JJ, PAP/Rynek Zdrowia | 18-10-2014 08:30

Nieudzielenie pierwszej pomocy bardziej szkodliwe niż nieumiejętna pomoc

Szacuje się, że w Polsce 40 tys. osób rocznie umiera z powodu nagłego zatrzymania krążenia. Jak przekonuje Europejska Rada Resuscytacji, podjęcie resuscytacji oddechowo-krążeniowej przez świadków takiego zdarzenia 2- a nawet 3-krotnie zwiększa szanse przeżycia chorego.

Niestety, tylko w jednym przypadku na pięć podejmowana jest reanimacja przez obserwatorów zdarzenia, nawet przez najbliższą rodzinę. W skali Europy, zdaniem ERR, dzięki udzieleniu pierwszej pomocy aż 100 tys. osób można by uratować.

Najgorsze są obawy
W przypadku zatrzymania krążenia najważniejsza jest szybkość reakcji osób z najbliższego otoczenia. Zaledwie kilka prostych czynności może zadecydować o życiu poszkodowanego. Niestety, największą barierą jest brak podstawowej wiedzy w zakresie udzielania pierwszej pomocy i obawy o to, czy takiej pomocy umiemy udzielić.

Większość osób boi się udzielać pierwszej pomocy, nie tylko osobom nieznajomym ale i najbliższym. Z badań Instytut Research Mix przeprowadzonych w 2011 r. na zlecenie Grupy Lux Med wśród młodzieży szkolnej wynika, że ponad połowa młodych ludzi nie udzieliłaby jej samodzielnie. Aż 63 proc. nie zrobiłoby tego z obawy, że zaszkodzą choremu. Jeszcze gorzej jest wśród osób dorosłych.

- Niepodejmowanie przez świadków zdarzenia czynności resuscytacyjnych jest ogromnym problemem. Podejmowane są one zaledwie w 15-20 proc. przypadków. Żeby to zmienić Polska Rada Resuscytacji, wspólnie z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy i Ministerstwem Edukacji Narodowej, chce wprowadzać wiedzę o zasadach pierwszej pomocy do podstawy programowej w szkołach podstawowych.

- Stała obecność w programie nauczania tych zagadnień wśród najmłodszych, może zmienić przyszłe pokolenia i spowodować, że uratowanych zostanie wiele osób - mówi portalowi rynekzdrowia.pl prof. Janusz Andres, prezes Polskiej Rady Resuscytacji.

Według danych ERR, w Wielkiej Brytanii pierwszej pomocy udziela 30 proc. świadków zdarzenia, w Niemczech zaledwie 15 proc., a w Andaluzji w Hiszpanii - 12 proc. W razie nagłego zatrzymania krążenia w Wielkiej Brytanii poza szpitalem przeżywa od 2 do 12 proc. osób w zależności od miejsca, w którym do tego doszło. W Europie Wschodniej udaje się uratować zaledwie 6 proc. pacjentów.

- Na tle krajów europejskich nie wypadamy tak bardzo źle. Można stwierdzić, że nie odbiegamy od przeciętnej. Jesteśmy przekonani, że wykorzystując doświadczenie krajów skandynawskich, gdzie przeżywalność osób, u których wystąpiło pozaszpitalne zatrzymanie krążenia istotnie wzrosło po wprowadzeniu nauczania zasad pierwszej pomocy do szkół, taki sam efekt przyniesie to także u nas - mówi prof. Andres.

Szwecja jest wzorem - prawie 40 proc. osób, u których doszło do zatrzymania krążenia, udaje się uratować. - Ma na to wpływ przede wszystkim wskaźnik podejmowanych natychmiast w takich przypadkach resuscytacji, który sięga 60-70 proc. - dodaje profesor.

Nic nie robią, bo zaszkodzą
Najczęstszym tłumaczeniem osób będących świadkami zatrzymania krążenia, którzy starają się tego nie zauważyć albo stają się jednie zwykłymi gapiami, jest o ironio, przesłanianie przysięgi lekarskiej sformowanej przez Hipokratesa - "po pierwsze nie szkodzić".

Brak podstawowej wiedzy potęguje strach przed tym, że można się przyczynić do czyjejś śmierci. Ratownicy przekonują, że w przypadku zatrzymania krążenia - lepsza jest jakakolwiek pomoc, nawet nieumiejętna, niż żadna. Nawet jeśli ktoś jeszcze nigdy nie przeprowadzał resuscytacji, to zawsze warto podjąć taką próbę. Nie można poszkodowanemu bardziej zaszkodzić niż nie udzielając mu pomocy.

- Ludzie boją się odpowiedzialności. Nie zdają sobie sprawy z tego, że w prosty sposób mogą uratować czyjeś życie, utrzymując krążenie do momentu przybycia na miejsce specjalistycznej pomocy - mówi prof. Andres.

Kiedy jesteśmy świadkami zatrzymania krążenia, za nieudzielenie pomocy poszkodowanemu możemy zostać ukarani. Zgodnie z art. 162 Kodeksu karnego, kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Jednak do tej pory w Polsce nikt jeszcze nie został pociągnięty do odpowiedzialności za nieprawidłowe, czy niezgodne z wytycznymi udzielenie pierwszej pomocy. Według interpretacji prawa jednak taką wystarczającą pomocą jest, nie tyle podjęcie samej resuscytacji, co wezwanie telefonicznie fachowej pomocy - pogotowia ratunkowego.

W praktyce jednak może się okazać, że taka pomoc będzie niewystarczająca a ratownicy pojawią się na miejscu zbyt późno. Jak przekonuje prezes PRR nie jest potrzebna zmiana prawa a jedynie odrobinę nieskomplikowanej, powszechnej wiedzy i zmiany w świadomości społecznej.

Liczy się każda minuta
W przypadku zatrzymania akcji serca i braku udzielenia pierwszej pomocy szanse człowieka na przeżycie spadają o 10 proc. na minutę. A przecież wystarczy zaledwie poświęcić 15 minut aby zdobyć podstawową wiedzę udzielenia pomocy w takich przypadkach.

Podstaw resuscytacji krążeniowo-oddechowej jest kilka: własne bezpieczeństwo, sprawdzenie reakcji poszkodowanego, udrożnienie jego dróg oddechowych, sprawdzenie oddechu, uciskanie klatki piersiowej, oddechy ratownicze (na 30 uciśnięć - 2 oddechy, około 100-120 uciśnięć na minutę) oraz jeśli to możliwe - użycie defibrylatora automatycznego AED (który sam głosowo podpowie kiedy, co i w jakim momencie należy zrobić).

Czym skorupka za młodu nasiąknie…
Specjaliści doszli do wniosku, że wiedzę o ratowaniu należy przekazywać najmłodszym. - Od kwietnia 2006 r. w ramach programu "Ratujemy i Uczymy Ratować" szkolimy nauczycieli klas 1-3, którzy później wiedzę przekazują w szkołach dzieciom. Do tej pory programem objęliśmy prawie 27 tys. nauczycieli z 12 160 szkół, którzy przeszkolili ponad 1,5 mln dzieci - mówi Małgorzata Bochniak z WOŚP.

Jak tłumaczy, program, ma przede wszystkim wykształcić nawyki u dzieci, oswoić z pierwszą pomocą, uświadomić co należy zrobić.

- Nauka zaczyna się w pierwszej klasie. W tym roku oddałam swoich uczniów do czwartej klasy i z ogromną pewnością i wielką satysfakcją mogę powiedzieć, że w trakcie trzech lat nauczyli się ratować. Chętnie uczestniczą w zajęciach, są one bardzo atrakcyjne dzięki materiałom dydaktycznym przygotowanym przez Orkiestrę. Intuicyjnie wypływa z nich chęć pomagania innym - mówi Małgorzata Dybus, nauczyciel ze Szkoły Podstawowej nr 16 im. Tony Halika w Warszawie.

- Na pytanie - dlaczego się tego uczycie - dzieci wzruszają ramionami i dopowiadają - bo po prostu trzeba pomagać. Nie ma u nich żadnych oporów. Dopiero w późniejszym wieku pojawiają się ograniczenia - wstyd, obawy, strach. U maluchów tego nie ma. Bawią się i uczą. Z czasem dojdzie do wiedzy i umiejętności siła - co sprawi, że cały proces będzie efektywny - dodaje Dybus.

Od pięciu lat w SP z Oddziałami Sportowymi nr 5 w Krakowie szkolenia wśród dzieci prowadzi Joanna Schab. Jak przekonuje, mimo dobrowolności uczestnictwa w zajęciach, zainteresowanie nimi jest ogromne, i co ważne, także wśród rodziców, którzy muszą wyrazić na to zgodę. Uczniowie pani Joanny w tym roku, w ramach akcji "Cała Polska Uczy Ratować", prowadzili szkolenia na dworcu głównym w Krakowie.

- Nauka najmłodszych jest szansą na to aby przyszłe pokolenia potrafiły i chciały nieść pomoc. Patrząc na moich wychowanków, dzisiaj już gimnazjalistów, mogę powiedzieć że w nich ta wiedza pozostała. Nie ma dla nich barier, nie przejdą, kiedy się coś dzieje, obojętnie. Szansę stwarza też skala nauczania i nagłaśnianie przypadków, że dziecko komuś uratowało życie - wiedziało gdzie zadzwonić, co powiedzieć, jak sprawdzić przytomność. To uświadamia także dorosłym, że warto nie być obojętnym - mówi Joanna Schab.