Marzena Sygut/Rynek Zdrowia | 22-03-2021 10:30

Prof. Fal: stan kliniki na dziś rano: 25 pacjentów, z tego czterech poniżej 35. roku życia - ze wspomaganiem oddechu

W szpitalach leżą coraz młodsi pacjenci z Covid-19. Na 25 chorych przebywających na oddziale covidowym czterech ma mniej niż 35 lat. Wszyscy wspomagani oddechowo – mówi prof. Andrzej Fal.

Na zdjęciu: prof. Andrzej Fal, prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego; FOTO: PTWP

  • Średnia wieku osób leczonych szpitalnie jest poniżej 60 roku życia, co wskazuje na to, że osoby młodsze są istotnym elementem hospitalizacji
  • Bezpośredni zakaz przemieszczania się to działanie skuteczne, ale na jego wprowadzenie jest za wcześnie. Wielkanoc w izolacji - już tak
  • Zwolnienie rezydentów z egzaminu ustnego to wymóg sytuacji. Tego potrzeba w tej chwili i rezydentom i systemowi

 

- Chorzy ci nie tylko są podpięci pod respiratory, ale też wysokoprzepływową tlenoterapię. To potwierdza, że w trzeciej fali pandemii hospitalizacja dotyczy osób dużo młodszych niż w pierwszej fali – wyjaśniał w "Rozmowie Piaseckiego" na antenie TVN24, prof. Andrzej Fal, prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego.

Dodał: Obecnie średnia wielu hospitalizowanych osób jest poniżej 60 roku życia. To pokazuje, że ludzie poniżej tego wieku są istotnym elementem leczenia szpitalnego.

- Sugeruje też, że z jednej strony mutacja brytyjska wirusa, która teraz atakuje, jest skierowana na osobny nieco młodsza. Z drugiej strony jest to sygnał, że w sposób skuteczny zaszczepiliśmy osoby starsze. One dalej są istotnym odsetkiem przypadków zapadających na ciężki covid, ale nie są już absolutnie dominującymi pacjentami. To jest punkt dla nas. Zaszczepienie tej populacji sprawdziło się i to jest dobry kierunek - podkreślał

Trzy różnice pomiędzy "falami" 

Ekspert wskazał też na inne różnice jakie występują pomiędzy pierwszą falą pandemii a drugą czy trzecią.

- Są trzy kluczowe różnice. Po pierwsze, wiosną ubiegłego roku mówiliśmy o czymś niewiadomym, co przyszło z głębokiej Azji i baliśmy się tego. Ten strach przełożył się na nasze zachowania. Stąd ten pierwszy lockdown i zastosowane obostrzenia, były przez ludzi wykonywane perfekcyjnie:  maseczki, dystans. Po roku już się tego wirusa nie boimy. Mimo że ilość zakażeń jest większa, to podchodzimy do tych zakazów bardziej elastycznie, nie stosujemy się do nich – zaznaczył.

Wskazał też, że druga różnica wiąże się z samą biologią wirusa. – Wiosną ub. roku mieliśmy jeden, dziki szczep wirusa. Teraz mamy już kilka wariantów. Szczególnie ten wirus brytyjski, który dominuje jest obecnie bardzo dokuczliwy. On docelowo wyprze tego dzikiego wirusa, bo taka jest natura wirusów, że te bardziej zjadliwe wypierają te formy pierwotne. Proszę pamiętać też, że mamy jeszcze wariant wirusa: południowoafrykański, brazylijski i szereg innych, co budzi niepokój na przyszłość – wyjaśnił.

Ekspert wskazał też na pozytywny akcent. - Dziś niewątpliwie jesteśmy lepiej uzbrojeni. Mamy szczepionkę, nawet kilka. Wiosną ub. roku mogliśmy tylko o niej marzyć. Jesteśmy proaktywni, a nie retroaktywni. Zaatakowaliśmy wirusa, a nie tylko bronimy się. Ale wirus również zaatakował i te jego ataki daję nowe mutacje - mówił.

Bezpośredni zakaz przemieszczania się jeszcze nie teraz 

Prof. Fall wyjaśnił, że wprawdzie bezpośredni zakaz przemieszczania się byłby działaniem skutecznym, ale na jego wprowadzenie chyba jeszcze za wcześnie. Ale już Wielkanoc w bezwzględnej izolacji, to jak najbardziej dobry kierunek. 

- Bez względu na to jak zachowa się śledzona przez nas krzywa zachorowań codziennych czy średnia z siedmiu dni, te święta są na tyle blisko, że niestety powinniśmy po raz trzeci z kolei święta spędzić w większości zdalnie, a nie rodzinnie przy jednym stole. To wynika ze środków bezpieczeństwa, żeby nie przerywać trendu, który mimo wszystko długoterminowo powinien być dla nas pozytywny. Ilość zachorowań w tej chwili jest porażająca i budzi lęk. Pamiętajmy, że z dnia na dzień jesteśmy coraz mocniejsi, jako populacja, bo coraz więcej osób jest zaszczepionych. To w pewnym momencie da nam przewagę nad pandemią. Ale musimy bardzo uważać – zaznaczył.

Dodał: Zakaz przemieszczania się prawdopodobnie przyczyniłby się do jeszcze większego opanowania obecnej sytuacji w Polsce. Mając jednak świadomość tego, że swoboda przemieszczania się jest jedną z największych swobód jakie są naszym prawem, to decyzja o jej wprowadzeniu powinna być jak najbardziej odraczana w czasie. Na ten moment taki zakaz nie powinien być wprowadzony.

- Mamy jeszcze kilka elementów do wyboru, żeby zmniejszyć te motywacje do mobilności. Mam tu na myśli np. zamykanie galerii czy też zastosowany powrót do nauki zdalnej, który jest zdecydowanie dobrym krokiem, i działaniem jak najbardziej zasadnym. Jest to kierunek propagowany przez lekarzy epidemiologów, zakaźników - mówił.

Wpuśćmy rezydentów do pełnego systemu

Ekspert odniósł się też od apelu prof. Andrzeja Matyi, prezesa NRL który postuluje, aby lekarze rezydenci podchodzący do egzaminu specjalizacyjnego mogli w obecnej sytuacji nie zdawać części ustnej, jeśli tylko zaliczą część pisemną.

- Ja ująłbym to zdecydowanie bardziej precyzyjnie. Tego, takich zmian, potrzeba w tej chwili systemowi – wyjaśnił.

- Nie wiem, czy nie sprawdzać w ogóle tej wiedzy rezydentów w egzaminie ustnym, czy przełożyć tę część, czy zaliczyć częściowo, ale tak, zdecydowanie trzeba ułatwić kolegom rezydentom zdanie jak najszybciej tego egzaminu. Co więcej, proszę pamiętać, że przygotowanie się do takiego egzaminu jest w obecnej sytuacji ogromnym wysiłkiem. W wielu miejscach rezydenci pracują z małymi przerwami, prawie non stop. Trudno w tej sytuacji wymagać, że będą mieli czas na pełne przygotowanie się, w sposób rzetelny, do tego egzaminu. W związku z tym pełne wymogi egzaminacyjne byłyby nie fair - spuentował.