Prof. Robert Flisiak: przed nami szczyt epidemii? Raczej długie miesiące "pełzania"

Autor: Gazeta Wyborcza/Rynek Zdrowia • • 11 maja 2020 10:08

Zdaniem prof. Roberta Flisiaka, prezesa Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, jeśli minister zdrowia Łukasz Szumowski powtarza, że szczyt epidemii mamy przed sobą, to opiera się na tajemnej wiedzy niedostępnej epidemiologom.

Prof. Robert Flisiak Fot. PTWP

Jak mówi prof. Flisiak w rozmowie z Gazetą Wyborczą, każda epidemia przebiega według krzywej Gaussa. Jeśli nie widać jej szczytu, to znaczy, że jest ścięty, bo przeprowadzono za mało badań by uzyskać przynajmniej przybliżony obraz przebiegu epidemii. Jeśli od czterech tygodni odnotowujemy podobną liczbę zakażeń, oznacza to, że linia odcięcia jest bardzo obniżona.

Jak dodaje specjalista, nie powinniśmy jednak patrzeć z perspektywy całego kraju, tylko poszczególnych województw. Są wśród nich takie, na przykład lubelskie, lubuskie czy podlaskie, w których krzywa wraz ze szczytem zachorowań jest dobrze widoczna.

Ekspert wskazuje, że różnice pomiędzy województwami są duże, choć nie można wykluczyć, że tam, gdzie obecnie nie ma nowych zachorowań, nie "eksploduje" jakiś DPS. To jednak tylko jeszcze jeden argument za tym, żeby robić dużo testów.

Epidemiolog przekonuje, że będziemy teraz mieli do czynienia z pełzającą epidemią z liczbą do kilkudziesięciu nowych zachorowań dziennie i z ogniskami pojawiającymi się w różnych miejscach. Gdyby nie ogniska w kopalniach na Śląsku, już dzisiaj bylibyśmy bliscy takiej sytuacji. Przypuszczalnie do jesieni będzie w miarę spokojnie. Później pojawi się normalny o tej porze roku wzrost infekcji grypowych i paragrypowych. Z tą różnicą, że każdy kto kichnie, będzie traktowany jako potencjalnie zakażony SARS-CoV-2.

Więcej: wyborcza.pl

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum