Od samej zmiany przepisów tak potrzebnych w epidemii anestezjologów nie przybędzie

Autor: JJ/Rynek Zdrowia • • 19 października 2020 06:00

9 października w Dzienniku Ustaw zostało opublikowane rozporządzenie ws. standardu organizacyjnego opieki zdrowotnej w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii. To swego rodzaju odpowiedź resortu zdrowia na coraz częściej pojawiające się sygnały, że choć respiratorów do opieki nad pacjentami z COVID-19 jest wystarczająca liczba, to nie ma ich kto obsługiwać.

Od samej zmiany przepisów tak potrzebnych w epidemii anestezjologów nie przybędzie
Tu nie chodzi o samą obsługę respiratora, bo tego można nauczyć nawet małpę, ale o prowadzenie terapii wentylacyjnej - wskazują specjaliści w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii. Fot. Shutterstock

Mówił o tym otwarcie także w Polsat News wiceminister Waldemar Kraska: - Łóżek, sprzętu mamy pod dostatkiem. Nie obawiałbym się, że tego zabraknie. Na pewno "wąskim gardłem" jest personel medyczny. To zaniedbania wieloletnie.

Skąd wziąć anestezjologów?
Rząd przygotowując się na ''włoski scenariusz'' epidemii do 900 respiratorów, które były w systemie opieki chorych na COVID-19 (w niedzielę, 18 października, w użyciu było już - 649 respiratorów z 1115 dostępnych - dane z soboty 17 października) uruchamia kolejne, będące w dyspozycji Agencji Rezerw Materiałowych. W razie potrzeby do dyspozycji mają być następne. Jak jednak podkreślają dyrektorzy wielu placówek, które zostały wyznaczone do opieki nad zakażonymi pacjentami, podstawowym problemem nie same respiratory jako urządzenia czy szpitalne łózka, ale brak kadr do ich obsługi.

Wspomniane już rozporządzenie, zmieniając dotychczasowe standardy anestezjologiczne na czas pandemii umożliwia samodzielne dyżurowanie na oddziałach intensywnej terapii rezydentom po IV roku specjalizacji w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii i półrocznym doświadczeniu w pracy na takim oddziale.

Jak zapewniał w czasie jednej ze swoich wypowiedzi Wojciech Andrusiewicz, rzecznik MZ, taki zabieg pozwoli na zwiększenie liczby anestezjologów, którzy mogliby między innymi obsługiwać respiratory, do około 400-500 osób. Jak jednak przekonują anestezjolodzy, od tej zmiany przepisów kadr do obsługi łóżek na OIT nie przybędzie.

Przeciwko obniżeniu standardów
Przeciw obniżeniu standardów organizacyjnych w zakresie anestezjologii i intensywnej terapii szybko zareagował Związek Zawodowy Anestezjologów, podkreślając w swoim stanowisku, że zmiany wprowadzone na mocy ww. rozporządzenia zmniejszają bezpieczeństwo zdrowotne pacjentów leczonych w oddziałach anestezjologii i intensywnej terapii, ponieważ obniżają dotychczasowe wymagania w zakresie kwalifikacji lekarzy udzielających świadczenia i innych warunków udzielania świadczeń.

Z kolei rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej Rafał Hołubicki podkreśla, że wspomniane rozporządzenie powstało z pominięciem konsultacji społecznych i nie było kierowane do zaopiniowania przez Naczelną Radę Lekarską. Stąd też brak oficjalnego stanowiska samorządu lekarskiego w tej kwestii.

- Rozumiemy argumenty przemawiające za koniecznością zwiększenia dostępności do leczenia szpitalnego pacjentów chorych na COVID-19, także poprzez zwiększenie dostępu do świadczeń z zakresu intensywnej terapii. Należy jednak zawsze konsultować takie zmiany z lekarzami, których te zmiany dotyczą. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy wszyscy lekarze po IV roku specjalizacji są gotowi przyjąć na siebie ryzyko i odpowiedzialność związaną z wykonywaniem procedur intensywnej terapii - mówi Hołubicki.

- Należałoby ich najpierw wysłuchać przed wprowadzeniem takiej regulacji. Ponadto nie ma tutaj żadnej symetrii - z jednej strony rozporządzenie Ministra Zdrowia dało dyrektorom szpitali możliwość wymogu określonej pracy od specjalizujących się lekarzy, natomiast sami lekarze, oprócz obowiązków, nie otrzymali żadnej ochrony prawnej na ten wypadek - dodaje.

Z jakich wymagań i standardów zwolnione są oddziały covidowe?
Jak zauważa rzecznik NIL, w omawianym rozporządzeniu przyjęto także, że wobec placówek, którym wojewoda wydał polecenie zapewnienia udzielania świadczeń opieki zdrowotnej wyłącznie pacjentom z potwierdzeniem zakażenia wirusem SARS-CoV-2 lub zapewnienia łóżek dla pacjentów z podejrzeniem lub potwierdzonym zakażeniem wirusem SARS-CoV-2, nie stosuje się wymagań określonych w załączniku nr 1 do tego rozporządzenia.

- Wymagania tam określone dotyczą m.in. liczby personelu lekarskiego, liczby pielęgniarek i wyposażenia oddziału. Zwolnienie ze spełniania wymagań jest bardzo szerokie, trudno powiedzieć, że gwarantuje ono bezpieczeństwo pacjentów i bezpieczeństwo osób udzielających tych świadczeń - podkreśla Hołubicki.

Eksperci zawracają także uwagę na to, że pozwalając lekarzom bez specjalizacji na obsługę respiratorów, powinno się ich zwolnić z odpowiedzialności w razie błędów medycznych Jak mówi rzecznik NIL samorząd lekarski już wiele miesięcy temu przedstawił projekty takich zmian, a minister Adam Niedzielski zadeklarował, że jednym z jego sztandarowych celów jest wprowadzenie systemu ''no fault''.

- W chwili obecnej wiemy, że prace nad wprowadzeniem tych zapisów trwają, a konkretne zapisy mają być konsultowane ze środowiskiem lekarskim - mówi Hołubicki.

Rozmnażanie przez przesuwanie?
Zdaniem prof. Łukasza Krzycha, kierownika oddziału anestezjologii i intensywnej terapii Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego im. prof. Gibińskiego SUM, śląskiego konsultanta w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii, wprowadzenie zmiany w standardzie opieki anestezjologicznej nie zmieni nic.

- Wczytując się w zarządzenie - warunkiem koniecznym jest odbycie 4-letniego stażu specjalizacyjnego w dziedzinie anestezjologii oraz półrocznego stażu w dziedzinie intensywnej terapii. W związku z czym - ci ludzie już co najmniej od pół roku pracują na oddziałach intensywnej terapii. To jest przesunięcie ludzi z przysłowiowej kupki na kupkę. To nie jest żadne zwiększenie liczby lekarzy, którzy mogą pracować, bo oni już faktycznie tam pracują - mówi prof. Krzych.

Komentując apele dyrektorów szpitali, którzy szukają lekarzy na półroczne szkolenia w obsłudze respiratorów prof. Krzych podkreśla, że nie jest możliwe by ich obsługą, nawet po takim przeszkoleniu, mogli się zajmować inni lekarze niż anestezjolodzy.

Nie chodzi o kręcenie pokrętłami
- Tym muszą zajmować się tylko specjaliści w dziedzinie anestezjolodzy i intensywnej terapii, którzy rozumieją wszystkie niuanse, którymi się kierujemy w prowadzeniu wentylacji. Tu nie chodzi o samą obsługę respiratora, bo tego można nauczyć nawet małpę, ale o prowadzenie terapii wentylacyjnej. To są dwa różne pojęcia. Terapia wentylacyjna jest terapią stricte spersonalizowaną. Musi być dobrana do konkretnego pacjenta. I to nie chodzi o pokręcenie pokrętłami na respiratorze, tylko o bardzo odpowiedzialne dostosowanie leczenia wentylacyjnego do konkretnego pacjenta - podkreśla specjalista.

- W mojej ocenie półroczne przeszkolenie z obsługi respiratora nic nie da, ponieważ chodzi tu o zrozumienie całej dynamiki zmian, która dzieje się w organizmie, żeby taka wentylacja przyniosła pacjentowi pożytek zamiast być dla niego zgubna - mówi prof. Krzych dodając, że obsługą urządzenia mógłby zajmować się technik, natomiast terapia wentylacyjna jest czymś dużo bardziej zaawansowanym.

Jak podkreśla specjalista to, że dzisiaj brakuje specjalistów do obsługi respiratorów jest efektem zaniechań wielu lat, a tego nie da się niestety odrobić w krótkim czasie. Konsultanci występują rokrocznie do ministerstwa o przyznanie większej liczby miejsc rezydenckich. Jest ich przyznawana zaledwie połowa.

Większa odpowiedzialność
Prof. Janusz Andres, kierownik Katedry Anestezjologii i Intensywnej Terapii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii, ocenia, że wydanie rozporządzenia w sprawie zmian standardów w anestezjologii było dobrym posunięciem.

- To jest przesunięcie do bezpośredniej opieki nad pacjentami lekarzy, którzy nie mieli jeszcze uprawnień, ale już mają wiedzę i pewne doświadczenie. Jest to przygotowanie do ewentualnej katastrofy, jaka może zdarzyć się w związku z pandemią. Takie działanie na ten czas jest w pełni uzasadnione - przekonuje prof. Andres.

Przyznaje, że co prawda ci lekarze już pracują na oddziałach intensywnej terapii, ale teraz, po wejściu w życie rozporządzenia, mogą podejmować samodzielne decyzje. Przepis co prawda nie zwiększy liczby rąk do pracy na OIT, ale zwiększy u pewnej grupy lekarzy ich kompetencje i stworzy warunki do ich samodzielnej pracy.

W kontekście braku kadr pojawiają się także głosy, aby na przykład szkolić ratowników medycznych do opieki nad pacjentami z ciężkim przebiegiem COVID-19, przygotowując ich także do obsługi respiratorów w razie konieczności.

Anestezjologów nie zastąpią, ale...
Jak przekonuje dr Jarosław Madowicz, prezes Polskiego Towarzystwa Ratowników Medycznych, dyrektor ds. medycznych Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego Megrez w Tychach, ścieżka kształcenia ratownika medycznego daje możliwości o wiele większej liczby procedur medycznych niż obecnie jest to zapisane w uprawnieniach.

- Mówiąc konkretnie o respiratorach, ratownik medyczny w swoim zakresie obowiązków obsługuje respirator. Przepisy nie rozróżniają tego jaki to respirator. Oczywiście wiadomo, że chodzi o transportowy, bo innego w karetce nie ma. Powinien potrafić go obsługiwać. Nauczenie się jego obsługi to pewnie praca z urządzeniem przez kilkanaście godzin. Tu jednak nie chodzi o obsługę samego urządzenia, a prowadzenie terapii, a do tego ratownik uprawnień i odpowiedniej wiedzy nie ma - mówi dr Madowicz.

Rozwiązaniem mogłoby być umożliwienie ratownikom, co postulowało PTRM, zdobywania specjalizacji. W pewnych dziedzinach ratownicy mogliby się znakomicie sprawdzić, jak chociażby w medycynie katastrof czy intensywnej terapii.

- Oczywiście ratownicy nie mają takiej wiedzy jak grupa zawodowa lekarzy, nie mówiąc już o anestezjologach, których kształcenie trwa przez wiele lat. Niemniej jednak ratownicy po takich specjalizacjach mogliby być wsparciem, pod nadzorem specjalistów, w tych obszarach, gdzie brakuje lekarzy. Mogliby nadzorować na przykład pacjenta w zakresie respiratoroterapii pod nadzorem specjalisty z zakresu anestezjologii. Taka hybryda byłaby możliwa, zwłaszcza dzisiaj w szczególnej sytuacji. Na pewno jednak ratownicy nie zastąpią anestezjologów, mogą jednak ich wspomóc - podkreśla dr Madowicz.

Jak dodaje, taka odpowiedzialność musiałaby się przełożyć się na umocowanie prawne oraz bezwzględnie na wynagrodzenie ratownika medycznego.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum