NFZ refunduje leczenie żywieniowe, ale szpitale go nie wdrażają. Kto na tym traci?

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 23 czerwca 2018 08:06

Żaden szpital w Polsce nie straci na wdrożeniu procedur sztucznego żywienia pacjenta, ponieważ są one dobrze wycenione i niemal wszystkie refundowane przez NFZ (oprócz doustnych diet przemysłowych). Pod tym względem, na tle innych krajów europejskich, mamy bardzo dobre założenia. Ale tylko założenia. W szpitalach i ZOL-ach tylko co piąty pacjent otrzymuje prawidłową terapię żywieniową - podkreśla prof. Stanisław Kłęk, prezes Polskiego Towarzystwa Żywienia Pozajelitowego, Dojelitowego i Metabolizmu.

Fot. materiały prasowe

Takie wnioski płyną z najnowszego raportu "Ocena terapii żywieniowej w polskich szpitalach" Polskiego Towarzystwa Żywienia Pozajelitowego, Dojelitowego i Metabolizmu, który przedstawili eksperci w środę 20 czerwca w Warszawie, podczas konferencji prasowej na temat: "Oceny terapii żywieniowej w polskich szpitalach".

Żeby żyć, trzeba jeść
Jak wyjaśnia prof. Kłęk leczenie żywieniowe to nic innego, jak działania lekarskie obejmujące ocenę stanu odżywienia, ocenę zapotrzebowania na substancje odżywcze, zlecanie i podawanie odpowiednich dawek energii, białka, elektrolitów, witamin, pierwiastków śladowych i wody w postaci produktów spożywczych, płynnych diet doustnych, diet podawanych z pominięciem jamy ustnej (żywienie dojelitowe, żywienie pozajelitowe).

- Żywienie jest integralną częścią terapii. Najprostsza forma z jaką mamy do czynienia to żywienie doustne. Niestety już na tym etapie napotykamy na problemy związane z dostarczaniem niedostatecznej liczby kalorii i wartości odżywczych pacjentowi. W tym wypadku na przeszkodzie do zrealizowania zaleceń żywieniowych stoją problemy finansowe. Stawki szpitalne kształtują się na poziomie 6,90 zł - 9.00 zł na dobę - zaznacza prof. Kłęk.

Stwierdza, że eksperci na temat tej najprostszej formy żywienia nie chcą już nawet dyskutować. Tajemnicą poliszynela jest bowiem to, że żywienie doustne nikogo, żadnego zarządzającego szpitalem nie interesuje. Jeśli trzeba bowiem ograniczyć koszty szpitalne, to po prostu oszczędza się na żywieniu. Menadżerowie szpitali nie biorą pod uwagę tego, że niedożywienie pacjentów wiąże się ze zwiększoną liczbą powikłań oraz znacząco podnosi koszty terapii.

- Osoby niedożywione mają słabszą odporność, zwiększa się u nich liczba infekcji w ciągu roku, częściej mają po nich powikłania, zmuszeni są do korzystania z pomocy osób trzecich, jakość życia jest obniżona i skraca się jego długość - wyjaśnia prof. Kłęk.

Martwe prawo
Ekspert podkreśla, że zaniedbania w tym zakresie tym bardziej dziwią, iż w Polsce od 1 stycznia 2012 roku istnieje obowiązek oceny stanu odżywienia pacjenta, dokonywany w momencie przyjęcia pacjenta na wszystkie oddziały szpitalne, poza oddziałem ratownictwa. U dzieci poprzez siatki centylowe, natomiast u dorosłych na podstawie skal NRS lub SGA.

- Po ocenie stanu odżywienia pacjenta lekarz decyduje w jaki sposób chory powinien być żywiony w szpitalu. Kiedy okazuje się, że niemożliwe lub niewystarczające jest odżywianie doustne może zalecić uzupełnienie diety nutridrinkami, czyli specjalnie skomponowanymi, bogatymi odżywczo napojami (to tzw. doustne suplementy diety ONS) albo też zastosowanie żywienia dojelitowego lub pozajelitowego. Uzupełnienie diety nutridrinkami jest nierefundowane, natomiast leczenie dojelitowe i pozajelitowe to odrębne procedury w pełni refundowane i dodatkowo płatne, podobnie jak np. przetaczanie krwi. Stawka takiego żywienia sięga nawet 300 zł dziennie przy odżywieniu pozajelitowym z dodatkowymi preparatami - wyjaśnia prof. Kłęk.

Tłumaczy również, że pod tym względem należymy do wyjątków w Europie. Oprócz Polski jeszcze sześć innych państw wprowadziło taki obowiązek.

- Niestety obowiązek to jedno, a jego spełnienie - drugie. Okazuje się bowiem, że nie jest on realizowany na wystarczającym poziomie. Obowiązkowa ocena wykonywana jest często za późno, przy wypisie pacjenta, bądź jej wyniki nie są traktowane jako podstawa do wdrożenia leczenia żywieniowego. Pod tym względem, mimo szkoleń jakie przeprowadzamy, rozmów z ekspertami, nagłaśniania problemu w mediach, nic nie zmienia się od lat - zaznacza prof. Kłęk.

Głodówka szpitalna
Lek. med. Kinga Szczepanek, anestezjolog ze Szpitala Specjalistycznego w Skawinie zwróciła natomiast uwagę na wnioski płynące z opublikowanego raportu. Są one zatrważające. Wynika z nich, że w polskich szpitalach wśród pacjentów żywionych dojelitowo tylko 35 proc. otrzymuje odpowiednią liczbę kalorii.

- Analiza badania pokazuje, że w czasie żywienia dojelitowego 14,9 proc. pacjentów otrzymywało poniżej 500 kcal/dobę, 24,5 proc. chorych od 501 do 1000 kcal/dobę, 20,9 proc. - 1001-1500 kcal, a jedynie 14,3 proc. - powyżej 1500 kcal/dobę. W pozostałych przypadkach lekarze nie potrafili udzielić odpowiedzi, jaką wartość kaloryczną otrzymywali dziennie chorzy - zaznaczyła Szczepanek.

Ekspertka dodała, że jeszcze gorzej wygląda ta sytuacja, pod względem oceny zawartości białka w podawanej diecie dojelitowej. Okazuje się, że tylko 20 proc. chorych mogło liczyć na właściwą podaż białka.

- W przypadku żywienia pozajelitowego 24,7 proc. badanych przyjmowało dziennie od 1001 do 1500 kcal. na dobę, 20 proc. - powyżej 1500 kcal. na dobę, a aż 26, 4 proc. pacjentów poniżej 1000 kcal. na dobę - wyjaśniła Szczepanek.

Z kolei dr Włodzimierz Cebulski z Sekcji Żywienia Pozajelitowego i Dojelitowego Towarzystwa Chirurgów Polskich podkreślił, że niepokojąca jest również różnica pomiędzy planowanym a rzeczywistym czasem trwania żywienia.

- W ponad 25 proc. przypadków podaż była inna niż pierwotnie zaplanowano. To wszystko umacnia w przekonaniu, że konieczne są działania na rzecz poprawy nawyków lekarzy i stanu wiedzy osób prowadzących leczenie żywieniowe, tak, aby umożliwić prawidłowe leczenie żywieniowe wszystkich pacjentów - zaznaczył dr Cebulski.

Pozorne oszczędności
Prof. Kłęk zwrócił natomiast uwagę na fakt, iż dyrektorzy szpitali, często podczas żywienia dojelitowego zamiast tzw. miksu przemysłowego serwują chorym miks szpitalny, który jest bardzo ubogi w wartości odżywcze. Jak wynika bowiem z badań porównawczych, aby dostarczyć odpowiednią ilość wartości odżywczych należałoby choremu podać aż trzy litry takiego miksu, podczas gdy w wypadku miksu przemysłowego wystarczy jeden litr.

- Zarządzający placówkami medycznymi pobierają stawki żywieniowe zgodne z katalogiem świadczeń za leczenie żywieniowe, żywiąc chorych miksem szpitalnym. Są przekonani, że w ten sposób oszczędzają, tymczasem to oszczędności pozorne. Z pozyskanych danych wynika bowiem, że koszty nieleczonego czy źle leczonego niedożywienia sięgają w Polsce aż 11 mld zł rocznie - wskazuje specjalista.

W kwocie tej znajdują się nie tylko wydatki bezpośrednie, związane z leczeniem, ale także koszty pośrednie, na które składają się m.in. opieka nad pacjentem, koszty absencji w pracy czy utrzymania rodzin.

- Około 11 proc. pacjentów rozwija objawy niedożywienia w trakcie pobytu w szpitalu. Jest to tzw. zjawisko niedożywienia szpitalnego, które doprowadza do większej liczby powikłań, znaczącego przedłużenia pobytu w szpitalu i wyższych kosztów leczenia. Pacjent niedożywiony kosztuje dwa razy więcej niż pacjent prawidłowo odżywiony. W USA wyliczono, że w 2013 roku wydano 42 mln dolarów na koszty leczenia powikłań niedożywienia. Hospitalizacja tych chorych była od 1,5 do 5 razy dłuższa - podkreśla prof. Kłęk.

Z analiz oraz obserwacji wynika, że tylko połowa pacjentów, która przeszła na oddziale intensywnej terapii sepsę, wraca do jakichkolwiek czynności zawodowych w ciągu kolejnych lat.

- W szerszym spojrzeniu tylko połowa pacjentów przeżywa pobyt na oddziale intensywnej terapii. Umierają na innych oddziałach - już po wypisie - z powodu zaniku masy mięśniowej i braku możliwości rehabilitacji. Prawda jest brutalna, ale kreujemy kaleki i inwalidów - stwierdza.

Eksperci podkreślają też, że jeśli nie zmieni się mentalność lekarzy i zarządzających placówkami medycznymi, a w konsekwencji ich podejście do leczenia żywieniowego, to sytuacja pacjentów będzie beznadziejna.

Jak zaznaczył bowiem obecny na konferencji adwokat Paweł Borowski, z kancelarii Kochański Zięba i Partnerzy pacjent czy jego rodzina mają znikome szanse dochodzenia swoich praw w tym zakresie w sądzie.

- Teoretycznie chory (jego rodzina) może pozwać szpital i zarzucić mu, że złe żywienie w placówce medycznej wpłynęło na pogorszenie jego stanu zdrowia czy nawet śmierć. Jednak w praktyce udowodnienie takiej ścisłej zależności jest niemalże niemożliwe. Sądy będą robiły wszystko, aby unikać rozwoju takich postępowań - podsumował Borowski.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum