć - mówi nam prof. Jerzy Sadowski, kardiochirurg, którego zapytaliśmy o celowość wprowadzenia oceny jakości pracy chirurgów.

Prof. Sadowski: będę pierwszy, by poddać się walidacji
Prof. Jerzy Sadowski; FOT. PTWP

Rynek Zdrowia: - Czy celowym byłoby wprowadzenie okresowej walidacji umiejętności chirurgów opartej o wyniki leczenia, w tym odnoszącej się także do kompetencji wynikających z wieku?
Prof. Jerzy Sadowski: - Patrząc na mój przypadek - ale oczywiście nie tylko, gdyż w moim otoczeniu wciąż są praktykujący chirurdzy w wieku nawet powyżej 80 lat - uważam, że podejście do roli i miejsca w systemie lekarzy seniorów wykonujących zawód po przejściu na emeryturę powinno ulec wyraźnemu przewartościowaniu. To wynika ze zmian jakim podlega i społeczeństwo i sama medycyna.

Każdego dnia kwalifikuję do operacji pacjentów i wiem, że wiek metrykalny dziś jest wtórnym kryterium oceny naszego stanu zdrowia. Wszystko zależy od naszych genów, od stylu życia i wielu innych czynników. Bardzo często mam do czynienia z pacjentami w tym samym wieku metrykalnym, ale kompletnie różniącymi się wiekiem biologicznym. To samo dotyczy lekarzy.

Każdy z nas obserwuje wokół siebie współczesnych 50-60- czy 70-latków, którzy są w pełni sił witalnych. Kiedy zaczynałem swoją przygodę z kierowaniem Kliniką, graniczny wiek pacjenta kwalifikowanego do operacji kończył się przed 70-tką, a dziś z powadzeniem operujemy pacjentów po 85 roku życia. Zatem, nawet w kardiochirurgii granica wieku operowanych pacjentów przesunęła się o blisko 20 lat.

Świat się zmienia i w medycynie, i wokół niej. Zawód lekarza nie ma limitu wieku, prawo wykonywania zawodu lekarza jest bezterminowe i to my sami powinniśmy podjąć odpowiedzialną decyzje o rezygnacji z zawodu. Mówię oczywiście wyłącznie w swoim imieniu, bo wiem co czuję i jak oceniam swoje psychofizyczne możliwości.

Na pewno będąc odpowiedzialnym lekarzem nigdy nie postawiłbym na szali zaufania, jakim obdarzył mnie pacjent, oddając w moje ręce swoje życie. Doświadczenie, które mam pozwala mi kalkulować takie przeprowadzenie zabiegu, by wybrać opcję najlepszą dla pacjenta.

Nie jestem w żaden sposób przeciwny jakiejkolwiek obiektywnej walidacji możliwości psychofizycznych lekarzy. To byłby godny i obiektywny sposób oceny i zakładam też, ze uczciwy lekarz nie miałby z tym żadnego problemu. W mojej ocenie warto by było też prowadzić statystki powikłań w każdej grupie wiekowej lekarzy, bo być może brak doświadczenia okazałby się na koniec jednak najważniejszym faktorem zaistniałych powikłań pooperacyjnych.

Nie twierdzę oczywiście, że posiadam patent na nieomylność ze względu na staż w zawodzie kardiochirurga. Jednak dzięki temu, że wiele widziałem i wiele przeżyłem w czasie ponad 10 tysięcy samodzielnie przeprowadzonych zabiegów, zawsze powtarzam moim młodszym kolegom, iż pokora ma w naszym fachu fundamentalne znaczenie. I nigdy o tym nie wolno nam zapominać. Młodość i mniejszy respekt wielokrotnie prowadzi na manowce.

A seniorzy? Sądzę, że starszy wiekiem i doświadczeniem kolega chirurg to skarb nie do przecenienia, bowiem tej profesji nie da się nauczyć z atlasu ani z tablicy. Ta nauka odbywa się wyłącznie w polu operacyjnym i w taki sposób powinniśmy czerpać z tej wiedzy dopóki obie strony przystają na taki wariant współpracy.

- Czy polskie środowisko kardiochirurgów jest gotowe by zaakceptować walidację?
- Myślę, że to jest sprawa, która co do zasady nie wymaga dyskusji - jeśli ktoś chce dalej pracować, zgadza się na taką walidację. Ja byłbym pierwszym, który zdecydowałby się na tę procedurę.

Tak jak wspomniałem, mogę wypowiadać się wyłącznie w swoim imieniu. Szczerze mówiąc zdecydowanie wolałbym taką procedurę niż tę, która stała się niechcący moim udziałem i przez którą musiałem przechodzić, czyli społeczną niezgodę na decyzje stricte administracyjną dyrekcji szpitala odsuwającej mnie od operacji. Dodam, że dyrektor mojego szpitala nie jest zabiegowcem, zatem skąd uprawnienia merytoryczne do oceny mojej pracy czy też jej jakości?

Niedawno byłem na kongresie w USA i tam spotkałem ikony chirurgii zastawkowej, panów pod 90-tkę, hołubionych na wszelkie możliwe sposoby. Trudno mi powstrzymać się od refleksji, że w Stanach umie się korzystać z ich dorobku. Powtórzę, zawsze uczę pokory młodszych lekarzy i sam o niej pamiętam, ale bez fałszywej skromności mogę twierdzić, że autorytet i doświadczenie jakie posiadam swojej dziedzinie jest jakimś kapitałem i warto z niego korzystać.

Jednym z moich ostatnich zabiegów, które niedawno przeprowadziłem była 7-godzinna operacja wymiany zastawki - bardzo trudna i skomplikowana, ale dzięki wspólnej pracy z jednym z moich najlepszych asystentów uratowaliśmy pacjenta. To była kolejna, taka nieformalna walidacja kondycji i możliwości psychofizycznych w moim przypadku. Nie sądzę by czas trwania i wynik tej operacji mógłby być argumentem za odsunięciem mnie od możliwości dalszego wykonywania zabiegów…

Obecny system godzi w autorytet lekarzy i całego środowiska medycznego. Nie sądzę by dobrym rozwiązaniem było ocenianie nas wyłącznie przez pracowników administracyjnych. Póki nie ma lepszego systemu, to może salomonowym rozwiązaniem byłaby ocena merytoryczna zespołu innych lekarzy np. rady szpitala złożonej z ordynatorów, ale na pewno nie jednoosobowo dyrektora. Menadżerowi powinno zależeć na utrzymywaniu nazwisk, które mają znaczenie choćby stricte marketingowe dla placówki.

- Czy nie sądzi pan, że na drodze ku wprowadzeniu takiej walidacji stanąłby jednak opór środowiska?
- Nie mam żadnych przemyśleń na temat przeszkód we wprowadzeniu takiej oficjalnej walidacji. Wręcz przeciwnie zawsze byłem zwolennikiem jasno określonych standardów w medycynie i jasno określonych procedur. W mojej ocenie one nie tylko porządkują nasze życie, ale także nie dają miejsca na działania pozamerytoryczne.

System szkolenia lekarzy w Polsce jest daleki od ideału, podobnie jak system kształcenia specjalistów. Kiedy zostałem szefem krakowskiej Kliniki wprowadziłem nową erę zarządzania i przede wszystkim postawiłem na równoległy rozwój wszystkich członków mojego zespołu, odchodząc od poprzedniego "gwiazdorskiego" systemu, zastępując go systemem konsultanckim zaczerpniętym z niemieckiej szkoły, której poniekąd sam jestem wychowankiem. Zaprosiłem wszystkich do stołów, by operowali pod okiem starszych kolegów.

Dziś patrząc z perspektywy minionych 15 lat mam poczucie dobrze wykonanej pracy organizatora pracy całego zespołu Kliniki. Operujemy zgodnie z naszymi umiejętnościami, a przede wszystkim każdy z członków zespołu może i ma prawo znaleźć w nim miejsce zgodnie ze swoimi predyspozycjami. Jedni dużo operują, inni mniej, są tacy co dużo publikują i pracują naukowo, a jeszcze inni zajmują się częścią administracyjną czy szkoleniem studentów.

Co do możliwych przeszkód z jakim spotkałoby się wprowadzanie walidacji. Bardziej widzę przeszkody formalne niż w postawie samego środowiska. Wiadomo, że wprowadzanie takiej zmiany wymaga zobiektywizowanych kryteriów, natomiast wydaje mi się, ze nadchodzi czas, by rzeczywiście realnie o tym pomyśleć.

Braki w kadrze lekarskiej w naszym kraju, starzenie się tej grupy zawodowej chirurgów, wypalenie i frustracja związana w finansowym aspektem ciężkiej pracy lekarza, raczej wskazuje na to, że powinniśmy z szacunkiem traktować tych, którzy w tym zawodzie ciągle są pasjonatami i z oddaniem traktują swój zawód.

Czytaj także: Wiek emerytalny ma wyznaczać kres aktywności zawodowej chirurga?

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum