Nasi ratownicy dogonili Amerykanów, ale nadal trochę im zazdroszczą...

Autor: Jacek Janik/Rynek Zdrowia • • 07 sierpnia 2009 06:41

Polscy ratownicy wrócili z II Międzynarodowych Zawodów Ratownictwa Medycznego w USA z tarczą. Przywieźli dwie nagrody w dwóch konkurencjach. To spory sukces, bo oznacza, że uczeń zaczyna doganiać mistrza.

Nasi ratownicy dogonili Amerykanów, ale nadal trochę im zazdroszczą...
Podczas konferencji prasowej nasi ratownicy mieli okazję pokazać zdobyte w USA trofea

Zespół, którego kapitanem był Michał Starosolski (na co dzień wykładowca na ŚUM oraz pracownik pogotowia w Sosnowcu), w składzie z Izabelą Siudą i Januszem Łucją - pracownikami WPR w Katowicach - okazał się najlepszy w dwóch konkurencjach, na 9 biorących w mistrzostwach ekip, w tym z Nowego Jorku, Los Angeles i Ontario.

To spory sukces, bo oznacza, że uczeń zaczyna doganiać mistrza. Byli bezkonkurencyjni w zadaniach na symulatorach dorosłego i noworodka. Jednak szklane puchary przywieźli oznaczone... 2. miejscem, bo choć wszystkie czynności wykonali perfekcyjnie, to jednak komisja miała problemy ze oceną komunikacji w zespole, gdyż nasi ratownicy porozumiewali się w języku polskim.

Pytany o to, co było najtrudniejsze w poszczególnych konkurencjach, Janusz Łucja szczerze odpowiada:

– Bez wątpienia był to brak biegłej znajomości języka angielskiego. To była bariera, która sprawiła nam duży kłopot. Ogromną zasługę i udział w zdobyciu pucharów przez nasz zespół miał jego kapitan Michał Starosolski, który na bieżąco komentował w języku angielskim wszystkie czynności, jakie wykonywaliśmy.

Jak wodospad
– Amerykanie w podsumowaniu naszego startu ocenili, że działaliśmy jak spadający wodospad – nie mieliśmy żadnego momentu zawahania, wszystkie czynności wykonywaliśmy płynnie jedna za drugą – stwierdza Łucja. – Mieli jednak problem w ocenie tego, co przekazywaliśmy między sobą. Dlatego zadecydowano, że puchary są za drugie miejsce, choć nie było lepszych od nas.

Problem barier językowych ratowników dostrzeżony został już wcześniej przez dyrekcję Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach.

– Od października ruszamy z programem, którego realizacja będzie trwała 2 lata, związanym ze szkoleniem językowym, na które pozyskaliśmy pół miliona złotych z Unii Europejskiej. Chcemy przeszkolić z zakresu znajomości języka „ratowniczego” 240 ratowników. Będą się uczyć angielskiego, niemieckiego i rosyjskiego – mówi Wojciech Miciński, zastępca dyrektora ds. lecznictwa WPR w Katowicach.

Ćwiczenia czynią mistrzem

– Nie mamy się czego wstydzić. Potrafimy działać równie sprawnie jak nasi amerykańscy koledzy. Jednak tam ratownicy mają dużo większy wachlarz możliwości wykonywanych zadań. Jest on tak ogromny, że nawet nie wszyscy lekarze w Polsce podjęliby się takich działań – zaznacza Janusz Łucja.

Różnice polegają na dostępie do środków technicznych. Amerykańskie zespoły uczą się na symulatorach niezwykle zaawansowanych technicznie. I mogą na nich ćwiczyć, aż dojdą do perfekcji w każdy elemencie. U takich możliwości bardzo brakuje.

– Problem leży przede wszystkim w uwarunkowaniach prawnych – stwierdza Miciński. – My nie możemy zmusić ratownika do tego, aby ćwiczył swoje umiejętności. Możemy mu jedynie stworzyć możliwości do podnoszenia kwalifikacji.  Znacznie lepiej tę kwestię rozwiązano w straży pożarnej.

– U nas zdobycie 200 punktów edukacyjnych w okresie 5 lat nie jest żadnym problemem i, niestety, nie stanowi o podnoszeniu kwalifikacji w stopniu wystarczającym. Tylko nieustanne szkolenia, będące prawnym wymogiem, mogłyby rozwiązać ten problem – dodaje dyrektor Miciński.

To nie tylko rywalizacja i zabawa

Zawody zespołów ratownictwa medycznego, to z jednej strony rywalizacja pomiędzy ekipami, regionami czy państwami, a drugiej ważny element kształcenia ratowników.

– Napięcie podczas zawodów jest podobne do tego podczas prawdziwej akcji ratowniczej. Traktujemy je jednak, jako swego rodzaju „szkołę”. Możemy się w ich trakcie naprawdę sprawdzić, skonfrontować z sytuacjami, które lepiej, żeby nam się nie przydarzyły, ale jeśli się tak stanie, to już będziemy wiedzieli, jak postępować – mówi Janusz Łucja.

A takich zawodów jest organizowanych sporo. Już na początku września w Lublinie rozegrane zostaną VIII Międzynarodowe Mistrzostwa Polski w Ratownictwie Drogowym i Medycznym. Na wszystkich mistrzostwach, także tych organizowanych w Polsce, zawsze są zapraszane ekipy z zagranicy. W rozgrywanych u nas zawodach startuje bardzo dużo ekip z Ukrainy. Powód jest oczywisty – zbliżające się Euro 2012.

– Zespoły ukraińskie, przyjeżdżając do nas, uczą się medycyny ratunkowej w Polsce, podobnie jak my uczyliśmy się tego w USA i w Europie Zachodniej. Na zimowych Mistrzostwach Polski w Szczyrku było aż 5 zespołów z Ukrainy. Przyjeżdżają do nas także Niemcy, ekipy z Włoch – mówi Wojciech Miciński.

Nie jesteśmy samotną wyspą
– Dzięki Fundacji Rozwoju Międzynarodowej Medycyny Ratunkowej podpisaliśmy umowę o współpracy z Amerykańskim Towarzystwem Kardiologicznym. W ich imieniu prowadzimy szkolenia, takie, jakie są prowadzone w USA i na całym świecie. Kursy ACLS oraz BLS-AED organizowane są 2- 3 razy w miesiącu – informuje wicedyrektor katowickiego WPR.

W Katowicach powstał także projekt współpracy transgranicznej naszych zespołów ratunkowych z czeskimi kolegami, przy którego realizacji można skorzystać ze środków unijnych.

Na razie jednak problemem jest znalezienie partnerów po drugiej stronie. Chodzi o to, żeby dopracować jednolite procedury medyczne oparte na istniejących aktach prawnych. W projekcie zawarta jest także wspólna infrastruktura.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum