Powódź: wygrać z wodą i zagrożeniami dla zdrowia

Autor: KR/Rynek Zdrowia • • 07 czerwca 2010 14:35

Zawilgocone pomieszczenia to doskonałe środowisko do rozwoju bakterii i grzybów.

Jak podaje Dziennik Polski, wśród skutków powodzi są również tak groźne jak pojawienie się grzybów toksynotwórczych, w tym najgroźniejszych Aspergillus flavus, które występowały w mieszkaniach wielu osób, które zmarły na białaczkę, nazwanych „domami białaczkowymi”.

W rozmowie z Rynkiem Zdrowia inż. Cezariusz Magot, rzeczoznawca mykologiczno-budowlany z Polskiego Stowarzyszenia Mykologów Budownictwa przyznaje, że najgroźniejsze są grzyby pleśniowe. Nie wyrządzają wielkiej szkody budynkowi, ale człowiekowi tak. – Mogą być przyczyną ok. 150 chorób. Dlatego z pomieszczeń należy jak najszybciej usunąć zawilgocone rzeczy i osuszyć ściany – podkreśla inż. Magot.

Czas potrzebny, by ściany wyschły, jest uzależniony od tego, z czego są wykonane. Te z pustaków schną o wiele dłużej od ścian zbudowanych np. z cegieł. Trzeba się jednak liczyć z tym, że osuszanie i tak potrwa kilka miesięcy.

Ważne, by w tym czasie nie ułatwiać grzybom i pleśniom rozwoju.

– Grzyby i pleśń lubią wilgotne środowisko oraz m.in. drewno, tapety, kurz. Zdarza się, że powodzianie zostawiają na później usunięcie zniszczonych, niepotrzebnych mebli czy elementów wyposażenia wnętrz, przerzucając je np. do piwnicy, a to doskonała pożywka dla rozwoju grzybów i pleśni – mówi rzeczoznawca.

Gdy u mieszkańców zawilgoconego domu pojawią się niepokojące objawy: choroby górnych dróg oddechowych, bóle głowy, nudności, powinni się zgłosić do lekarza. Dom warto oddać w ręce specjalistów.

Nie chodzi o to, by dzwonić do specjalisty z każdą plamką, ale na pewno warto to zrobić, gdy grzyby czy pleśń objęły całą ścianę lub gdy z wnętrz korzystają dzieci np. w przedszkolach. – Wiele skutecznych środków i metod usuwania wilgoci oraz grzybów można zastosować samemu, ale na pewno powinny mieć one atest Państwowego Zakładu Higieny – zaznacza inż. Magot.

Na łamach Dziennika Polskiego, prof. Wiesław Barabasz, kierownik Katedry Mikrobiologii Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, radzi, by z zalanych domów wyrzucić wszystko, co nasiąknęło wodą. Jak podkreśla, suszenie wersalek czy dywanów nic nie da, gdyż mytotoksyny giną dopiero w temperaturze 100 stopni Celsjusza. Można za to zostawić odzież, ale wyłącznie taką, którą można wygotować (pranie w pralce automatycznej nie wystarczy, bo osiąga ona temperaturę 90 st. C).

Z zalanych domów powinny zniknąć nie tylko zamoczone meble, tekstylia czy materiały budowlane. Do zniszczenia nadaje się też prawie cała zalana żywność, również ta przechowywana w butelkach, słoikach i konserwach.

– Nie mamy pewności, czy opakowanie było szczelne. Nie pomaga też częściowe usuwanie pleśni, gdyż toksyny są już obecne w całym produkcie. Nie jesteśmy w stanie ich odkazić i nie ma sensu ryzykować zatrucia pokarmowego – mówi portalowi rynekzdrowia.pl prof. Łucja Łaniewska-Trokenheim, kierownik Katedry Mikrobiologii Przemysłowej i Żywności Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum