Prof. Igal Mor: koronawirus zmienił wszystko: lekarzy, pacjentów i cały system

Autor: Katarzyna Lisowska/Rynek Zdrowia • • 29 kwietnia 2020 15:01

Na każdej odprawie mówię mojemu personelowi, że nie musi tu być, że zrozumiem, gdy ktoś będzie chciał wrócić do domu. Ale nikt do tej pory nie zdezerterował. To dobre słowo, bo jesteśmy na swoistej wojnie - prof. Igal Mor, urolog i dyrektor Szpitala Mazovia w Warszawie opowiada o tym, jak zmieniła się praca lekarza w czasie pandemii koronawirusa.

Prof. Igal Mor: koronawirus zmienił całą naszą rzeczywistość; FOT. Arch. RZ

Nie spodziewałem się, że w ciągu kilku tygodni, a nawet kilku dni zmieni się cała otaczająca nas rzeczywistość. Będziemy błyskawicznie musieli nauczyć się nowych zasad pracy w nowej rzeczywistości. I w niej  teraz muszą też odnaleźć się pacjenci. Nie myślę tylko o tym, że wszyscy założyli maseczki, uzbroili się w przyłbice.

Wszyscy po części musieli stać się zakaźnikami
Zmieniło się  więcej. Lekarz onkolog, urolog czy pielęgniarka musieli stać się po części zakaźnikami, psychologami i psychoterapeutami jednocześnie. Jako zespół musieliśmy stać się jednością, mając świadomość, że teraz bardziej niż kiedykolwiek nasze decyzje wpływają na życie i zdrowie pozostałych osób. Takiej solidarności wszystkich pracowników i poczucia ich olbrzymiej odpowiedzialności za wykonywaną pracę z jaką obecnie się spotykam, nigdy wcześniej nie doznałem.

Świadomość ryzyka zakażenia stała się naszą codziennością. Przy każdym odruchu, każdej procedurze musimy teraz uwzględniać nowe realia epidemiologiczne. To nie znaczy, że wcześniej ten reżim sanitarny nie funkcjonował. On w placówkach ochrony zdrowia był, jednak nie na obecnych zasadach. Myliśmy ręce, przed i po wizycie chorego, używaliśmy też rękawiczek i maseczek. Wcześniej nie musiałem jednak z pacjentem prowadzić konsultacji wideo. Mogłem do niego się uśmiechnąć i podać mu dłoń. Wirus nas dziś od siebie odseparował.

Pamiętając o tym, że trafiają do nas przede wszystkim chorzy onkologicznie i osoby w podeszłym wieku, czyli ta grupa, dla której wirus może być szczególnie groźny, zdecydowaliśmy o cyklicznym testowaniu personelu szpitala tak, aby ryzyko zakażenia koronawirusem było jak najmniejsze. Co tydzień też cały szpital jest dezynfekowany.

Konieczność oswojenia strachu
To, co się zmieniło w naszej pracy to też konieczność oswojenia strachu, innego niż ten przed bólem, rokowaniami dotyczącymi terapii. Dziś po stronie pacjentów jest strach przed przyjściem do szpitala, przed spotkaniem z lekarzem, przed rozpoczęciem leczenia w czasie pandemii. Nie dziwię się tym obawom. Codziennie płynie do nas przekaz, że znaczący odsetek zakażonych to personel medyczny, że w kolejnej placówce ochrony zdrowia wykryto nowe przypadki choroby.

Ten strach towarzyszy też personelowi, bo przecież wszyscy teraz znaleźli się w ekstremalnych warunkach. Lekarze, pielęgniarki i pozostali pracownicy służby zdrowia mają świadomość, że przychodząc do pracy wystawiają się na ryzyko zarażenia wirusem, który może być śmiertelny. Że mogą go zawlec do swoich domów. Dlatego od pierwszego dnia pandemii na każdej odprawie mówię, że każdy ma prawo zostać w domu, że jeżeli ktoś będzie chciał opuścić szpital to ja to zrozumiem, bo wiem, czym ryzykujemy. W tych trudnych warunkach mój zespół sprawdził się, dezerterów nie było.

W kontaktach z pacjentami możemy zaś tylko ich zapewnić, że robimy, co możemy, by czuli się bezpiecznie. Testujemy personel, dezynfekujemy cały szpital, przestrzegamy procedur sanitarnych. Wydaje się, że w przypadku takiego szpitala, jak nasz -monoprofilowego - wdrożenie nowego reżimu sanitarnego i jego przestrzeganie jest łatwiejsze niż w dużych szpitalach wieloprofilowych. Tu nie ma SOR-u, gdzie jest duża rotacja chorych. Pierwszy kontakt z pacjentem może odbyć się zdalnie. Zarówno chory, jak i personel ma czas, by przygotować się na pobyt w placówce. 

W obecnej sytuacji możemy też zmienić ścieżkę terapeutyczną, odroczyć pewne świadczenia - o ile pozwala na to stan zdrowia chorego, by ograniczyć bezpośrednie, niekonieczne w okresie pandemii kontakty ze szpitalem licząc, że za dwa, trzy miesiące będzie inna sytuacja epidemiologiczna. I to robimy, ale tylko w tych sytuacjach, gdy stadium choroby i stan zdrowia chorego na to pozwala. Tu mamy ścisłe wytyczne postępowania polskich i europejskich towarzystw naukowych.

Koronawirus stał się elementem oceny i kwalifikacji do pewnych procedur medycznych. W praktyce jednak w naszym szpitalu liczba wykonywanych procedur nie zmniejszyła się.

Prawdziwa rewolucja telemedyczna
Owocem epidemii z pewnością jest prawdziwa rewolucja telemedyczna w ochronie zdrowia i myślę, że od tego już nie będzie odwrotu. Telekonsultacje, cała informatyzacja będzie jedną z trwałych pozostałości tej pandemii. Jej rozmach faktycznie mnie zaskoczył. Gdyby na początku 2020 roku ktoś powiedział, że będę zdalnie konsultował chorego, a co więcej, że tym chorym będzie 70-80-letni pacjent, nie dałbym temu wiry. A to się właśnie dzieje. Seniorzy, dzięki wsparciu rodzin usiedli przy komputerach, sprawnie nauczyli się obsługiwać smartfony. 

Przed epidemią telemedycyna sprowadzała się często do zdalnego wystawienia recepty, zdalnego opisywania np. przez radiologa badań obrazowych, do tego, że kardiolog mógł na monitorze obejrzeć, jak wygląda elektrokardiogram pacjenta. Teraz specjalista wstępnie diagnozuje i konsultuje chorego na odległość. Możliwości i faktyczne zastosowanie technologicznych rozwiązań stały się dla nas już normą. 

Pandemia koronawirusa to z pewnością jedno z najtrudniejsze doświadczeń zawodowych w moim życiu.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum