Medycyna paliatywna potrzebuje ponownej wyceny świadczeń

Autor: IB/Rynek Zdrowia • • 05 października 2020 05:55

Świadczenia w medycynie paliatywnej są zdecydowanie niedoszacowane. O ile powinna wzrosnąć ich wycena? Należy to dokładnie policzyć, ale ze względu na bardzo trudną sytuację finansową hospicjów i oddziałów szpitalnych powinno to nastąpić jak najszybciej - alarmują eksperci.

Medycyna paliatywna potrzebuje ponownej wyceny świadczeń
Fot. archiwum (zdjęcie ilustracyjne)

Jak przypomina w rozmowie z Rynkiem Zdrowia dr hab. Aleksandra Ciałkowska-Rysz, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Paliatywnej (PTMP), jedyna wycena, która miała miejsce, została przeprowadzona w 2015 r. i bazowała na danych kosztowych dotyczących roku 2014.

- Pierwszym jej efektem były stawki wyższe od tych ostatecznie przyjętych, bo skorygowane. Jako środowisko zgodziliśmy się wówczas na tę korektę w rozmowach z Ministerstwem Zdrowia, ale pod warunkiem dodatkowego finansowania niektórych procedur wykonywanych w jednostkach stacjonarnych, takich jak np. przetaczanie krwi i preparatów krwiopochodnych, czy punkcje jamy opłucnej lub otrzewnej. W tym samym 2015 r. lista procedur proponowanych do finansowania została przesłana do AOTMIT, ale Agencja nie otrzymała ostatecznie zlecenia wyceny - wyjaśnia prezes PTMP.

- I tak zostało do dziś. Mamy rok 2020 i wycenę opierającą się na danych sprzed sześciu lat, dodatkowo jeszcze obniżoną - dodaje.

Jak zauważa, na podstawie ustaleń z kwietnia 2019 r. pomiędzy Zarządem PTMP i konsultantem krajowym a ministrem zdrowia, miała zostać przeprowadzona ponowna taryfikacja świadczeń z zakresu opieki paliatywnej i hospicyjnej. Niedawno rozmowy na ten temat miały zostać wznowione.

- Gdy okazało się, że naszych świadczeń nie ma na liście spraw, którymi w najbliższym czasie będzie zajmowała się AOTMiT, napisaliśmy pismo do MZ z prośbą o wyjaśnienie. Zdziwiła nas odpowiedź resortu, dowiedzieliśmy się bowiem, że obecne stawki są odpowiednie i nie ma planów aby je zmieniać - mówi dr hab. Ciałkowska-Rysz.

Pandemia i nadwykonania
W ocenie PTMP rzeczywistość pokazuje jednak, że odpowiednie nie są, bo ponieważ hospicja funkcjonowały dotychczas w dużej mierze dzięki organizacjom pozarządowym, wspomagającym je w fundusze na zakup sprzętu, leków, materiałów opatrunkowych, itd. Tak było do chwili wybuchu pandemii SARS-CoV-2. Z momentem zamknięcia kraju wsparcie się skończyło, bo zbiórki w miejscach publicznych nie są w tych warunkach prowadzone. Także wiele firm, które dotychczas pomagały hospicjom, musiało tę pomoc zawiesić ze względu na własną trudną sytuację finansową.

- Warto przy tym podkreślić, że w tym wszystkim nie chodzi o finansowanie działalności dodatkowej, lecz zupełnie podstawowej, związanej ze świadczeniami gwarantowanymi, jakimi są świadczenia w zakresie opieki paliatywnej i hospicyjnej - wskazuje ekspertka.

- Jeszcze trudniejszą czyni tę sytuację brak bieżącego finansowania nadwykonań przez NFZ. Z informacji z większości województw wynika, że są one płacone tylko w pojedynczych, nielicznych przypadkach. Dodatkowo ze wspomnianego już pisma z MZ dowiedzieliśmy się, że hospicja nie powinny generować nadwykonań, bo świadczenia te może wykonać także lekarz rodzinny. Owszem, lekarz rodzinny mógłby sprawować opiekę nad pacjentem w czasie jego oczekiwania na hospicjum, ale jak w ostatnich miesiącach funkcjonowała medycyna rodzinna wiemy wszyscy - zaznacza prezes PTMP.

- W przypadku pacjenta leżącego, wymagającego pielęgnacji czy zaopatrzenia odleżyn raczej trudno wyobrazić sobie e-wizytę. Pewnych rzeczy nie da się wykonać przez telefon, medycyna paliatywna działała zatem tak jak przed pandemią, ponosząc jednocześnie większe koszty, choćby ze względu na konieczność zakupu środków ochrony osobistej - dodaje.

- Ponieważ sytuacja finansowa oddziałów medycyny paliatywnej i hospicjów jest obecnie naprawdę trudna, apelujemy do MZ o ustalony przecież wcześniej powrót do rozmów i ponownej wyceny świadczeń. O ile powinna ona wzrosnąć? Należy to oszacować, ale powinno to nastąpić bardzo szybko - mówi Aleksandra Ciałkowska-Rysz.

- Jeśli MZ zleci wycenę teraz, zostanie ona przeprowadzona w 2021 r., a wejdzie w życie najwcześniej w roku 2022. To oznacza, że hospicja mogą mieć przed sobą blisko dwa lata działania w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Jeśli wycena nie zostanie zlecona, sytuacja będzie jeszcze bardziej dramatyczna. Chyba, że wartość świadczeń zostanie podniesiona ryczałtem np. o 25-30 proc. z uwzględnieniem wzrostów wynagrodzenia minimalnego i wszystkich kosztów osobowych. To naturalnie tylko przykład rozwiązania, które można zastosować, ale potrzebna jest, tak jak w innych dziedzinach, wycena - podkreśla ekspertka.

Tych wydatków nikt nie dostrzega
O realiach, w jakich działają hospicja, mówi nam Alicja Makowska, dyrektor operacyjny Puckiego Hospicjum pw. św. Ojca Pio, która nie ukrywa, że wyraźnie niedoszacowanie kosztów widać już w poradni medycyny paliatywnej prowadzonej przez placówkę. Wizyta w niej jest często jest pierwszym, ważnym miejscem poznania pacjenta z zespołem i opieką paliatywno-hospicyjną.

- W poradni pacjent otrzymuje kompleksową opiekę trzech wysoko wykwalifikowanych specjalistów medycyny paliatywnej (lekarza, pielęgniarki oraz psychologa). NFZ płaci za tę złożoną i czasochłonną poradę jedynie 56 zł. A pacjenci mogą przecież potrzebować dodatkowo porady także innych specjalistów: rehabilitanta, dietetyka czy logopedy - te świadczenia w ogóle nie są uwzględnione ani wycenione w procedurze - mówi Alicja Makowska.

Jak zauważa, podobnie jest w wielu innych przypadkach. - Z powodu COVID-19 szybko dostosowaliśmy pracę zespołu we wszystkich działach do udzielania porad w trybie teleporad i pracy zdalnej. Wymagało to kosztownego zakupu dużej ilości sprzętu komputerowego, oprogramowania i licencji, które umożliwiły zachowanie płynności realizowanych świadczeń dla najciężej chorych i dały możliwość kontaktu osobom umierającym z bliskimi na całym świecie. Te koszty także musieliśmy pokryć sami. W stawkach nie jest ponadto w ogóle uwzględniana praca administracji - kadrowej, księgowej czy recepcji i rejestracji, pracowników dbających o czystość itd. To kolejne koszty, które stanowią dla nas ogromne wyzwanie - dodaje.

Zaznacza, że następny niedostrzegany przez płatnika obszar to konsultacje z zakresu epidemiologii i praca pielęgniarki epidemiologicznej regularnie odbywające się od marca br., bez których trudno wyobrazić sobie bezpieczeństwo epidemiologiczne w sytuacji pandemii.

Kolejna kwestia, którą przywołuje, to ogromna ilość sprzętu pomocniczego, potrzebnego w poradni, hospicjum domowym i stacjonarnym: koncentratorów, ssaków, materacy przeciwodleżynowych, inhalatorów, aparatów do mierzenia ciśnienia, łóżek elektrycznych itd. Zarówno zakup tych urządzeń, jak i ich serwisowanie, które generuje ogromne koszty, pozostaje w obszarze zadań, o finansowanie których placówka musi zabiegać samodzielnie. Tych wydatków nikt nie dostrzega.

- Jeśli chodzi o stawkę za osobodzień, to jest ona zróżnicowana w różnych miejscach w kraju, w zależności od umowy, którą zawierają regionalne oddziały NFZ przy kontraktowaniu świadczeń i nie jest ona jednakowa dla wszystkich pacjentów. Wyższa jest w przypadku chorych żywionych dojelitowo oraz dietą pozajelitową, ale stawka, jaką refunduje płatnik, nie pokrywa realnie poniesionych kosztów leczenia żywieniowego - ocenia dyrektor Makowska.

Jakiej wysokości stawki powinny obowiązywać? Jak przypomina Alicja Makowska już kilka lat temu (tj. w czasie, w którym nie było pandemii) AOTMiT na podstawie przeprowadzonych badań wyliczyła stawkę za osobodzień w hospicjum stacjonarnym na kwotę 405 zł. Dzięki tym wyliczeniom podniesiono ją wówczas z ok. 220 zł, ale nie udało się uzyskać wyliczonej wówczas stawki rzeczywistej, tj. przekraczającej 400 zł.

- Jakie są realia? Każdego miesiąca około ¼ kosztów płacimy ze środków uzyskanych spoza kontraktu z NFZ, czyli ze zgromadzonych w drodze zbiórek i kwest w trakcie wydarzeń czy eventów. Te nie są możliwe do przeprowadzenia. Mamy także darczyńców, którzy nas wspierają, a których w tej trudnej dla wszystkich sytuacji gospodarczej trudno teraz poprosić o wsparcie. Tymczasem środki ochrony osobistej - kombinezony, fartuchy, rękawiczki, maski, przyłbice, płyny do dezynfekcji są zużywane masowo - wszystko to kosztuje, a niektóre z tych artykułów zdrożały o 200-300 proc w porównaniu do wcześniejszych cen - dodaje dyrektor operacyjny Puckiego Hospicjum.

Elastyczność organizacyjna sposobem na kolejki
Jak przypomina Aleksandra Ciałkowska-Rysz, kolejnym trudnym obszarem są ogromne kolejki chorych oczekujących na miejsca w hospicjach, dlatego w sytuacji ograniczonej dostępności opieka paliatywna powinna być adresowana do tych pacjentów, którzy najbardziej jej potrzebują.

- W tym kontekście ważna staje się pewna elastyczność organizacyjna - możliwość swobodnego przesuwania pacjentów z medycyny paliatywnej np. do opieki długoterminowej. Oczywiście w sytuacji, gdy ich stan się ustabilizuje a choroba przyjmie przewlekły przebieg. Wraca także sprawa poradni medycyny paliatywnej. Brakuje ich w połowie województw, ponieważ ich prowadzenie jest całkowicie nieopłacalne i takie prawdopodobnie pozostanie aż do nowej wyceny świadczeń - wskazuje prezes PTMP.

- W tym świadczeniu także konieczne są zmiany organizacyjne, dotyczące m.in. zróżnicowania finansowania porady w poradni i wizyty w domu pacjenta. Sprawnie funkcjonujące poradnie medycyny paliatywnej mogłyby znacznie poprawić dostępność do opieki paliatywnej pacjentów przebywających w domu. Tymczasem pacjenta prowadzonego w hospicjum domowym, jeśli jego stan ulegnie poprawie, można by przesunąć do takiej właśnie poradni, zwalniając miejsce dla innej osoby. Sprawa poradni jest przykładem, jak bardzo zazębiają się i wzajemnie warunkują obszary organizacji i finansowania. W obu kwestiach mamy propozycje gotowych rozwiązań, jednak do tej pory trudno było o partnera do rozmów - zaznacza dr hab. Ciałkowska-Rysz.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum