Iwona Bączek, Rynek Zdrowia | 17-04-2021 07:30

Nadużywamy antybiotyków i środków do dezynfekcji. To nie przekłada się na zdrowsze życie

Nadużywanie środków dezynfekcyjnych i antybiotyków prowadzi do osłabienia układu odpornościowego i antybiotykooporności - mówi prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska.

Nadużywanie antybiotyków prowadzi do wytwarzania się szczepów bakterii opornych na te leki Fot. Shutterstock

  • Układ odpornościowy został stworzony po to, aby walczyć, a nie po to, aby usuwać mu z drogi wrogów - mówi prof. Szuster-Ciesielska
  • Kontakt z powierzchnią, na której może bytować koronawirus, nie stanowi głównej drogi jego transmisji, dlatego nadmierna dezynfekcja nie jest potrzebna - zaznacza
  • Ze względu na teleporady antybiotyki przepisywane są teraz częściej, niż miałoby to miejsce w normalnej sytuacji - dodaje

- Hipoteza higieny mówi, że nadużywanie środków dezynfekcyjnych i życie w zbyt czystym, jałowym środowisku powoduje osłabienie układu odpornościowego. Został on stworzony po to, aby walczyć, a nie po to, aby usuwać mu z drogi wrogów. Dodatkowo, nadużywanie antybiotyków prowadzi do wytwarzania się szczepów bakterii opornych na te leki, co już stanowi ogromny problem - zwraca uwagę ekspertka z Katedry Wirusologii i Immunologii w Instytucie Nauk Biologicznych UMCS w Lublinie.

Układ odpornościowy musi trenować

- Ostatnio usłyszeliśmy o obecności w Ciechocinku bardzo groźnej superbakterii New Delhi, opornej na niemal wszystkie antybiotyki. WHO zalicza ją do najbardziej niebezpiecznych mikroorganizmów na świecie. Nieuzasadnione stosowanie leków przeciwbakteryjnych z pewnością przyczyni się do powstawania kolejnych opornych szczepów drobnoustrojów - dodaje.

Jak zauważa, stosowanie antybiotyków i nadmiernego jałowienia naszego otoczenia w żadnym przypadku nie przekłada się na zdrowsze życie. Wręcz przeciwnie.- W uboższych krajach, w których do nadmiaru higieny daleko i dzieci stykają się z drobnoustrojami, układ immunologiczny trenowany jest od najmłodszych lat. To m.in. dlatego alergie, które nękają zamożne społeczeństwa, są tam zdecydowanie mniejszym problemem - mówi prof. Szuster-Ciesielska.

- Z kolei w krajach uprzemysłowionych czystości poświęca się wielką, wręcz nadmierną uwagę. W obliczu braku kontaktu z drobnoustrojami układ odpornościowy zaczyna zwracać się przeciwko pospolitym cząstkom, np. pyłkom roślin, czy zarodnikom grzybów, które nie są dla nas szkodliwe. W efekcie dochodzi do rozwoju reakcji nadwrażliwości, czyli alergii - wyjaśnia.

Z dezynfekcją też można przesadzić

- Jeśli natomiast chodzi o środki dezynfekcyjne, ukazały się obecnie badania, których wyniki zaprzeczają doniesieniom z początków pandemii, nakazującym nam dezynfekować wszystko, łącznie z klamkami i blatami w naszych domach. Należy jednak pamiętać, że rok temu nie było jeszcze jasne, jaką drogą koronawirus przenosi się najczęściej. Np. w przypadku wirusa grypy jest to droga oddechowa, ale może być on także przenoszony drogą kontaktu pośredniego, poprzez zanieczyszczone przedmioty, stąd zapewne obawiano się, że podobnie może być z SARS-CoV-2 - zaznacza ekspertka.

- Ostatecznie udowodniono, że kontakt z powierzchnią, na której może bytować koronawirus, nie stanowi głównej drogi jego transmisji. Ponadto dość szybko ulega on unieszkodliwieniu, np. przez promienie słoneczne - wskazuje.

- Tymczasem stosowanie środków dezynfekcyjnych w nadmiernej ilości może wręcz przynieść szkody naszemu zdrowiu, ponieważ opary z tych preparatów unoszą się w powietrzu wokół nas. Jeśli mamy kontakt z tymi środkami bezpośrednio, to również tą drogą mogą one wpływać uszkadzająco na naszą skórę. W efekcie nadmiernie wyjaławiamy nasze otoczenie, co wcale nie jest korzystne, a nam może wręcz zaszkodzić - ocenia prof. Szuster-Ciesielska.

- Dezynfekowanie spodniej części butów po wejściu do mieszkania, czy układanie na matach ściereczek z płynem dezynfekującym, a tak dzieje się w niektórych domach, jest działaniem przesadnym. O higienę w domu wystarczy dbać standardowo, tak jak przed pandemią, natomiast należy przestrzegać zasady, że po przyjściu z zewnątrz pierwszą czynnością powinno być dokładne umycie rąk ciepłą wodą z mydłem co najmniej przez 30 sekund - podkreśla.

Antybiotyk nie jest lekiem profilaktycznym

Kolejną kwestią jest nadmierne stosowanie antybiotyków. Pytanie, czy w czasie obecnej pandemii istnieje potencjalne zagrożenie zwiększania oporności na środki przeciwdrobnoustrojowe?

- Od lat obserwujemy zjawisko polegające na tym, że wiele osób cierpiących na lekkie infekcje wywiera nacisk na lekarza aby ten przepisał im antybiotyk, chociaż ich stan kliniczny tego nie wymaga. Wynika to z faktu, iż pacjenci często traktują antybiotyki jako leki profilaktyczne, które mają ich uchronić przed komplikacjami bakteryjnymi - mówi prof. Szuster-Ciesielska.

- Wyraźnie trzeba popracować nad świadomością ludzi, aby wiedzieli, że antybiotyki są narzędziem bardzo skutecznym, ale w określonych sytuacjach. Ponieważ leki te można kupić wyłącznie na receptę, niezbędne są również apele do lekarzy, aby nie ulegali pacjentom i nie przepisywali antybiotyków wówczas, kiedy nie są one konieczne - dodaje.

- Utrudnieniem jest oczywiście pandemia, która powoduje, że pacjenci kontaktują się z lekarzami w systemie teleporad. Nie widząc chorego lekarz nie jest w stanie zbadać błon śluzowych, czy osłuchać pacjenta i opiera się w zasadzie na jego relacji. Dlatego antybiotyki przepisywane są teraz częściej, niż miałoby to miejsce w normalnej sytuacji - zaznacza ekspertka.