Moda na solaria trwa, ale... opalajmy się z głową

Autor: PW/Rynek Zdrowia • • 01 maja 2010 08:09

Zwyczaj opalania się jest związany z kulturą, obyczajowością, z szerokością geograficzną i klimatem. Np. w Chinach nie ma solariów w ogóle. Są za to gabinety rozjaśniania skóry: w tym kraju jasna skóra kojarzy się ze zdrowiem, młodością i urodą. Inaczej niż w Europie, gdzie opalenizna wzbudza pozytywne skojarzenia.

Z solarium trzeba korzystać rozważnie.

– Brakuje nam najwyraźniej słońca przez znaczną część roku – mówi w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl prof. Ewa Trznadel-Budźko z Kliniki Dermatologii, Dermatologii Dziecięcej i Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Rynek Zdrowia: – Wiele osób regularnie odwiedza gabinety kosmetyczne wyposażone w solaria. Z drugiej strony wiadomo, że takie sesje wymagają rozsądnego dawkowania. To jak w popularnym powiedzeniu, że wszystko co miłe jest dla ludzi, ale trzeba umieć korzystać z uroków życia...

Prof. Ewa Trznadel-Budźko: – Dokładnie tak. We wszystkim musi być umiar i w opalaniu również, zarówno w solarium, jak i na plaży. Oparzenie promieniami ultrafioletowymi emitowanymi przez słońce oraz lampy zainstalowane w solariach jest niebezpieczne dla skóry i dla naszego zdrowia.

– Jak zatem rozsądnie opalać się w solarium i co na ten temat mówią lekarze i kosmetolodzy?
– Wyróżniamy 6 fototypów skóry, określających jej podatność na oparzenia w wyniku ekspozycji na światło słoneczne. Te ustalenia obowiązują wszystkich dermatologów i personel salonów urody i tego uczymy na studiach kosmetologicznych m.in. na Uniwersytecie Łódzkim. Znając fototyp skóry klienta można mu odpowiedzialnie doradzić i zastosować odpowiedni czas naświetlania. W ten sposób nie dopuścimy do ostrych zmian rumieniowych, a jedynie powodujących stopniową opaleniznę.

– Czyli nawet opalanie w solariach jest już przedmiotem studiów?
–  Edukujemy właśnie po to, aby zwiększyć bezpieczeństwo korzystania z solariów. Lepiej postępować w ten sposób, niż być Don Kichotem przekonującym, żeby w ogóle się nie opalać. Nie ma co stosować zakazów by nie wkładać palaca między drzwi, należy natomiast wyjaśniać jak postępować, aby sobie nie zaszkodzić.

– Są jednak kraje np. Niemcy, gdzie wprowadzono ustawowy zakaz korzystania z solariów przez osoby poniżej 18. roku życia, ponieważ korzystanie z łóżek opalających i lamp kwarcowych może być niebezpieczne dla ich zdrowia. Podobne przepisy mają obowiązywać w Anglii i Walii od 8 kwietnia 2011 roku, a w Szkocji już obowiązują.
– Młoda skóra zawsze jest bardziej wrażliwa na promieniowanie. Ale w przypadku tych przepisów, jak sądzę, bardziej chodzi o odpowiedzialność prawną, niż o względy czysto zdrowotne.

Jeżeli obywatel jest dorosły, sam odpowiada za swoje postępowanie i decyzje. Natomiast przed 18. rokiem życia odpowiedzialność za wszelkie decyzje ponosi opiekun. Najwyraźniej ustawodawca chciał dać do zrozumienia, że właściciel solarium nie może decydować w imieniu nastolatka, a tym bardziej decydować nie może sam nastolatek.

Co do lamp kwarcowych: mówienie o nich w kontekście solariów jest nieporozumieniem. Tradycyjnie kwarcówką nazywamy urządzenia, które emitują promienie UVC. Od około 30. lat żadna nowoczesna placówka upiększająca ani lecznicza nie stosuje kwarcówek. Głównie dlatego, że emitowane przez nie promieniowanie jest najbardziej rumieniotwórcze. Zamiast nich są powszechnie stosowane w solariach i jednostkach medycznych prowadzących światłolecznictwo, lampy, które emitują promienie UVA. W lecznictwie jest wykorzystywane jeszcze promieniowanie UVB.

– Czyli w solarium opalają nas tzw. promienie UVA?

–  W solariach stosowane są lampy, które emitują głównie promieniowanie UVA i te promienie również powodują rumień skóry, ale jednocześnie umiejętne naświetlanie nimi odpowiada za powstawanie upragnionej opalenizny. Promieniowanie UVA i UVB stosuje się także w światłolecznictwie, z tym, że zastosowanie lecznicze odbywa się pod kontrolą lekarza, w określonych dawkach, czasie, odstępach między poszczególnymi seansami. Natomiast w solariach trudno ustrzec się pewnej dowolności, ponieważ tam napromieniowywanie skóry ma miejsce bez udziału lekarza. Klient sam decyduje o tym, z ilu seansów skorzysta, w jakich porach roku, jakie długości czasu opalania stosuje i przy użyciu jakich lamp.

I takie podejście, powodujące nadużywanie opalania, może być przyczyną szkód powodowanych przez oparzenie promieniami ultrafioletowymi. Warto jednak pamiętać, że promieniowanie ultrafioletowe stosowane w solarium stanowi małą część widma słonecznego. A oparzenia słoneczne łatwiej mogą się nam przytrafić w trakcie urlopu spędzanego na plaży.

– Czy opalanie w solarium pod nadzorem lekarza i przy dobrze dobranej dawce promieniowania może mieć właściwości prozdrowotne?
– Jedyne zdrowotne działanie promieniowania UV to jego udział w wytwarzaniu witaminy D. Natomiast każde solarium i stosowanie lamp leczniczych powoduje przyspieszone starzenie się skóry. To jest po prostu objaw uboczny.

W lecznictwie, ale przy zastosowaniu odpowiednich lamp, którymi solaria nie dysponują, wykorzystuje się jeszcze działanie immunosupresyjne promieniowania, tłumiące odpowiedź immunologiczną skóry. W ten sposób leczone są m.in.: przewlekły wyprysk, łuszczyca, niektóre odmiany trądziku młodzieńczego, liszaj płaski, czasem pokrzywka świetlna, uczulenie na słońce. W tych przypadkach stosuje się właśnie, pod nadzorem lekarza, tłumienie odczynu obronnego skóry.

Takie zabiegi trwają 3-4 miesiące i mają miejsce w przewlekłych chorobach zapalnych skóry. Niektórzy moi pacjenci leczący łuszczycę, ci których było stać na prowadzenie kuracji w domu, kupowali łóżka do opalania. Okazało się jednak, że takie seanse nie przyniosły oczekiwanego efektu.

– Zatem, podsumowując: opalając się, oprócz solarium czy koca na plaży, trzeba jeszcze używać głowy?
– Można tak powiedzieć. Opalanie się w solarium, gdy brakuje ciepła i słońca, ma wpływ na naszą psychikę i samopoczucie. Wielu Europejczyków, gdy za oknem plucha, lubi zafundować sobie doznanie miłego ciepła rozgrzewającego ciało. To duża przyjemność, ale po prostu trzeba umieć z niej korzystać.

Osobom, które nie mogą się opalać w solarium, na pocieszenie powiem, że na rynku są dostępne dobrej jakości preparaty brązujące. Mogę je polecić, bo rzadko uczulają i są dobrze tolerowane przez skórę.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum