Prof. Cholewińska-Szymańska: śmiertelność koronawirusa nie jest wysoka, ale może rosnąć

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 29 stycznia 2020 11:04

Na razie śmiertelność w wyniku zarażenia koronawirusem z Wuhan nie jest jeszcze wysoka, wynosi 2 proc. populacji zarażonych, ale być może ten odsetek się zwiększy - uważa prof. Grażyna Cholewińska-Szymańska, konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych w woj. mazowieckim.

Prof. Grażyna Cholewińska-Szymańska; FOT. PTWP

Profesor w rozmowie w TVN24 powiedziała, że testy diagnostyczne, których jeszcze w Polsce brakuje, w ciągu 2-3 dni powinny dotrzeć do Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie. Pozwolą one na identyfikowanie tego nowego wirusa.

Jej zdaniem, pomimo rosnącej i niepokojącej liczby zgonów, na razie ten odsetek jest stosunkowo niewielki w porównaniu ze statystykami związanymi ze śmiertelnością w wyniku epidemii wirusa eboli. Liczba zgonów, według oficjalnych danych, wywołana nowym koronawirusem na koniec dnia we wtorek wyniosła 132, a liczba zakażonych wzrosła do 5 974.

- To nie jest jeszcze największa liczba zgonów, bo pamiętamy niedawną epidemię eboli, gdzie śmiertelność wynosiła 60 proc., w niektórych momentach doszła do 90 proc. Tutaj na początku WHO podało śmiertelność 2 proc. Być może ten odsetek się zwiększy, bo widzimy, że chorują ludzie starzy, którzy mają wyczerpany system immunologiczny, z obciążeniami chorobowymi w układzie oddechowym - wyjaśniła.

Równocześnie profesor wytłumaczyła, że w przypadku chorób wysoce zakaźnych, jakimi były ebola, SARS, a teraz nowy koronawirus, nie ma "leku specyficznego". Pacjentów leczy się objawowo.

- Hamujemy kaszel, poprawiamy oddech, robimy mechaniczną wentylację po to, żeby dostarczyć tlen pacjentowi. Podajemy kroplówki i podejmujemy inne działania z obszaru intensywnej terapii - wyjaśniła.

Przy okazji przypomniała, jak ma postępować pacjent, który podejrzewa, że zaraził się koronawirusem, a przebywał w Chinach lub miał kontakt z taką osobą. Tym bardziej, że choroba może postępować bardzo błyskawicznie.

- Choroba ma charakter bardzo dynamiczny i szybko te objawy się nasilają. W ciągu godzin może dojść do ciężkiej niewydolności oddechowej, która wymaga właśnie podłączenia do respiratora i warunków intensywnej terapii. I trochę dmuchając na zimne każdy przypadek, który demonstruje objawy kliniczne, powinien być hospitalizowany, a te najbardziej podejrzane o to zakażenie osoby są hospitalizowane w Warszawie - w Wojewódzkim Szpitalu Zakaźnym - powiedziała profesor.

Dodała, że szpital ten dysponuje specjalistyczną infrastrukturą do leczenia chorób o wysokiej zakaźności. Pracuje też w nim przeszkolony personel medyczny.

Natomiast jeśli chodzi o diagnozę koronawirusa w Polsce, to zdaniem profesor jest pewna potyczka diagnostyczna - nie ma obecnie testów do identyfikacja tego nowego typy wirusa. Uspokoiła jednak, że szpital w ciągu 2-3 dni je otrzyma.

- Obecnie w Polsce nie mamy testów do identyfikacji tego typu wirusa. Na razie w Europie są dwa laboratoria - w Berlinie i Rotterdamie. Aczkolwiek szpital, w którym pracuję, zamówił te testy i myślę, że w ciągu 2-3 dni te testy będą. Będziemy mogli identyfikować, tu w Polsce na miejscu te przypadki - zaznaczyła.

Dodała też, że każdy potwierdzony przypadek zarażenia szpital musi zgłaszać do odpowiedniego pionu sanitarnego i rejestracji międzynarodowych.

Klaudia Torchała (PAP)

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum