Małopolska: prokuratura sprawdza, czy konsolidacja ratownictwa nie zagraża pacjentom

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 04 września 2013 06:14

Sprawność działania nowego, centralnego systemu ratownictwa medycznego w woj. małopolskim bada prokuratura. W szczególności sprawdza, czy wraz z jego wprowadzeniem nie doszło do narażenia życia i zdrowia pacjentów. Powodem postępowania jest kilkaset opóźnień karetek po wdrożeniu konsolidacyjnego rozwiązania.

Małopolska: prokuratura sprawdza, czy konsolidacja ratownictwa nie zagraża pacjentom
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Janusz Hnatko z Prokuratury Okręgowej w Krakowie informuje, że postępowanie wszczęto na wniosek posła Arkadiusza Mularczyka (Solidarna Polska) z lutego 2013 roku

Dwie dyspozytornie

Jak podaje prof. Jerzy Robert Ładny, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny ratunkowej, w Małopolsce działają obecnie dwie centralne dyspozytornie, do których wpływają zgłoszenia. Pierwsza obsługuje Kraków i 12 przyległych powiatów. Druga, zlokalizowana w Tarnowie - sam Tarnów, Nowy Sącz oraz 7 powiatów. Obie mają łącznie do dyspozycji 110 zespołów ratunkowych. Celem konsolidacji jest lepsze wykorzystanie zespołów i zapewnienie szybszego dojazdu do pacjenta.

Niestety, jak wykazuje wszczęte przez prokuraturę postępowanie, od początku 2011 do połowy 2013 roku wykryto kilkaset przypadków przekroczenia maksymalnego czasu dojazdu zespołu ratownictwa - wynikającego z ustawy o państwowym systemie ratownictwa medycznego.

- Nie wynika z tego jednoznacznie, że było tyle przypadków zagrożenia zdrowia lub życia. Te zdarzenia badane są pod kątem czy było realne zagrożenie. Jest to postępowanie w sprawie i dotyczy wszystkich osób odpowiedzialnych za działanie tego systemu - wyjaśnia Janusz Hnatko.

Zawiodła technika
Jak podaje Rzeczpospolita „od początku system szwankował - dyspozytorzy mylili nazwy miejscowości lub wzywali karetkę, by w połowie drogi ją odwołać". Tydzień po wdrożeniu nowego systemu ratownictwa karetka wysłana z Zakopanego do wioski w sąsiednim powiecie nowotarskim do 80-latki jechała 40 minut. Chora w tym czasie zmarła. Zdarzeń takich, według składającego doniesienie do prokuratury posła Mularczyka, miało być więcej.

Konsultant krajowy, który zna sprawę przyznaje, że faktycznie na terenie Małopolski dochodziło do sytuacji, w których czas dotarcia do chorego był wydłużony. W jego ocenie jednak odpowiedzialność za zaistniały stan rzeczy ponosi technika, a nie ludzie. - Czas dotarcia karetki był wydłużony m.in. z powodu złych wskazań GPS, powtarzających się nazw miejscowości itp. W Małopolsce lokalizację miejsca zdarzenia utrudniała też powierzchnia terenu. Jest to obszar na którym często występują wzniesienia, które zakłócały identyfikację sygnałów przez GPS - podkreśla prof. Ładny.

- Bardzo często się zdarza, że w województwie występuje kilka miejscowości o tej samej nazwie. W tej sytuacji też dochodziło do pomyłek i zdarzało się, że zespół ratowników dojeżdżał nie do niewłaściwej miejscowości. To wydłużało oczywiście czas dojazdu - wyjaśnia konsultant krajowy. 

Dodaje, że podobne problemy występowały na początku także w innych regionach, jednak teraz działanie urządzeń technicznych zostało poprawione i system się sprawdza. - Po wprowadzeniu reformy wizytowałem inne dyspozytornie. W mojej obecności były one testowane pod kątem lokalizacji miejsca, z którego wzywana jest pomoc. I okazuje się, że obecnie miejsca te są lokalizowane z dokładnością do dwóch metrów - zaznacza profesor.

Rzecznik wojewody: to nie wina systemu
Jan Brodowski, rzecznik prasowy Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego zwraca uwagę na inny problem. W jego ocenie przekroczone, w odniesieniu do ustawy o państwowym ratownictwie medycznym, czasy dojazdu karetek do miejsca zdarzenia, nie są przywarą nowego systemu. Także w poprzednich latach, gdy działał „stary" system, takie przypadki miały miejsce.

- Zadaniem wojewody jest dążenie do zapewnienia ustawowych parametrów dotarcia na miejsce zdarzenia. Zauważyć należy, że w latach 2004-2012, czyli okresie monitorowanym przez wojewodę, parametry czasu dojazdu nie były w 100 proc. zgodne z ustawowymi i wprowadzenie skoncentrowanych dyspozytorni na tym etapie jej wdrożenia nie wpływa istotnie na zmiany parametrów czasowych - wyjaśnia Brodowski.

Zaznacza również, że czas dotarcia karetki do chorego od momentu telefonicznego zgłoszenia jest precyzyjnie określony w ustawie - nie może być dłuższy niż 15 minut w mieście powyżej 10 tysięcy mieszkańców i 20 minut poza miastem powyżej 10 tys. mieszkańców. Rzecznik tłumaczy, że istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa pacjenta jest to, że centralizacja zarządzana ruchem karetek wpłynęła na optymalizację interwencji w zakresie wyjazdów ambulansów poza przypisane im rejony operacyjne.

- Nie są to wyłącznie dyspozycje z miejsc stacjonowania, ponieważ część z nich wydano w trakcie powrotu ambulansu ze szpitala. Zazwyczaj właśnie to jest najszybszym sposobem pomocy, gdyż dysponowany ambulans znajdując się w ruchu będzie najbliżej miejsca zdarzenia. W poprzednim modelu funkcjonowania systemu pomocy doraźnej nie było to możliwe - podkreśla Brodowski.

Wskazuje, iż opcja dysponowania w każdym z takich przypadków powoduje, iż pomoc dociera zdecydowanie wcześniej niż w okresie działania rozproszonych dyspozytorni lokalnych.

Z danych przekazanych przez Urząd Wojewódzki w Małopolsce wynika, że w 2012 r. na terenie tego województwa zanotowano 2071 wyjazdów ZRM poza własny rejon operacyjny. Tym samym 2071 osób uzyskało szybciej pomoc, niż gdyby nie funkcjonowały skoncentrowane dyspozytornie. Odpowiednio, w I półroczu 2013 r. liczba wyjazdów poza rejon wynosiła 2599.

Stawiamy na centralizację
Prof. Jerzy Robert Ładny zaznacza nowy system ma wiele dobrych stron. Przede wszystkim realny czas od odebrania zgłoszenia do rozdysponowania zespołu ratownictwa mieści się w granicach półtorej minuty.

- To się dzieje jednoczasowo. Poszkodowany zgłasza problem, GPS lokalizuje miejsce zdarzenia, a dyspozytor widzi na monitorze miejsca stacjonowania zespołów ratownictwa medycznego - wyjaśnia prof. konsultant. - Jeżeli zespół stacjonuje w bazie to dyspozycja zostaje wydana w czasie poniżej jednej minuty. Jeżeli jest gdzieś w trasie, ten czas wydłuża się do półtorej minuty.

Jednocześnie profesor wyjaśnia, że idealnie byłoby, gdyby każda dyspozycja została wydana w czasie nieprzekraczającym jednej minuty. - Do mnie, jako konsultanta krajowego, docierają dane z urzędów wojewódzkich. Obecnie jestem w posiadaniu danych za rok 2012. Wynika z nich, że we wszystkich województwach średnie czasy dotarcia do miejsca zdarzenia i czasy zadysponowania zespołami były przestrzegane - podkreśla prof. Ładny.

Konsolidacja to krok w dobrą stronę
Pozytywnie system ocenia też Joanna Sieradzka, rzecznik prasowy Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego. - Każdego miesiąca notujemy w naszym rejonie 30 tys. zgłoszeń do dyspozytorni i 17 tys. wyjazdów. Przy tak dużej skali wprowadzenie możliwości dysponowania z jednego miejsca wieloma karetkami to duże ułatwienie oraz zapewnienie większego bezpieczeństwa mieszkańcom - stwierdza rzecznik.

Dodaje: - Przykładem wysokiej sprawności systemu może być chociażby niedawny wypadek w Łapczycy, gdzie do kilkunastu rannych można było natychmiast i równocześnie zadysponować karetki z różnych miejsc stacjonowania oraz śmigłowce. Przy małych, rozproszonych dyspozytorniach nie byłoby takiej możliwości.

Konsultant krajowy uważa, że dalsza konsolidacja systemu to krok w dobrą stronę. - Chcemy scentralizować stanowiska dyspozytorskie dlatego, że jest coraz więcej imprez, zdarzeń masowych. Powinniśmy mieć taki potencjał, aby te zdarzenia dobrze zabezpieczyć - mówi konsultant.

- Dlatego docelowo planujemy utworzenie 46 scentralizowanych dyspozytorni, które przy założeniu, że technika nie będzie zawodziła, daje największe możliwości obsługi zarówno zgłoszeń indywidualnych, jak i dysponowanie większą liczbą zespołów do zdarzeń masowych - zaznacza prof. Ładny.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum