Polacy w europejskiej czołówce samobójców. Czy psychiatria środowiskowa to zmieni?

Autor: Jacek Wykowski/Rynek Zdrowia • • 06 kwietnia 2018 05:50

O liczebnej przewadze ofiar samobójstw nad śmiertelnymi ofiarami wypadków drogowych mówimy od kilku lat, ale jak dotąd nie spowodowało to przełomu - zauważa prof. Jacek Wciórka z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Choć powstające właśnie centra zdrowia psychicznego są ruchem w dobrą stronę, eksperci ostrzegają, by nie popadać w przesadny optymizm.

Polacy w europejskiej czołówce samobójców. Czy psychiatria środowiskowa to zmieni? FOT. Shutterstock

Z powodu samobójstw ginie w Polsce więcej ludzi niż w wypadkach drogowych - alarmowali eksperci podczas niedawnego, I Kongresu Suicydologicznego w Łodzi (22 marca). W roku 2017 było to ponad 5,2 tys. osób, z czego 80 proc. stanowili mężczyźni. Szacuje się, że 60-90 proc. osób z zachowaniami samobójczymi (zależnie od grupy wiekowej) przejawia różne zaburzenia psychiczne, m.in. depresję.

W środę (4 kwietnia) minister zdrowia Łukasz Szumowski zapowiedział, że wydatki na psychiatrię w 2018 r. (ok. 160 mln zł) będą dwukrotnie większe niż w którymkolwiek roku za czasów rządów PO. Szef resortu przypomniał, że pilotaż środowiskowego modelu opieki psychiatrycznej, opartego na tzw. centrach zdrowia psychicznego, ma się rozpocząć już w lipcu i potrwać 36 miesięcy.

- Udostępnienie właściwej pomocy przez centra zdrowia psychicznego rozwiązuje tylko część problemów prewencji i obniżenia wskaźników zachowań samobójczych - zaznacza prof. Wciórka. Dlaczego?

Co 47 minut ktoś próbuje się zabić
- Nieustannie zajmujemy się ofiarami wypadków drogowych - słusznie, ale jednocześnie nie poświęcamy dostatecznej uwagi ofiarom zamachów samobójczych. (…) Przy wypadkach drogowych mówimy, że winni są kierowcy, infrastruktura dróg, pijaństwo. Jest na kogo zrzucić odpowiedzialność. A kogo obciążyć winą przy samobójstwie? - mówił podczas łódzkiej konferencji prezes Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego, prof. Brunon Hołyst.

Biorąc pod uwagę fakt, że według profesora przyczyn samobójstw może być nawet kilkaset, opracowanie skutecznej prewencji jest bardzo trudne. Problemów nastręcza też zbieranie danych (dopiero od br. wprowadzono obowiązek rejestrowania prób samobójczych w kartach leczenia szpitalnego). GUS podaje inną liczbę samobójstw niż policja, a różnica między nimi sięga nawet 30 proc.

Zgodnie z najnowszymi danymi Komendy Głównej Policji w 2017 r. z własnej ręki zginęło 5 276 osób, w tym mężczyzn aż 4 524. Prób samobójczych zarejestrowano 11 139 - dochodziło do nich co 47 minut. Warto jednak zaznaczyć, że w latach 2010-14 liczba samobójstw przekraczała 6 tys.

- Alarmowanie, że statystyki rosną, to duże uproszenie. Rosną, ale jedynie w wyobraźni tabloidów - zaznacza dr Włodzimierz Brodniak, sekretarz Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego.

Mimo tej poprawy specjalistów cały czas niepokoi wysoki odsetek śmierci wśród młodzieży - co piąta nastąpiła z powodu samobójstwa (115 w grupie 13-18 lat w 2017 r.) oraz wśród mężczyzn w średnim wieku, którzy zabijają się sześć razy częściej niż kobiety.

Współczynnik liczby samobójstw na 100 tys. mieszkańców (a więc uwzględniający demografię) umieszcza nas w czołówce krajów europejskich. W Polsce samobójstwo co roku popełnia 18,5 osób na 100 tys. osób. Średnia dla Europy to 14,1. Większy problem mają tylko Litwini (26,1) i Białorusini (19,1).

Na świecie Polska jest piętnasta. Dla porównania Węgry są na 25. miejscu, a Niemcy na 105. Wśród krajów UE najmniej samobójstw zdarza się w Grecji - 3,2 na 100 tys. osób.

Terytorialna odpowiedzialność psychiatrii
Szacuje się, że 60-90 proc. osób z zachowaniami samobójczymi (zależnie od grupy wiekowej) przejawia różne zaburzenia psychiczne, m.in. depresję.

- Jednym z kluczowych czynników w prewencji samobójstw jest możliwość uzyskania szybkiej pomocy w sytuacji kryzysu psychicznego - i to najlepiej poza izbą przyjęć szpitala psychiatrycznego. Rozwiązaniem, które wychodzi naprzeciw temu wyzwaniu, są centra zdrowia psychicznego (CZP) - mówi Rynkowi Zdrowia Marek Balicki, były minister zdrowia, a obecnie szef Wolskiego Centrum Zdrowia Psychicznego w Warszawie.

Zwraca uwagę, że centra będą funkcjonować na zupełnie innej zasadzie niż dzisiejsza publiczna opieka psychiatryczna.

- Zmiana polega na tym, że będą miały odpowiedzialność za konkretną populację - dzielnicy, miasta, powiatu. Będą też otrzymywać wynagrodzenie za całościową opiekę nad populacją, a nie jak obecnie, za poszczególne świadczenia - tłumaczy Balicki.

W ramach centrów mają być uruchomione punkty zgłoszeniowo-koordynacyjne (PZK), do których od razu trafia osoba w kryzysie. B. minister zdrowia zauważa, że w puncie, zamiast rejestratorki, będzie „pracownik merytoryczny”, który na podstawie wstępnej diagnozy ustali dalszy plan postępowania.

- Dzisiaj w przypadku kryzysów, w których są tendencje samobójcze, nie wiemy, gdzie pójść - możemy się odbijać od drzwi do drzwi - mówi Marek Balicki.

Jeden PZK ma przypadać na nie więcej niż 80 tys. dorosłych mieszkańców. - To mechanizm radykalnie lepszego odpowiadania na potrzeby - podsumowuje Balicki, dodając, że lokalne centra otwierają też drogę do destygmatyzacji psychiatrii.

Pilotaż CZP ma potrwać do 30 czerwca 2021 r. W programie weźmie udział ponad 40 placówek medycznych z całego kraju. Szacunkowa liczba pacjentów, którzy zostaną nim objęci, to 4,5 mln.

Główne grzechy w prewencji
- O liczebnej przewadze  ofiar samobójstw nad śmiertelnymi ofiarami wypadków drogowych mówimy od kilku lat, ale jak dotąd nie spowodowało to przełomu ani w zakresie przygotowania programu prewencji samobójstw, ani w racjonalnym podziale środków na finansowanie tych alarmujących (w obu przypadkach) źródeł przedwczesnej umieralności - mówi prof. Wciórka.

Suicydolodzy podkreślają, że owszem, przyczyną samobójstwa jest zawsze splot wielu czynników, natomiast w zapobieganiu tragediom najważniejszą rolę odgrywa wsparcie udzielone osobie w kryzysie. Pomóc mogą m.in. lekarze - POZ, psychiatrzy. Wsparcie takie nie zawsze jest jednak skuteczne.

- Lekarze POZ nie są niestety przygotowani do identyfikacji zachowań samobójczych - to kwestia niedostatecznego szkolenia przeddyplomowego w tym zakresie. Z kolei pomoc psychiatrów szwankuje głównie z powodu dramatycznie ograniczonej dostępności świadczeń. Z przerażeniem obserwuję ponawiane kampanie pod hasłem „lecz depresję”, wiedząc, że publiczna oferta ambulatoryjnej pomocy w takim kryzysie wymaga na ogół co najmniej kilkutygodniowego oczekiwania na wizytę w poradni - ubolewa prof. Wciórka.

Dodaje, że błędem jest też często jednostronność interwencji, sprowadzająca się np. do zastosowania leku przeciwdepresyjnego, choć potrzebne byłaby pomoc psychoterapeutyczna lub choćby intensywne wsparcie emocjonalne, czy pomoc w rozwiązaniu nabrzmiałej sytuacji życiowej (np. z powodu utraty źródeł utrzymania, bezdomności, samotności, porzucenia).

- Prewencji nie należy ani nie doceniać, ani przeceniać. Uwarunkowań wpływających na liczbę samobójstw, zwanych "suicydogennymi układami sytuacyjnymi", jest według prof. Hołysta nawet kilkaset; ja znam co najmniej kilkadziesiąt. Dlatego tak trudno samobójstwu zapobiegać. Poza tym są czynniki biologiczne, zwane osobowymi skłonnościami samobójczymi. Przyczyną mogą być np. uwarunkowania genetyczne - tłumaczy nam sekretarz Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego.

- Na jednym z międzynarodowych kongresów w Budapeszcie żartowano, że gdy bezrobocie jest większe, to jest mniej wypadków, bo ludzie rzadziej jeżdżą samochodami - konstatuje dr Brodniak. 

„Grzeszą” nie tylko lekarze, ale i media
Jednym z najwcześniejszych wydarzeń, które zwróciły uwagę na związek między mediami a samobójstwem, było opublikowanie w roku 1774 powieści Goethego „Cierpienia młodego Wertera”, której bohater zastrzelił się z powodu nieszczęśliwej miłości. Wkrótce po jej ukazaniu się prasa donosiła o wielu przypadkach samobójstw dokonanych w ten sam sposób przez młodych mężczyzn. Stąd też w literaturze fachowej pojawił się termin „efekt Wertera” oznaczający samobójstwa naśladowcze (imitacyjne).

Na zachowania samobójcze wpływa również telewizja. Najbardziej niebezpieczne są przypadki samobójstw, którym nadaje się duży rozgłos. Wpływ ten jest większy, jeśli w grę wchodzą znane osobistości.

Specjaliści radzą, by za wszelką cenę unikać sensacyjnego rozgłosu wokół przypadków samobójstw, szczególnie wówczas, gdy zamieszany jest w nie ktoś znany. Informacje na ten temat należy ograniczyć do absolutnego minimum. Nie powinno się także zamieszczać fotografii zmarłych, ani też opisywać metody samobójstwa i miejsca, w którym je popełniono. Co więcej, należy unikać szczegółowych opisów użytej metody samobójstwa i sposobu jej przygotowania. Błędem jest też przedstawianie samobójstwa jako metody radzenia sobie z problemami osobistymi. czy gloryfikowanie samobójców. 

- Na pewno nie wolno robić tego, co robiły niektóre tzw. media liberalne, opisując samobójczą śmierć pod Pałacem Kultury (19 października ub.r., w proteście przeciw rządowi PiS, pod PKiN podpalił się 54-letni mężczyzna - red.). Wykorzystały ten dramat dla własnych interesów politycznych. Było to niezgodne z z wytycznymi WHO, po prostu absolutny skandal - ocenia Balicki.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum