Prof. Juliusz Jakubaszko: system musi zachęcić do specjalizacji w medycynie ratunkowej

Autor: Rzeczpospolita, JJ/Rynek Zdrowia • • 13 marca 2009 12:57

Wcześniej niż planowano MZ chce zabronić chirurgom i pediatrom pracy w karetkach. Czy wystarczy lekarzy medycyny ratunkowej, do momentu wejścia w życie nowych, proponowanych przepisów, by zastąpić tych, którzy w tej chwili pracują w pogotowiu?

Obecnie na oddziałach ratunkowych i w karetkach pracować mogą lekarze kilku specjalności: pediatra, internista, anestezjolog, chirurg i oczywiście lekarz medycyny ratunkowej. Tak ma być do 2020 roku. Potem ratowaniem życia ma się zajmować tylko lekarz medycyny ratunkowej. Tak przynajmniej mówi ustawa, która na razie obowiązuje.

Przepisy mają się jednak zmienić. Ministerstwo Zdrowia, na wniosek Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej, chce skrócić okres przejściowy o pięć lat. W karetkach i na oddziałach ratunkowych już od 2015 roku mieliby pracować wyłącznie lekarze po specjalizacji medycyna ratunkowa.

– To propozycja, która musi być jeszcze zatwierdzona przez kierownictwo resortu – zastrzegał Marek Twardowski, wiceminister zdrowia, w czasie sympozjum medycyny ratunkowej w Karpaczu.

- My od dawna z takim wnioskiem występujemy - mówi portalowi rynekzdrowia.pl  prof. Juliusz Jakubaszko, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej. - Ta propozycja znalazła się już w projekcie ustaw z 2006 roku, ale przez niedopatrzenie posłów z Sejmowej Komisji Zdrowia ówczesnej kadencji, okres się ten wydłużono. To natychmiast zaskutkowało natychmiastowym spadkiem zainteresowania specjalizacją medycyny ratunkowej.

Problem w tym, że w Polsce medyków, którzy mogą pracować na oddziałach ratunkowych, brakuje. Za mało jest pediatrów, anestezjologów, ale też lekarzy medycyny ratunkowej. Specjalizację z medycyny ratunkowej ma 500 lekarzy, kształci się kolejnych 560, ale powinno być ich nawet 3 tysiące.

Czy wobec takich braków kadrowych do 2015 zdołamy przygotować odpowiednią ilość wykształconych w tej specjalizacji lekarzy?

- Pewnie nie zdołamy - mówi rynkowi zdrowia.pl prof. Jakubaszko – ale co to ma do rzeczy? Jeżeli założymy, że może ich nie być to nigdy ich nie wykształcimy. Od ubiegłego roku jest już określony program specjalizacji europejskiej lekarzy medycyny ratunkowej. I my się do tego europejskiego programu, z naszym polskim, dopasujemy. Jesteśmy właśnie w trakcie tego procesu. To oznacza, że trochę uprościmy polski program specjalizacyjny. Zmniejszymy liczbę wymaganych kursów. Jest ich po prostu za dużo

Dlaczego w Polsce brakuje lekarzy ze specjalizacją medycyny ratunkowej? Wśród przyczyn Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej wymienia – atrakcyjniejsze oferty pracy za granicą, brak miejsc do szkolenia młodych lekarzy. Tych ostatnich jest zaledwie 90 a powinno być prawie trzy razy więcej.

Zdaniem prof. Jakubaszko skrócenie okresu przejściowego to bardzo dobre rozwiązanie. - W tej chwili młodzi lekarze nie chcą robić specjalizacji z medycyny ratunkowej, bo nie mają gwarancji, że po niej znajdą dobrą pracę – uważa profesor.

Samorząd lekarski ma jednak inne zdanie wyrażając obawę, że skrócenie okresu przejściowego doprowadzi do tego, że na oddziałach ratunkowych nie będzie miał, kto pracować.

Zdaniem Radziwiłła cały system powinien iść w zupełnie innym kierunku, aby w ratownictwie medycznym pracowali lekarze wszystkich specjalności. Tak jednak było jeszcze dwa lata temu, gdy w karetkach jeździli nawet ginekolodzy czy psychiatrzy. Okazywło się jednak, że ci specjaliści nie radzą sobie przy wykonywaniu wszystkich koniecznych przy ratowaniu życia czynności, np. zaintubowaniu pacjenta.

– Zamiast zamykać medycynę ratunkową przed lekarzami wszystkich specjalności, resort zdrowia powinien raczej dbać, by każdy lekarz umiał uratować np. ofiarę wypadku - tłumaczy Radziwiłł. - Okresowe szkolenia, raz na pół roku, powinni mieć wszyscy, bo każdy lekarz znajdzie się wcześniej czy później w sytuacji, gdy takie umiejętności będą mu potrzebne.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum